fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Linie lotnicze gorączkowo szukają gotówki. Komu pomogą rządy?

Bloomberg
Niemiecka Lufhansa bardzo potrzebuje kapitału, ale za pomoc państwa nie chce oddać biznesowej niezależności. KLM i Air France dostaną ponad 10 mld euro. Z kolei Finnair zapewnił sobie już 500 mln euro dofinansowania. W przypadku LOT-u nie będzie prostego dofinansowania państwa, ale przewoźnik może skorzystać z rządowej tarczy.

Linie lotnicze Austrian Airlines już wystąpiły do państwa o pomoc w wysokości 767 mln euro i ogłosiły, że nie zamierzają latać do końca maja.

— Nie mam zamiaru patrzeć na latające puste samoloty — mówi prezes Austriana, Andreas Otto. Jak powiedział rzecznik przewoźnika, Peter Thier większość tej kwoty mają stanowić kredyty do spłacenia. Reszta to bezzwrotne granty. Jakie będzie rozłożenie tych kwot, jest jeszcze kwestią do negocjacji. Natomiast skorzystanie z pieniędzy podatników ma być równoznaczne z powstrzymaniem się od cięć zatrudnienia i większą dbałością o środowisko. Linia już odstawiła starsze samoloty.

Pieniądze zostaną w kraju

Wcześniej o wniosku o pomoc państwa w wysokości 290 mln euro informowały Brussels Airlines. Szybko potem ukazało się oświadczenie Lufthansy, że nie zamierza się pozbywać belgijskiego przewoźnika. Prezes Grupy LH (Austrian Airlines, Swiss, Brussels Airlines i Lufthansa) Carsten Spohr potem osobiście potwierdził to w rozmowie z belgijską premier, Sophie Wilmes.

Czytaj także: Załogi LOT chcą więcej pieniędzy za "postojowe"

— Dla nas jest ważne, żeby grupa pozostała razem, bo to przynosi korzyści dla naszej siatki — mówił belgijskiej premier Carsten Spohr. Ale negocjacje z ministerstwem finansów w tej sprawie zostały zawieszone po tym, jak szef resortu, Alexandre de Croo zastrzegł, że pieniądze te mogą zostać wykorzystane wyłącznie przez belgijskiego przewoźnika.

W fatalnej sytuacji znalazła się sama Lufthansa, która negocjuje z rządem wsparcie finansowe. Na razie wiadomo, że łącznie z pieniędzmi, jakie mają wyłożyć kraje, w których Grupa LH ma swoich przewoźników, ma być to łącznie około 10 mld euro, z czego znacznej większości tej kwoty, ok. 9 mld euro potrzebuje sama Lufthansa. Wydawałoby się, że przy niemieckiej determinacji, aby pomóc firmom w kryzysie sprawa negocjacji zarządu LH z rządem powinna być prosta. Condor, który potrzebował od rządu 286 mln euro, dostał je kilka dni temu. Ale nie jest.

Uniknąć polityki

Linia za wszelką cenę chce uniknąć wpływu rządu na swoją politykę. Carsten Spohr obawia się również tego, że gdyby okazało się, że rząd w Berlinie rzeczywiście w zamian za pieniądze chce odzyskać wpływy w przewoźniku, podobnie mogą zachować się władze szwajcarskie, belgijskie i austriackie.

— A taką grupą byłoby bardzo trudno zarządzać – nie ukrywa Carsten Spohr. Sytuacja jest już bardzo trudna i Spohr nie ukrywa, że jeśli szybko się nie rozwiąże, Lufthansa będzie musiała uciec się do ochrony przed wierzycielami. Nie są to czcze pogróżki. Przewoźnik traci dzisiaj po 1 mln euro na godzinę i rezerwy gotówki z początku kryzysu, które wynosiły wówczas 4,4 mld euro, szybko topnieją. Jednocześnie wiadomo, że niemiecki przewoźnik jest zadłużony na 6,7 mld euro, drugie tyle powinien wypłacić z tytułu funduszu emerytalnego, a 4 mld euro powinien zwrócić pasażerom za bilety na rejsy, które się nie odbyły.

Zarząd jest również pod naciskiem związków zawodowych, które domagają się, że gdyby przewoźnik ostatecznie skorzystał z pomocy państwa, to nie będzie miał prawa do jakichkolwiek redukcji zatrudnienia. Carsten Spohr ma jednak inne plany, bo w sytuacji, kiedy rachunek biznesowy wskazuje na konieczność odstawienia 100 samolotów, liczba pracowników miałaby się zmniejszyć o 10 tys. osób. Lufthansa w tej chwili przewozi 1 proc. liczby pasażerów, którzy latali tą linią.

Inną drogę wybrał fiński Finnair, który chce zaoferować prawa głosu za pół miliarda euro. Dzisiejsza kapitalizacja rynkowa fińskiego przewoźnika, to 546 mln euro. A na koniec marca linia miała zapas gotówki w wysokości 833 mln euro.

— Nie ma co się oszukiwać. Koronawirus jest potężnym ciosem dla wszystkich linii lotniczych, w tym także dla Finnaira. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na taką ofertę, żeby Finnair pozostał bardzo konkurencyjnym przewoźnikiem — mówi Topi Manner, prezes Finnaira. Na razie jednak przy uziemieniu 90 proc. floty przewoźnik traci 2 mln euro dziennie.

Twarde warunki postawił rząd w Oslo niskokosztowemu Norwegianowi. Przewoźnik wprawdzie jeszcze 20 marca uzyskał gwarancję kredytową na równowartość 546 mln dolarów, ale wypłata każdej kolejne transzy musi być wsparta zgodą wierzycieli i postępami w restrukturyzacji biznesu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA