fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Który przewoźnik zyskał najwięcej na konflikcie białoruskim

Mińsk
Mińsk
AdobeStock
Nie Aerofłot ani jakakolwiek linia rosyjska, chociaż liczba połączeń lotniczych z Mińska do Rosji gwałtownie wzrosła. Na konflikcie wokół Białorusi najbardziej zyskały Turkish Airlines.

Największym przegranym, oprócz białoruskiej Belavii, jest LOT, dla którego codzienne rejsy do Mińska były źródłem rosnących przychodów. Dla warszawskiego Lotniska Chopina zawieszenie połączenia do stolicy Białorusi to utrata przynajmniej ponad 54 tys. pasażerów miesięcznie (wyniki z kwietnia, ostatniego pełnego miesiąca, kiedy samoloty latały tam normalnie). Mińsk był drugim po Frankfurcie najpopularniejszym kierunkiem z Warszawy.

— Ograniczenia w lataniu do i przez Białoruś, jakie zostały wprowadzone przez państwa europejskie, spowodowały zmianę struktury ruchu lotniczego w Europie. Zaś w sytuacji, gdy Polska jest najbardziej wysuniętym krajem, jest to najbardziej odczuwalne. W tej chwili, w naszych ocenach, straty w przychodach Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej z tytułu opłat przelotowych będą sięgać 3-5 proc., ponieważ najcięższe samoloty pasażerskie przeniosły się na północ Europy. To powoduje utratę ruchu w przestrzeni polskiej. Natomiast nasza przestrzeń powietrzna otrzymuje część tego ruchu omijającego przestrzeń białoruską w szczególności na linii północ-południe. Te samoloty przy naszej granicy wschodniej wykonują operacje w polskiej przestrzeni powietrznej — powiedział „Rzeczpospolitej” prezes PAŻP Janusz Janiszewski.

Prezes PAŻP dodał, że nie ma w związku z tymi zmianami jakichkolwiek opóźnień w ruchu lotniczym, chociaż agencja ostatecznie ma więcej pracy. — Chciałbym, żeby to przekładało się na większe przychody dla PAŻP, ale na razie niestety tak nie jest — mówi Janusz Janiszewski.

Po wprowadzeniu zakazu lotów przewoźników unijnych do Mińska powszechnie sądzono, że najwięcej zyska na tym rosyjski Aerofłot. Wiadomo, że Rosjanie mieli nawet w planach przebazowanie kilku samolotów na mińskie lotnisko. Ostatecznie jednak wyprzedzili ich Turcy, którzy na tym konflikcie zarabiają najwięcej.

Turkish Airlines nie tylko nie zmieniły tras przelotów w rejsach północ-południe i tak samo, jak Rosjanie, Chińczycy i Katarczycy latają nad Białorusią, to jeszcze potroiły liczbę rejsów z Mińska do Stambułu z 8 przed kryzysem do 32 obecnie. To tam teraz Białorusini, dla których zamknęły się Warszawa, Monachium, Frankfurt, Wiedeń i Paryż, najczęściej przesiadają się w lotach długodystansowych. Zaskoczeniem jest też gwałtowny wzrost połączeń Belavii do Gruzji (Tbilisi i Batumi – 29 połączeń tygodniowo). Dopiero na 3. miejscu znalazły się lotniska rosyjskie – Szeremietiewo, Domodiedowo i Kaliningrad, oraz St Petersburg – 22 rejsy z Mińska wykonywane przez Aerofłot, Nordwind i Belavię. Nie ucierpiał na tym konflikcie także ruch na Bliski Wschód. Belavia lata po 7 razy w tygodniu do Dubaju i 6 razy do Tel Awiwu. Tyle samo razy białoruski przewoźnik wykonuje rejsy do Erewania. I już nikt nie mówi, że Belavię przed bankructwem może uratować jedynie Aerofłot przyjmując tę linię do swojej grupy, bo linia szybko zmieniła kierunki lotów wybierając „przyjazne” lotniska.

20 czerwca mija termin, jaki wyznaczyła sobie Lufthansa w omijaniu terytorium Białorusi w lotach do Rosji. W czasie konfliktu (czyli od 23 maja) Niemcy, tak samo jak Austrian Airlines i Air France, mieli kilkakrotnie kłopoty w wykonywaniu tych połączeń, ponieważ Rosjanie cofali im zgodę na zmianę trasy rejsów na lotniska w tym kraju z ominięciem Białorusi. Należy oczekiwać, że ta decyzja o zmianie trasy zostanie przedłużona.

Sprawę zmuszenia samolotu Ryanair Sun do lądowania w Mińsku na razie bada Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO). To jej wnioski z tego międzynarodowego incydentu, które mają być opublikowane „ w ciągu kilku tygodni” będą stanowiły wykładnię dla europejskich przewoźników. Na razie najbardziej niecierpliwi się Ryanair. — Przedłużanie zakazu lotów do Białorusi i omijania jej terytorium w żadnym wypadku nie jest ani w naszym interesie, ani w interesie naszych pasażerów — mówił prezes Grupy Ryanaira, Michael O’Leary podczas przesłuchania w Komisji Transportu w brytyjskim parlamencie. Przekonywał, że jest to dużą uciążliwością w rejsach z Wielkiej Brytanii do Azji (Ryanair nie lata w tym kierunku). Wiadomo natomiast, że zmusza to tego przewoźnika do wydłużenia niektórych tras w lotach z północy na południe.

Udziału w tym posiedzeniu odmówił Maxim Jermałowicz, ambasador Białorusi w Wielkiej Brytanii.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA