fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Protest diagnostów - jak wpływa na funkcjonowanie szpitali

Fotolia.com
Tylko pacjenci w stanach zagrożenia życia mogą liczyć na badania laboratoryjne. To efekt akcji pracowników laboratoriów protestujących z fizjoterapeutami.

Wyłącznie badania ze wskazań życiowych dla pacjentów w stanie ciężkim czy przywożonych do izby przyjęć wykonuje od poniedziałku laboratorium Szpitala Klinicznego w Poznaniu. Wszystko przez rozpoczęty w poniedziałek protest diagnostów laboratoryjnych i fizjoterapeutów, którzy masowo biorą zwolnienia dla poratowania zdrowia.

Podobną absencję jak w Poznaniu odnotowano w laboratoriach kilkudziesięciu placówek w regionie (np. w Gnieźnie do pracy przyszło 50 proc. personelu laboratorium). Jak się dowiedzieliśmy, może to zmusić lekarzy do odwoływania zabiegów planowych.

– Podobna sytuacja jest w wielu miejscach kraju, a w kolejnych dniach do protestu mają się przyłączać następne laboratoria – mówi Matylda Kłudkowska, przewodnicząca organizacji związkowej w Szpitalu Klinicznym im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu. Dodaje, że dziś trudno oszacować, ile laboratorium włączy się do akcji. – Sądząc po determinacji środowiska, można przypuszczać, że będzie ich dużo. Pracownicy laboratoriów są rozgoryczeni brakiem obiecanych przez ministra podwyżek, specjalizacji finansowanych z budżetu państwa, urlopów szkoleniowych. Wszystko miało być gwarantowane ustawą, która była gotowa od listopada zeszłego roku – dodaje Kłudkowska.

Czytaj także:

Diagności, których liczbę ocenia się na 16,5 tys., mają też żal do ministra zdrowia o brak obiecanej podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 500 zł. Dziś zarabiają od 2,25 tys. zł brutto do 3 tys. brutto. – Dyrektorzy często robią co w ich mocy, ale nie są w stanie sprostać zobowiązaniom cedowanym na nich przez ministra – tłumaczy Matylda Kłudkowska. I dodaje, że podwyżkę otrzymało tylko ok. 30 proc. diagnostów.

Podobnie wygląda sytuacja fizjoterapeutów. Również oni nie mogą się doczekać podwyżek pensji, które oscylują wokół płacy minimalnej. Jak wylicza dr Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii (OZZPF), w poniedziałek na L4 poszło nawet 80–90 proc. załogi 100 szpitali, m.in. w Krakowie, Tarnowie, Wadowicach, Słupsku, Wejcherowie, Sopocie, Poznaniu, Bydgoszczy czy Białymstoku. – Współczujemy pacjentom, ale nie mamy innego wyjścia – tłumaczy Tomasz Dybek. I ostrzega, że to dopiero początek protestu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA