fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Ugasić pożar wokół Trybunału Konstytucyjnego

Fotorzepa
Jeśli rysuje się jakikolwiek kompromis w wyniszczającej wojnie o Trybunał Konstytucyjny, to prezydent powinien zostać jego patronem.

Dlatego też bardzo dobrze, że we wtorek – po raz pierwszy w swej kadencji – Andrzej Duda zdecydował się zaprosić do Pałacu Prezydenckiego liderów opozycji. Bo też moment jest wyjątkowy. Konflikt o kontrolę nad TK wzniecony przez PO, a rozdmuchany przez PiS, doprowadził do stanu, jakiego w najnowszej historii nie było.

Znaleźliśmy się o krok od katastrofy – sytuacji, gdy Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma wybrały po pięciu swoich sędziów Trybunału, których druga strona nie uznaje. Ponieważ nie ma wyższej władzy konstytucyjnej od TK, sytuacja ta byłaby patowa – brakowałoby instytucji, która mogłaby rozstrzygnąć, jaki skład ma Trybunał. Nikt nie byłby w stanie rozsupłać plątaniny kruczków prawnych, zastosowanych przez polityków PO i PiS. A więc TK, fundamentalna instytucja w demokracji, w praktyce przestałby działać.

Widać wyraźnie, że prezydent – który dotąd twardo stąpał polityczną ścieżką wyznaczaną przez Jarosława Kaczyńskiego – w tym przypadku po raz pierwszy się zawahał. To dobry znak, bo tylko Andrzej Duda z racji mocy urzędu jest w stanie zaproponować kompromis i przeforsować go dziś, kiedy PiS nie wybrał jeszcze własnych sędziów, więc galimatias prawny nie jest jeszcze chaosem.

Jednak żeby kompromis był możliwy, obie strony musiałyby zrobić krok w tył. Platforma winna posypać głowę popiołem, przeprosić za naginanie prawa poprzez wybranie pod koniec kadencji pięciu zamiast trzech sędziów. A PiS powinien unieważnić unieważnienie wyboru PO i się samoograniczyć – wybrać tylko dwóch sędziów, a nie pięciu.

Scenariusz naiwny? Patrząc na temperaturę sporu politycznego – być może. Ale za tym naiwnym kompromisem stanęły ważne instytucje, takie jak rzecznik praw obywatelskich, Prokuratura Generalna oraz Naczelna Rada Adwokacka. Nawet w środowisku PiS pojawiają się takie głosy – mówi o tym wprost europoseł Marek Jurek, a półgębkiem wspominają prezydenccy ministrowie.

To rozwiązanie, które ma za sobą nie tylko podstawy prawne, ale przede wszystkim zdrowy rozsądek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA