fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Krzyżak: Pożaru nie da się ugasić benzyną

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Arcybiskup miał prawo zwolnić pracowników, ale te tłumaczenia...

Katolickie uczelnie w Polsce mają w swoich strukturach fakultety, na których kształcą przyszłych dziennikarzy oraz speców od komunikacji. Jedna z nich nawet w swojej oficjalnej nazwie umieściła frazę „komunikacja społeczna i medialna". Ale mimo tego, że każdego roku ich mury opuszczają szeregi wykształconych ludzi, Kościół ma gigantyczny problem z komunikacją. A z komunikacją w kryzysie w szczególności. Cóż bowiem z tego, że Kościół dysponuje wieloma – wysokonakładowymi – publikatorami. Co z tego, że diecezje mają swoje rozgłośnie lokalne, jest telewizja oraz ogólnopolskie radio, a do tego masa przyjaznych mediów, skoro jedno nieostrożne, nie do końca przemyślane, słowo czy nawet gest potrafią wszystko zniszczyć?

Komunikacyjnych kryzysów, z których nie bardzo wiadomo było, jak wybrnąć, było w Kościele w ostatnich latach aż nadto. Gigantyczny problem z niedoszłym ingresem w stolicy abp. Wielgusa przed ponad dekadą, sprzeczne komunikaty dotyczące lustracji duchownych, zamykanie ust niepokornym kapłanom. Potem lekceważące podejście do tematu pedofilii wyrażane raz przez kurialnego urzędnika, innym razem biskupa. Słowne lapsusy – otwartego mimo wszystko na media – abp. Józefa Michalika. Mniejsze lub większe kryzysy z komunikacją można byłoby wymieniać bez końca. Kłopot w tym, że nie wyciąga się z nich żadnych nauk.

Negatywnym bohaterem mediów jest w ostatnim czasie abp Marek Jędraszewski. Gdyby bywał nim od czasu do czasu – powiedzmy raz na pół roku – można by to uznawać za wypadek przy pracy. Ale hierarcha właściwie nie schodzi z oczu. Zapomnijmy desperacką obronę abp. Juliusza Paetza sprzed 17 lat, nie mówmy nic o czteroipółletnim zarządzaniu archidiecezją łódzką. Weźmy tylko ten rok.

Najpierw przedwczesny wyjazd z watykańskiego szczytu dotyczącego pedofilii. Potem żenująca konferencja prasowa w siedzibie KEP, na której arcybiskup dość dowolnie interpretował słowa papieża Franciszka i zamiast skupiać się na ofiarach pedofilii, podkreślał, że winni jesteśmy miłosierdzie także sprawcom. I choć słowa o miłosierdziu jak najbardziej prawdziwe, to jednak nie był to moment na ich uwypuklanie. Potem odmowa wstępu na dziedziniec krakowskiej kurii dla części dziennikarzy, którzy chcieli relacjonować rocznicę śmierci Jana Pawła II.

Niedawno kontrowersyjna homilia w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego otwierająca całą serię kazań skoncentrowanych wokół zagrożenia rodziny i ideologii LGBT. Teraz zaś zamieszanie z własnym biurem prasowym i zwalnianiem niezamężnych.

Chyba ciut za dużo jak na dziewięć miesięcy roku. I o ile w kwestii LGBT oraz zagrożeń rodziny na odsiecz hierarsze ruszyła cała masa przychylnych mu mediów, a rękę wyciągnęło także kilku polityków, o tyle w kwestii zwolnień w biurze prasowym głucha cisza. Jeden z tygodników przebąkiwał coś o manipulacji, ale dość krótko. Nie było reakcji biura prasowego KEP, które wcześniej rozpowszechniało komunikaty o manipulacjach wypowiedziami krakowskiego metropolity. Cisza zapadła także w Katolickiej Agencji Informacyjnej. Nie ma czego bronić.

I nawet nie chodzi tu o to, że arcybiskup zwolnił trzy pracownice swojego biura, bo przecież ma prawo dowolnie dobierać sobie współpracowników oraz sposób komunikowania się z nimi, ale o to, w jaki sposób owe zwolnienia tłumaczył. Każdy kolejny komunikat, który w tych dniach wychodził z krakowskiej kurii (było ich bodaj cztery), był nie kanistrem, ale cysterną benzyny wlaną do płonącego ogniska.

Gołym okiem widać było, że w krakowskiej kurii zabrakło po prostu zimnej krwi. Emocjonalne wystąpienia zwolnionych, które podkreślały, że są pracującymi matkami, próbowano gasić komunikatami o tym, że zwolniono tylko niezamężne – tak jakby nie wiedziano o tym, że te niezamężne wychowują dzieci adoptowane. Aż w końcu spóźniona cenzura tego ostatniego komunikatu. I choć oświadczenia te wychodziły spod ręki któregoś z pracowników kurii, to jednak obciążyły one konto abp. Jędraszewskiego.

Kościół musi opracować strategię zarządzania w kryzysie. Krakowski przykład dobitnie to – niestety po raz kolejny – pokazał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA