Konflikt na Ukrainie

Wielka wojna na Ukrainie już za tydzień?

Transporter opancerzony na ulicy w Doniecku
AFP
Moskwa wróży zerwanie porozumień mińskich. W każdej chwili może dojść do eskalacji trwającego od czterech lat konfliktu.

Władze samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) twierdzą, że wojna na dużą skalę wybuchnie 14 września. Jeden z dowódców armii DRL Eduard Basurin rozpuszcza informacje, że ukraińskie siły zbrojne rozpoczną ofensywę od strony Mariupola. Tam według separatystów znajduje się obecnie 12 tys. ukraińskich żołnierzy. Przy użyciu czołgów, transporterów opancerzonych, artylerii i wojsk desantowych Kijów miałby uderzyć w kierunku kontrolowanego obecnie przez prorosyjskich separatystów Nowoazowska. Następnie ukraińskie jednostki przedostałyby się do leżącej zaledwie kilkadziesiąt kilometrów stamtąd granicy z Rosją. W Doniecku twierdzą, że operacja władz w Kijowie ma na celu okrążenie sił samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej. Według separatystów niedawne morderstwo przywódcy DRL Aleksandra Zacharczenki było właśnie „częścią ofensywy Kijowa".

– Ujawniliśmy ten plan, ponieważ nie chcemy krwi, chcemy spokoju – mówił Basurin, cytowany przez wszystkie rosyjskie media rządowe.

W Kijowie twierdzą, że nie mają nic wspólnego z zabójstwem Zacharczenki, które już doprowadziło do eskalacji sytuacji na całej linii frontu.

– Jeżeli wojna wybuchnie na dużą skalę, to na pewno nie z winy Ukrainy. W Kijowie nikt nie podejmie takiej decyzji, ponieważ wiedzą, z czym to się wiąże. Zostalibyśmy oskarżeni o zerwanie porozumień mińskich i pojawiłoby się ryzyko zniesienia zachodnich sankcji wobec Rosji, które od tych porozumień są uzależnione – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Melnyk, ekspert z kijowskiego Centrum Razumkowa. – Ukraina wie, że wykonanie tych porozumień wiązałoby się z utratą suwerenności. Nie zamierza ich zrywać, ale wykonywać też się nie śpieszy. Rosja z kolei też nie wycofała swoich jednostek z Donbasu – dodaje.

Rządowa stacja Rossija 1 stwierdziła w środę, że porozumienia mińskie mogą zostać zerwane w każdej chwili. Pretekstem miałoby być zabójstwo Zacharczenki, który był jednym z sygnatariuszy tego dokumentu. Podpisywał go również Igor Płotnicki, były szef samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej, który jesienią ubiegłego roku został obalony przez własnych współpracowników i uciekł do Rosji. Niepokojące są również oświadczenia szefa rosyjskiej dyplomacji, który stwierdził, że po zabójstwie Zacharczenki kolejne spotkanie grupy normandzkiej (Ukraina, Rosja, Niemcy, Francja) byłoby „bluźnierstwem". Zarzucił przywódcom Francji i Niemiec, że nie zareagowali na śmierć przywódcy DRL.

– Sytuacja na południu jest bardzo napięta. Moskwa nie zrezygnowała z planów połączenia korytarzem tak zwanej donieckiej republiki z anektowanym Krymem. W ten sposób otrzymaliby dostęp do ukraińskiej wody i przejście lądowe na półwysep – mówi Ołeksij Melnyk.

– Kijów rozbudował swoją armię i chce siłą rozwiązać konflikt w Donbasie. Scenariusz wojny promują władze USA, Europa tego nie chce – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Aleksiej Podbieriozkin, szef rosyjskiego Centrum Badań Wojskowo-Politycznych, działającego przy prestiżowym Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO). – Niech ukraińskie władze przypomną, czym się to skończyło w Osetii Południowej. Jeżeli do tego dojdzie, rosyjska armia dojdzie do Kijowa – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL