fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kronika przepowiedzianej katastrofy

Tomasz Terlikowski: Przypadek Vincenta Lamberta czyli zabójczy kult skuteczności

Fotorzepa, Rafał Guz
Są takie sprawy, w których nie wolno i nie należy milczeć. Jedną z nich jest powolna śmierć z głodu, na jaką skazano Vincenta Lamberta – wyrokiem sądu na wniosek żony i rodzeństwa, a przy sprzeciwie rodziców.

Mężczyzna ten, choć znajduje się w stanie trwale wegetatywnym, ma ograniczoną, a może nieobecną świadomość, to samodzielnie oddycha, a jedyna terapia, jaka jest wobec niego stosowana, to... karmienie i nawadnianie. Nic więcej. A jednak decyzję o pozbawieniu go jedzenia sąd określił jako zaprzestanie uporczywej terapii. Niezależnie od języka, zagłodzenie kogoś nie jest zaprzestaniem leczenia, ale pozostaje skazaniem kogoś na okrutną śmierć, jest jedną z okrutniejszych form eutanazji.

I nic tu nie zmienia argument, że Lambert jest nieświadomy. Nie jest on bowiem w stanie śmierci mózgowej, pień jego mózgu działa, a jego samego określa się jako osobę o „minimalnym stanie świadomości". Co to oznacza? Tego nie wiadomo. Nie ma z nim kontaktu, nie ma możliwości wczucia się w to, co on czuje, czego doświadcza, co jest dla niego dostępne, a co nie. Osoby, które wyszły ze stanu ograniczonej świadomości, mówią, że jest ona jak morze. Niekiedy wyłania się jakiś rąbek świadomości, niekiedy słyszy się coś, a niekiedy nic. Czy taki jest stan Lamberta? Nie wiadomo. Lekarze też nie wiedzą, bo mogą obserwować go z zewnątrz, ale nie mają pojęcia, co czuje, co się z nim dzieje, jak i czy cokolwiek odczuwa.

Wiemy jednak, a są to absolutnie nowe badania opublikowane w „New England Journal of Medicine", że ok. 15 proc. ludzi uznawanych za pozostających w stanie trwale wegetatywnym zachowuje jakąś formę „ukrytej świadomości". Osoby takie wykazują aktywność mózgu podczas badania EEG, gdy zadawane jest im pytanie czy wydawane polecenie, choć nie ma żadnych zewnętrznych dowodów na to. Badania te mogą stać się istotnym elementem uzyskania jakiejś formy komunikacji z pacjentami. Nie oznacza to oczywiście, że osoby takie zachowały pełną świadomość, ale jedynie, że ich mózg reaguje na polecenia, co oznaczać może „resztki świadomości".

– Nie wiemy jednak, czy pacjenci naprawdę zrozumieli, co do nich mówiliśmy, wiemy tylko, jak zareagował mózg – podkreśla dr Jan Claassen, główny autor prezentowanych badań. Istotne jest jednak jedno: osoby, które dotąd uważano za całkowicie pozbawione świadomości, mogą wcale takie nie być. A co to oznacza dla nich, to wiedzą tylko one same. EEG ani nauka tego nie wykażą, bo nie są zdolne do takich wglądów.

Nawet jeśli Lambert byłby całkowicie i trwale nieświadomy, to także nie jest to wskazanie do zabicia go. I nie jest argumentem na rzecz takiej procedury twierdzenie, że nie wyobrażamy sobie samych siebie w takiej sytuacji. Nie wyobrażamy sobie, bo nie my jesteśmy w takim stanie. A wyobraźnia nie jest elementem analizy moralnej. To, że sobie czegoś nie wyobrażam, nie oznacza, że tego nie doświadczę. To, że nie wyobrażam sobie, że mógłby chcieć istnieć w takim stanie, nie oznacza, że gdy się w nim znajdę, to nie będę pragnął żyć, a nie umrzeć. Vincent Lambert też chce żyć, a wskazuje na to choćby fakt, jak mocno walczył jego organizm o to, by nie umrzeć, gdy był już wcześniej głodzony. Pragnienie życia jest nam bowiem właściwe.

Jeśli coś w tej sprawie przeraża, to fakt, że udało się przekonać opinię publiczną do tezy, że karmienie i pojenie jest terapią, że uznaje się, iż argument z mojej wyobraźni może być argumentem za zabiciem kogoś i wreszcie, że medycyna osuwa się w odmęt techniki bez etyki. Tak to właśnie trzeba nazwać. Istotnym elementem etosu zawodu lekarza jest pogodzenie się z tym, że czasem pomóc się nie da, że niekiedy można tylko karmić i poić, i patrzeć. Ale we współczesną technicyzację medycyny wpisany jest kult sukcesu. Gdy go nie ma, chce się zakończyć życie pacjenta, by nie przypominał on, że medycyna nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów, a lekarze nie są bogami.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA