Komentarze

Chrabota: Ruch. Zdychanie stulatka

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Równo 17 grudnia obchodziłby zapewne uroczyście setne urodziny. Dziś można mieć wątpliwość, czy bankrutujący Ruch stać będzie choćby na tort z jedną marną świeczką.

Mało kto dziś pamięta, że ojcami legendarnej później firmy byli dwaj inwestorzy prywatni, Jakub Mortkowicz i Jan Gebethner.

Początkowo handlowała na dworcach tylko gazetami i tytoniem. Pierwsze kioski powstały w 1919 roku. Kiedy przejmowało ją państwo, była gigantem. Od 1949 roku niemal monopolistą w dziedzinie kolportażu prasy. Do czasu wolnej Polski przetrwała w formie spółdzielni RSW „Prasa-Książka-Ruch". Potem jej monopol zaczął się powoli rozpływać w oceanie wolnego rynku.

Prywatyzowana, najpierw poprzez sprzedaż części akcji na giełdzie, a później reszty udziałów funduszowi inwestycyjnemu, była jednak wciąż ważnym filarem kolportażu polskiej prasy. Dostarczała gazety do kiosków, niekiedy w lokalizacjach, gdzie nie docierała konkurencja. Śmiało można powiedzieć, że dla wielu odległych zakątków Polski kioski Ruchu były jedynym oknem na świat. Jedynym – prócz radia i telewizji – łącznikiem ze światem wartościowych mediów.

A jednak Ruch nie wytrzymał konfrontacji z rynkową rzeczywistością. Nie przeprowadzono niezbędnych reform, popełniono błędy w zarządzaniu. Menedżerowie Ruchu często wskazują, że takie są trendy światowe, że kolporterzy papierowej prasy bankrutują. To prawda, ale tylko częściowa. Rynek zna także przykłady świetnie prosperujących firm kolporterskich.

To, co się wydarza w tych dniach, a więc ograniczanie i wstrzymywanie tzw. nadziałów prasy dla Ruchu przez wydawców, to tylko ochrona naszych interesów. Ruch ciągle się zadłuża i od dawna nie płaci za powierzane mu gazety. Dalsze tolerowanie takiej sytuacji przez wydawców to nawet nie kroplówka, to powiększanie rozmiarów szkody.

Wedle posiadanej przez nas wiedzy kredyt dla Ruchu w państwowym Alior Banku kończy się dokładnie 14 grudnia, trzy dni przed jubileuszem. Próbowaliśmy i próbujemy jako wydawcy ratować upadające przedsiębiorstwo, ale sami nie damy rady. Bank nie ustosunkował się do propozycji przejęcia spółki za długi przez wydawców. Powoli gaśnie więc światło w tonącym przedsiębiorstwie.

Nie chcę rozstrzygać kwestii bezpośredniej odpowiedzialności, ale trudno się oprzeć gorzkiej refleksji, że feralna prywatyzacja tak ważnej dla zwykłych ludzi firmy miała początek w grudniu 2006 roku, a więc wtedy, gdy premierem był Jarosław Kaczyński. A do smutnego finału zmierza, już jako podmiot kontrolowany przez państwowy Alior Bank, 12 lat później. Kiedy znów rządzi Prawo i Sprawiedliwość. Formacja, która tak wiele mówi o gospodarczym patriotyzmie i ratowaniu majątku narodowego. Może jednak warto podać Ruchowi rękę?

Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej" jest również prezesem Izby Wydawców Prasy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL