fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Akcje nie dla sędziów

Według nowych przepisów zyski z posiadanych akcji sędziowie będą musieli przekazywać na cele publiczne lub deponować na specjalnym rachunku
Fotorzepa, Jerzy Dudek
PiS znienacka wprowadziło ważną zmianę dla wymiaru sprawiedliwości.

8 grudnia Sejm przyjął ustawę o Sądzie Najwyższym. Przy tej okazji znowelizował kilka innych ustaw, w tym prawo o ustroju sądów powszechnych. Ta ostatnia zmiana ma duże znaczenie dla wielu z 10 tysięcy polskich sędziów, jednak nie zwróciły na nią uwagi opozycja, media ani Krajowa Rada Sądownictwa. – Mam zastrzeżenia zwłaszcza do KRS. Mogłaby wykazać się większym profesjonalizmem – mówi anonimowo warszawski sędzia, który o nowych przepisach dowiedział się z lektury „Dziennika Ustaw". – Jestem już umówiony z notariuszem na zbycie udziałów w rodzinnej spółce – dodaje. Nowelizacja znacznie ogranicza bowiem posiadanie przez sędziów akcji i udziałów.

Dotychczasowe przepisy mówiły, że sędzia nie może posiadać więcej niż 10 proc. akcji lub udziałów w spółce prawa handlowego. Ten przepis pozostał, a Sejm dołożył do niego kolejne. Po wejściu ich w życie sędzia będzie musiał zyski „z tytułu posiadania akcji lub udziałów" przekazywać na cele publiczne lub rachunek wskazany przez prezesa sądu. W tym drugim przypadku z pieniędzy będzie mógł skorzystać dopiero po przejściu w stan spoczynku.

Sankcje za niewykonanie takiego obowiązku są ostre. Nowe prawo głosi, że jest to „równoznaczne ze zrzeczeniem się pełnienia urzędu na stanowisku sędziego". Można więc wyobrazić sobie sytuację, że sędzia straci pracę, bo zostanie mu wypłacona dywidenda z kilku akcji, o których posiadaniu zapomniał.

Czym są „cele publiczne" wymienione w ustawie? Tego ona nie precyzuje. Były wieloletni prezes Giełdy Papierów Wartościowych Wiesław Rozłucki mówi, że pytań jest więcej. – Wydaje się, że „zyski z posiadania akcji" to dywidendy i prawa poboru. A co wtedy, gdy sędzia ma zyski ze zbycia akcji? A gdy sprzedając, osiąga stratę? Istnieje paleta różnych sytuacji, w których nie wiadomo, co ustawodawca miał na myśli – alarmuje.

Poznanie intencji ustawodawcy jest niestety trudne, bo przepisów nie było w projekcie, który zgłosił prezydent Andrzej Duda. Dodano je w Sejmie, a śladu dyskusji na ten temat nie ma w stenogramach.

– Przepis był elementem dużego pakietu poprawek, który jednej nocy zgłosił PiS – mówi poseł PO Robert Kropiwnicki. Nie wszyscy posłowie PiS to pamiętają. – Nie przypominam sobie tych przepisów – mówi Krystyna Pawłowicz z PiS, która aktywnie uczestniczyła w pracach nad nowelizacją.

Lepszą pamięć ma inny poseł PiS Daniel Milewski. – Regulacja dotyczy osób, które wykonują władzę państwa w obszarze wymiaru sprawiedliwości. Mają bezpieczną, stabilną i dobrze płatną pracę. Społeczeństwo ma prawo nakładać na nie ograniczenia dotyczące innego rodzaju zarobkowania – mówi.

Dodaje, że przepis ma na celu wyeliminowanie potencjalnego konfliktu interesów i „wyrównywanie standardów". Bo wcześniej podobną regulację zawarto w ustawie o statusie sędziów TK.

Problem w tym, że tamte przepisy opozycja nazywała niekonstytucyjnymi. Poza tym kadencja sędziego TK trwa tylko dziewięć lat, więc rozstanie z akcjami może być mniej bolesne, a Trybunał orzeka w sprawach ustrojowych. – Nie rozumiem, dlaczego tak restrykcyjne przepisy mają dotyczyć np. sędziów sądów rodzinnych – mówi Kropiwnicki.

Poza tym osoby znające realia polskich sądów twierdzą, że konflikty interesów, o których mówi PiS, w praktyce się nie zdarzają. – Nie znam takiego przypadku – mówi rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski. – Uważam, że dotychczasowe przepisy dobrze chroniły przed ryzykiem wystąpienia konfliktu interesów. Od lat składamy oświadczenia majątkowe, które są przedmiotem analizy prezesa czy kolegium sądu i urzędu skarbowego. Poza tym nie rozumiem, dlaczego nowe przepisy dotyczą akcji i udziałów, a nie na przykład oprocentowania depozytów albo różnicy kursów walutowych – dodaje.

Wiesław Rozłucki mówi z kolei, że nawet pracownicy rynku kapitałowego mają prawo posiadać akcje, a wymaga się od nich jedynie składania szczegółowych informacji na ten temat. – Ta ustawa posiadanie przez Polaków akcji polskich spółek notowanych na polskiej giełdzie uważa za coś podejrzanego. Napisał ją ktoś, kto nie rozumie rynku kapitałowego – komentuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA