fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: Szansa przychodzi z Warszawy

AFP
W innych warunkach można by powiedzieć, że Aleksander Łukaszenko otrzyma szansę, by wycofać się z konfliktu ze swoim narodem z twarzą. Tyle że Łukaszenko nie ma już twarzy.

Rozbiły ją na miazgę maltretujące swoich rodaków oddziały OMON-u, wykrzywiło szyderstwo z liderów zbuntowanego narodu, ośmieszyły kałasznikow i kuloodporna kamizelka przed kamerami reżimowej telewizji.

Łukaszenko to nikt inny jak brat bliźniak Kaddafiego, Assadów, Ceausescu i całej reszty najbardziej brutalnych dyktatorów. I nic mu się od świata ani historii nie należy. A jednak możliwe, że Europa złoży mu propozycję, co więcej, autorstwa znienawidzonej przez niego Polski. Mógłby mieć spokój, a Białoruś poważne wsparcie krajów zjednoczonej Europy.

O czym się mówi? Co można by położyć po stronie unijnej na stole? Fundusz stabilizacyjny finansowany przez UE i MFW niezbędny do ratowania kraju przed bankructwem. Programy pomocowe na rozwój infrastruktury, dywersyfikację dostaw energii, małe i średnie przedsiębiorstwa. Unia mogłaby się otworzyć na eksport białoruskich towarów, a także zaoferować zniesienie wiz. To iście królewska propozycja. Koszt forsowanej przez Polskę i zyskującej powoli poparcie oferty byłby w istocie niewielki: zgoda na wolne, kontrolowane przez niezależnych obserwatorów wybory. Łukaszenko mógłby się w nich sprawdzić, zmierzyć z cieniem swojej dawnej popularności, zyskać przed światem argument, że swojej ojczyźnie i narodowi jest jeszcze potrzebny. Ale przecież – tak naprawdę – nie o niego tu chodzi! Nie on jest tu istotną stawką, tylko jego zrewoltowany naród.

Bratnia dla Polski Białoruś mogłaby zyskać więcej niż tylko nadzieję. Wejść na ścieżkę rozwoju, uniknąć pauperyzacji i powolnej atrofii państwa. O to przecież walczy białoruska ulica; w tej godnościowej rewolucji chodzi także o materialną przyszłość. Tyle że człowiekowi bez twarzy chodzi o coś zupełnie innego. Nie interesuje go dobro ani przyszłość narodu. Jak to we wschodnich despotiach, zależy mu na władzy i dalszym bezkarnym zawłaszczaniu „państwowego” bogactwa.

Może udać, że tej propozycji nie zauważa, tym bardziej że jest przekonany, iż ma za sobą składającego obietnicę półtoramiliardowego wsparcia Putina. Dla Białorusi to mało, ale dla reżimu wystarczy. Reżim spokojnie z tej kwoty przez jakiś czas się wyżywi. Dlatego tak bardzo liczy się w sprawach białoruskich jednomyślność Europy. Ale jeszcze bardziej kalkulacja Kremla. Bo przecież na „logikę” przyjęcie warunków Unii to uwolnienie Rosji od balastu nieprzewidywalnego i wciąż żebrzącego Łukaszenki. Putin wie, że po szybkim przejedzeniu obiecanego wsparcia Łukaszenko znów pojawi się na Kremlu, prosząc o więcej. Może więc wygrać logika. Problem bankructwa Mińska rozwiąże Unia. Putin poprawi swój wizerunek. A i relacje z sąsiadem oprą się na solidniejszych podstawach, bo nikt Białorusi z orbity Moskwy nie wyprowadzi. Nikt o tym nawet nie marzy.

Więc co, Władimirze Władimirowiczu? Oferta jest do przyjęcia? Czy nie? Pozwolicie żyć Batce na Rublowce w sąsiedztwie Janukowycza? Szczerze namawiam. A swoją drogą brawo, Warszawo, że w trudnej dla siebie sytuacji, z nowym szefem MSZ na Szucha, mogłaś zagrać o unijną politykę wschodnią jak za dawnych lat. Oby tym razem lepiej się powiodło.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA