fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Epidemia w Chinach: Partia nie daje rady

Władze najbardziej obawiają się wybuchu paniki w objętym kwarantanną mieście Wuhan i innych miejscowościach prowincji Hubei. Na zdjęciu: opustoszałe ulice Wuhan
AFP
Wszystko wskazuje na to, że władze w Pekinie przeżywają największy kryzys, odkąd stłumiono masowe protesty na placu Tiananmen w 1989 r.

Sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping w środę tłumaczył dowódcom chińskiej armii (ponad 2 mln żołnierzy), jakie działania mają podejmować „w walce z epidemią". Cytowany przez rządową agencję Xinhua przekonywał, że „partia i naród ufają armii", ma zająć się rozmieszczeniem zakażonych wirusem 2019-nCoV w szpitalach wojskowych.

Władze najbardziej obawiają się wybuchu paniki w objętej kwarantanną miejscowości Wuhan i innych miejscowości prowincji Hubei. Zamknięto tam wszystkie drogi dojazdowe, autostrady i lotniska. Od reszty świata odcięto już ponad 60 mln ludzi. W sieci roi się od nagrań, na których widać, jak ludzie próbują uciec z zamkniętych rejonów, przepływając przez rzekę na dmuchanych materacach. Policja z kolei za wszelką cenę próbuje powrócić uciekinierów „do strefy". Chiński resort bezpieczeństwa publicznego wydał już komunikat ostrzegający, że wszyscy, którzy będą próbowali usuwać blokady z dróg, zostaną „surowo ukarani".

– Na początku ukrywano i bagatelizowano problem, a nawet karano osoby, które o tym mówiły. Dopiero gdy już nie dało się ukryć skali problemu, partia mówi: wszystkie ręce na pokład, ale w rzeczywistości jest to walka o zachowanie systemu – mówi „Rzeczpospolitej" starszy specjalista w programie chińskim OSW. – Partia uzasadnia swoje twarde rządy, twierdząc, że jest jedyną siłą, która jest zdolna do zachowania kontroli i stabilności. Okazuje się jednak, że to jej działania spotęgowały skalę zjawiska do rozmiarów, jaki nie wydarzyłby się w normalnie działającym kraju, gdzie system opieki zdrowotnej nie jest upolityczniony i są przestrzegane procedury antyepidemiologiczne – dodaje.

Dość powiedzieć, że od 8 grudnia (wtedy wykryto pierwszy przypadek wirusa i do 20 grudnia bagatelizowano problem) do środy w Chinach zmarło ponad 130 osób, a ponad 6 tys. zostało zakażonych. To więcej niż w ciągu pół roku zostało zakażonych wirusem SARS podczas epidemii, z którą Chiny borykały się w latach 2002–2003. – To może mieć konsekwencje polityczne. Wszystko zależy od przebiegu i skali epidemii. Jeżeli sytuacja będzie miała wymiar katastrofalny, to może wpłynąć na relacje społeczeństwa z partią – mówi analityk OSW.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA