fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Kwarantanna po przekroczeniu granicy jest fikcją

Na kwarantannę po przekroczeniu granicy trafia garstka osób, a zamknięcie przejść jest iluzoryczne
PAP, Marcin Bielecki
14-dniowa kwarantanna po przekroczeniu polskiej granicy okazuje się fikcją. Objęto nią zaledwie kilka procent osób.

Tysiące polskich gastarbeiterów, głównie z przygranicznych województw, każdego dnia lub w weekendy przekracza polskie granice, korzystając z braku ograniczeń w przemieszczaniu się. Jeżdżą do pracy w Niemczech lub Czechach i są praktycznie poza wszelką kontrolą sanitarną: nie muszą przechodzić 14-dniowej kwarantanny, którą rząd wprowadził w połowie marca wobec wszystkich przyjezdnych do kraju (mierzona jest im tylko temperatura, co nie daje gwarancji, że są zdrowi).

Dane, które pozyskała „Rzeczpospolita", są szokujące. Pokazują, że na kwarantannę po przekroczeniu granicy trafia garstka osób, a zamknięcie granic przed pandemią okazuje się iluzoryczne.

Znikomy procent

W ciągu tygodnia od wprowadzenia czasowej kontroli na granicach do Polski wjechało blisko 380 tys. osób, z czego połowa, bo 165 tys., przez granicę z Niemcami, z Czechami – ponad 90 tys. osób, a ze Słowacją – 21 tys. – podaje nam Straż Graniczna.

Tylko jednego dnia, w poniedziałek, na granicy wewnętrznej na sprawdzonych 25 tys. wjeżdżających jedynie 4,3 tys. objęto kwarantanną – czyli kwalifikowała się do niej zaledwie co szósta osoba, która tego dnia przekroczyła polską granicę. Zdecydowana większość nie musiała trafić do przymusowej izolacji w domu.

Zgodnie z przepisami z kwarantanny zwolnione są bowiem osoby, które wykonują czynności zawodowe w państwie sąsiadującym. Są to głównie mieszkańcy terenów przygranicznych, na co dzień pracujący np. w Niemczech czy Czechach. Choć sąsiedzi również ograniczyli produkcję, ruch na granicy jest intensywny, co potwierdzają dane Straży Granicznej.

– Dużo osób z naszego terenu pracuje w Czechach. Jedni raz, inni pięć razy w tygodniu jeżdżą do pracy np. w czeskiej kopalni czy fabrykach, a do domu przyjeżdżają na weekend. Pracują w kraju sąsiadującym, więc nie są poddawani kwarantannie – przyznaje Katarzyna Walczak, rzeczniczka Śląskiego Oddziału Straży Granicznej (swoim zasięgiem obejmuje woj. śląskie i opolskie).

W ich przypadku pogranicznicy mają tylko obowiązek zbadać temperaturę przy wjeździe i sprawdzić dokumenty, czy rzeczywiście pracują u sąsiadów.

Czytaj też: Chodzisz do pracy za granicę? I ciebie od piątku czeka kwarantanna

To samo dotyczy osób, które znalazły zatrudnienie w Niemczech. – W zakładach produkcyjnych, przy sprzątaniu, w ogrodnictwie, jako opiekunki i wielu innych profesjach. Są i tacy, którzy pracują w Niemczech aż pod francuską granicą – słyszymy od jednego z pograniczników. Np. w szpitalu we Frankfurcie nad Odrą pracuje kilkudziesięciu Polaków, w tym lekarze.

– Na granicy zachodniej w ciągu tygodnia (od 15 do 22 marca) skontrolowaliśmy łącznie ponad 160 tys. osób, które wjechały do Polski, z tego wobec ok. 48 tys. zarządzono kwarantannę – mówi nam Joanna Konieczniak, rzeczniczka Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej. Pod jej wymóg podpadła więc jedna trzecia badanych.

O tym, że wielu pracujących np. w Niemczech zjeżdża do domów w kraju pod koniec tygodnia, świadczą dane: np. w miniony piątek Nadodrzański Oddział SG (granica z RFN) skontrolował 16 tys. wjeżdżających i 7,9 tys. pojazdów. Dwa dni później wjeżdżających i pojazdów było o połowę mniej.

Równie wymowne są dane z południowej granicy – tu od połowy marca funkcjonariusze Śląskiego Oddziału SG skontrolowali łącznie 80,6 tys. osób wjeżdżających, z czego jedynie... 4,4 tys., czyli zaledwie 5 proc., objęła kwarantanna. I tutaj oblężenie ma miejsce w piątek, gdy pracujący w sąsiednich krajach ściągają do domów. W ostatni piątek wjechało 9,7 tys. osób.

Zamknąć, bez wyjątku

Jak podkreśla Mariusz Olejniczak, burmistrz Słubic, wielu polskich pracowników zatrudnionych u zachodniego sąsiada nadużywa przywileju przekraczania granic bez kwarantanny i np. jeździ do Niemiec nawet na zakupy. Z tego powodu w poniedziałek komendant Straży Granicznej w Świecku wprowadził nakaz, by zagraniczny pracodawca wpisał, w jakich godzinach pracuje u niego polski pracownik.

– Powiem to z bólem serca, ale jestem za zamknięciem granic, bo inaczej nie poradzimy sobie z pandemią. Apelujemy do niemieckich pracodawców, którzy zatrudniają Polaków, by na ten trudny czas wynajęli im mieszkania – podkreśla burmistrz Olejniczak. Wystąpił do wojewody lubuskiego o całkowite zamknięcie granic. Podobny apel wystosował do szefa MSWiA prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz. „Nie przechodzą kwarantanny, a możliwość codziennego przekraczania przez nich granicy powoduje, że mimo wprowadzonych przez rząd ograniczeń jedyne dostępne przejście Świnoujście–Garz w istocie jest otwartą granicą" – napisał.

Znaczna część osób, które swobodnie przemieszczają się przez granice Polski, to kierowcy tirów, których rząd – po ich apelach – również wyłączył m.in. z obowiązku kwarantanny. To jednak konieczność. Bez tego mieszkańcy Europy zostaliby pozbawieni żywności i towarów.

Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska zapewnia jednak, że „kabina jest znacznie bardziej bezpiecznym środowiskiem pracy dla kierowcy niż sklepowa lada dla sprzedawcy w sklepie". – Kierowca praktycznie nie ma z nikim kontaktu.

Branża wprowadza specjalne zasady pracy, załadunku, bezdotykowego przekazywania dokumentów, które są przekazywane w tzw. kuwetach w foliowych koszulkach, a potem poddawane dezynfekcji. Kierowcy są wyposażeni w środki ochrony, płacenie za paliwo odbywa się na stacjach w okienkach, kartą, a więc bezdotykowo. Tak się dzieje w dobrych, dbających o pracowników firmach – mówi prezes Wroński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA