fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Prof. Simon: Protesty to nie jest jakieś istotne zagrożenie

materiały prasowe
Demonstracje w maskach i w odległości na powietrzu to nie jest jakieś wielkie zagrożenie koronawirusem - ocenił prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Trybunał Konstytucyjny orzekł w czwartek, że przepis zezwalający na usunięcie płodu obarczonego poważnymi wadami jest niekonstytucyjny, tym samym wprowadził niemal całkowity zakaz legalnej aborcji. Ponad 90 procent zabiegów usunięcia ciąży w Polsce odbywało się z tego powodu.

Od czwartku przeciwko wyrokowi w dziesiątkach polskich miast odbywają się protesty. Uczestnicy do niedzieli spotykali się na ogół w okolicach lokalnych siedzib Prawa i Sprawiedliwości. W Warszawie demonstrujący gromadzili się też np. w okolicach willi Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborzu.

Dowiedz się więcej: Protesty w ponad 60 miastach w Polsce. „To jest wojna!”

W niedzielę protesty w dużej części przeniosły się pod kościoły czy kurie diecezjalne. „Hańba", „Myślę – czuję – decyduję", „Aborcja jest OK", „Moje ciało, mój wybór", „Piekło kobiet". To tylko niektóre z haseł na transparentach. Niektóre z nich zaczęły też pojawiać się na murach kościołów. Protesty rozlewają się również na mniejsze miejscowości.

- Po co nam w momencie epidemii, napiętej atmosfery kolejne zaognienia sprawy? - pytał w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Krzysztof Simon. Jego zdaniem nie można narzucać kobietom sposobu funkcjonowania. - To jest wielkie wyzwanie wychowywać te dzieci. Większość tych ciąż i tak szybko się kończy, albo dzieci rodzą się ciężko upośledzone - mówił. - Decyzję powinna podejmować kobieta, a nie pan Jędraszewski w Krakowie - podkreślił.

Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pytany o to, czy protesty nie są zagrożeniem epidemicznym, stwierdził, że jeśli uczestnicy zakrywają twarz i zachowują odstępy, to „nie jest to jakieś istotne zagrożenie”. - Jeśli ludzie stoją oddzielnie, na świeżym powietrzu, noszą maski, to specjalnie się nie zarażą. Natomiast jakby stali w tłumie, bez masek i demonstrowali to naturalnie skończy się niedobrze. Na dziś ci ludzie stoją w odległości, policja też w odległości z maskami. (...) Przecież w pracy ma pan większe kontakty, (jadąc) do redakcji też pan mija kogoś na korytarzu, a to jest w zamkniętym pomieszczeniu, a to jest zupełnie co innego - mówił do dziennikarza WP.

Prof. Simon dodał, że „chyba trzeba będzie wprowadzić” w Polsce godzinę policyjną, na wzór innych krajów, walczących z pandemią. - Ja już godzinę policyjną jako młody człowiek przeżywałem. To są dość dyskusyjne rzeczy, specjalnie w Polsce. Ale te propozycje, jakie są, to konsekwencja pewnej nieudolność w kierowaniu tą całą (epidemią) i takiego bezwładu ministerstwa przez ostatnie trzy, cztery miesiące. W tej chwili wydaje mi się, że znakomicie ci państwo pracują i to funkcjonuje. Ale to są konsekwencje czyichś (działań). Ktoś brał pieniądze i nic nie zrobił - zauważył lekarz.

Źródło: rp.pl/ WP
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA