Konflikt na Ukrainie

Białoruska armia chce na Ukrainę

?Kolejna grupa ukraińskich rezerwistów ćwiczy przed wyjazdem na front w Donbasie
shutterstock
Mińsk zaproponował wysłanie wojska do Donbasu. Kijów jest przeciw.

– Jesteśmy gotowi wydzielić odpowiednie oddziały – zapewnił białoruski minister spraw zagranicznych Uadzimir Makiej na konferencji prasowej w Moskwie.

– Łukaszenko zorientował się, jak dobrze być niosącym pokój pośrednikiem. Już dało mu to polityczne dywidendy, dzięki temu wyszedł z politycznej izolacji w Europie – powiedział „Rzeczpospolitej” kijowski analityk Wołodymyr Fesenko.

Bezstronny sojusznik

Oficjalnie Kijów – który chce wprowadzenia do Donbasu sił pokojowych ONZ – nie komentuje białoruskiej propozycji. Nieoficjalnie ukraińscy dyplomaci nie ukrywają, że są jej bardzo niechętni: Białoruś jest wojskowym sojusznikiem Rosji (w organizacji ODKB), a ponadto od 20 lat tworzy z Moskwą wspólne państwo (Związek Białorusi i Rosji). Ukraina zaś kategorycznie wyklucza udział w takiej misji zarówno samej Rosji, jak i jej wojskowych sojuszników (Białorusi, Kazachstanu i Armenii).

– Białoruś zachowuje bezstronną i uczciwą pozycję w stosunku do wszystkich uczestników konfliktu. Bo to jest konflikt w naszej rodzinie – tłumaczył Makiej w wywiadzie w „Izwiestii”. Nie wspomniał jednak, że białoruska konstytucja zabrania wysyłania wojsk poza granice kraju.

– Nikt nie wierzy w neutralność Białorusi. Poza sojuszem wojskowym z Rosją w ostatnim czasie nasze stosunki zepsuły afery szpiegowskie: aresztowano tam jednego Ukraińca pod takim zarzutem, a drugiego porwano i wywieziono do Rosji – tłumaczy Fesenko. Ponadto w listopadzie ubiegłego roku Mińsk głosował w ONZ przeciw ukraińskiej rezolucji w sprawie łamania praw człowieka na Krymie. Dzień później minister Makiej – również w Moskwie – po raz pierwszy napomknął o wysłaniu żołnierzy do Donbasu. Media nad Dnieprem ostro go za to skrytykowały.

Choć jednocześnie w Kijowie zwracają uwagę, że mimo powrotu zimnej wojny Rosji z Zachodem Mińsk nie zerwał współpracy z NATO w ramach programu „Partnerstwo dla pokoju”. A w białoruskiej 103. brygadzie desantowej w Witebsku cały czas szkolona jest „kompania sił pokojowych”.

Pojedynek pośredników

Jednak miesiąc temu Mińsk poczuł na plecach oddech konkurenta. Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew podczas rozmów w Waszyngtonie z Donaldem Trumpem zaproponował przeniesienie mińskich rozmów pokojowych – które beznadziejnie utknęły – do swojej stolicy Astany. – Na rynku politycznym pojawiła się konkurencja pośredników. Ale w Kijowie dominuje przekonanie, że nie potrzebujemy już więcej mediatorów – powiedział „Rzeczpospolitej” jeden z kijowskich analityków. Przy tym prezydent Nazarbajew nie wspomniał o wysyłaniu wojsk, a jego MSZ już raz w 2017 roku ostro odrzuciło taki pomysł.

Pierwszy raz propozycję wysłania „błękitnych hełmów” do Donbasu zgłosiła Ukraina już wiosną 2015 roku, rok po rozpoczęciu wojny. Ale nie zyskała ona międzynarodowego poparcia z powodu sprzeciwu Rosji. Mimo to Kijów latem 2015 roku dokonał zmian w swojej konstytucji, dopuszczając możliwość zaproszenia obcych wojsk na teren swojego kraju.

Dwa lata później, we wrześniu 2017 roku, niespodziewanie Władimir Putin zmienił swoją politykę i sam zaproponował sformowanie wojskowej misji pokojowej ONZ dla Donbasu. Ale kremlowski przywódca chciał ograniczyć jej rolę wyłącznie do zbrojnej ochrony obserwatorów OBWE przebywających na tamtejszej linii frontu. Przy tym okazało się, że w tej ostatniej misji służą również oficerowie z Białorusi.

Rosyjska propozycja ogranicza miejsce pobytu „błękitnych hełmów” ONZ wyłącznie do linii frontu. Ukraińcy zaś chcą, by objęła swoim działaniem cały rejon Donbasu, a przede wszystkim tę część granicy ukraińsko-rosyjskiej, nad którą Kijów utracił kontrolę. Temu zaś kategorycznie sprzeciwia się Kreml, twierdząc, że nie zniesie obcych wojsk na swojej granicy.

3 z 29 akapitów

– Obecnie wypracowywany jest jakiś kompromisowy wariant, coś w rodzaju wprowadzania sił pokojowych etapami. Cały czas rozmawiają o tym amerykański wysłannik Kurt Volker z rosyjskim urzędnikiem odpowiedzialnym za Donbas Władisławem Surkowem – powiedział Fesenko.

Najpierw „błękitne hełmy” miałyby się pojawić na linii frontu, potem Ukraina uchwaliłaby ustawę o specjalnym statusie Donbasu (czyli autonomii), następnie siły pokojowe przejęłyby kontrolę nad całym terytorium. Potem już tylko miejscowe wybory i przywrócenie granicy z Rosją. W ciągu ostatnich dwóch spotkań, gdy Surkow przedstawił Volkerowi pisemnie rosyjską propozycję, w odpowiedzi otrzymał „29 akapitów amerykańskich poprawek, z których przyjął tylko trzy”.

Spór dotyczy terminarza wprowadzania wojsk, kompetencji i funkcji misji, ale również jej składu. – Kijów obawia się, że te ewentualne porozumienie skończy się tak, jak mińskie umowy: po prostu nie zostanie do końca wykonane i utkniemy gdzieś pośrodku. Gwarantem jego wykonania miałyby być rzecz jasna Stany Zjednoczone, ale też Rosja. Przy czym nieoficjalnie uznana by została jej odpowiedzialność za dokonanie agresji – sądzi Fesenko.

– Wraz z początkiem operacji pokojowej w Donbasie europejskie lobby prorosyjskie otrzyma do ręki argumenty za zniesieniem sankcji nałożonych na Rosję. Jednocześnie operacja odsunie na bardzo daleki plan problem Krymu – przestrzega były ukraiński dyplomata Aleksandr Samarskij.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL