fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Co prezydent ugrał w Berlinie

Fotorzepa, Michał Szułdrzyński
Andrzej Duda miał prawo czuć się zaatakowany podczas spotkania w niemieckim MSZ we wtorek. Pytanie jednak, czy dając się sprowokować w jakikolwiek sposób przybliżył się do załatwienia ważnych dla Polski spraw.

Dyplomacja to nie jest dziedzina, w której sprawdzają się ludzie o słabych nerwach. Mógł się o tym przekonać prezydent Andrzej Duda, który wziął udział we wtorek w Berlinie w Forum Polsko-Neimieckim, organizowanym w niemieckim MSZ. Owszem, prezydent był prowokowany przez swoich rozmówców, ale też dał się sprowokować jak dziecko. W efekcie z ważnej wizyty zostaną głównie tzw. soundbity o żarówkach i gwałtach.

Ale po kolei. Duda rozpoczął swoje przemówienie w niemieckim MSZ od podkreślania wagi, jaką dla Polski ma w związku z doświadczeniami historycznymi niepodległość, suwerenność czy demokracja. Mówił sporo o prawie międzynarodowym, które powinno być podstawą światowego ładu, bo ilekroć było łamane prawo międzynarodowe, tylekroć wolność Polski była zagrożona. Przy okazji przypomniał niechęć Polski do poddawaniu się dyktatowi mocarstw, wynikającemu z ich przewagi wielkości.

Czytaj także:

Duda: Energooszczędne żarówki a kwestia demokracji w UE

Niemiecki prezydent Frank-Walter Steinmeier w swej wypowiedzi nawiązał do słów Dudy, podkreślając, że to właśnie Unia Europejska jest organizacją, w której każdy kraj – bez względu na to, czy jest to Cypr czy wielkie państwo - ma w Radzie Europejskiej jednego przedstawiciela.

Duda zamiast puścić to mimo uszu zagrał na nucie, którą dobrze znamy z jego przemówienia w Leżajsku, gdy mówił że z członkostwa w Unii nic dla Polski nie wynika. – Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu z Unii Europejskiej? – zapytał Steinemeiera, po czym na sali rozległo się buczenie ze strony części niemieckich uczestników.

Jego zdaniem jednym z powodów decyzji Brytyjczyków było to, że instytucje unijne mają tendencję do rozszerzania swoich kompetencji, co prowadzi do problemów z unijną demokracją. – Wiele ludzi zadaje sobie pytanie, dlaczego Unia zabrania tego czy tamtego. Dlaczego w sklepie w Polsce nie można kupić w tej chwili zwykłej żarówki, a tylko energooszczędną? Wielu ludzi zadaje sobie takie pytania. Nie wolno kupić, bo UE zakazała.

Później Duda został zapytany z kolei kilka razy o kwestie praworządności w Polsce. Pierwszy raz przez współprowadzącą dyskusję dziennikarkę Deutsche Welle, a potem przez dziennikarza Tagesspiegel. Ten ostatni zapytał, dlaczego w sobotę w wiadomościach w Radiowej Trójce nie podawano informacji o decyzji TSUE dotyczącej Sądu Najwyższego. Prezydent odparł, że nie nadzoruje mediów, które jednak w Polsce mają się dobrze. - W Polsce jest tak, że gdyby jakaś kobieta, czy kobiety zostały zgwałcone, to na pewno media poinformowałyby o tym natychmiast, wskazując szczegóły, które tylko byłyby do zdobycia, więc media w Polsce są wolne – mówił robiąc aluzję do sylwestrowych wydarzeń w Kolonii sprzed dwóch lat.

Z informacji, które uzyskałem nieoficjalnie od strony polskiej wynika, że ustalenia co do przebiegu debaty były zupełnie inne. Strony miały się zgodzić co do tego, że będzie ono dotyczyło spraw historycznych i omijać tematykę bieżącą. – To miało być wspólne świętowanie 100-lecia niepodległości Polski, a nie pyskówka – żali się jeden z urzędników przygotowujących wizytę prezydenta. Jednak strona niemiecka – również nieoficjalnie – twierdzi, że takich ustaleń nie było.

Prezydent miał prawo być zaskoczony takim przebiegiem spotkania, miał prawo czuć się zaatakowanym przez stronę niemiecką, czy traktowany protekcjonalnie. Z drugiej strony czy można się dziwić, że niemieccy dziennikarze chcą pytać, o najgorętszą w tej chwili sprawę, jaką jest konflikt wokół Sądu Najwyższego?

Dlaczego więc prezydent dał się ponieść emocjom i zaczął snuć opowieści o żarówkach, które można usłyszeć od wszystkich przeciwników Unii Europejskiej. Presja? Przemęczenie? Brak przygotowania do tej wizyty? Nie wiem, ale wiem, że pojawiają się pytania znacznie poważniejsze: czy Polska osiągnęła coś przez tę pyskówkę? Czy zbliżyliśmy się do realizacji naszych celów strategicznych, jakim jest zablokowanie NordStream2? Czy rozwiązaliśmy jakiś problem w naszych dwustronnych relacjach z Niemcami. Odpowiedzi na wszystkie te pytania brzmią „nie”. A zatem sporo wizerunkowych strat (bo do Dudy coraz mocniej przykleja się łatka eurosceptyka, co wcale nie ułatwi mu dalszych dyplomatycznych podbojów w Europie), a zysków mało, bądź wcale. Warto było?

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA