fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Adam Roguski: Weekend zdalny trwa dłużej

Adobe Stock
Rynek biurowy opiera się na wieloletnich umowach, których nie można ot tak zerwać, ale następstwa pandemii dotrą i tu, choć z opóźnieniem. Polska jednak może wówczas skorzystać.

Wiosną budynki opustoszały z powodu lockdownu i do dziś wiele firm utrzymuje pracę zdalną na dużą skalę. Atmosfera tymczasowości się przedłuża, wszyscy czekają na to, czy jesienią wirus znowu uderzy. I na to, co będzie z gospodarką, kiedy już skończy się wsparcie dla przedsiębiorców z publicznej kiesy.

Jak dotąd nic spektakularnego się nie wydarzyło. Budowy biurowców są kontynuowane, a negocjowane przed pandemią transakcje najmu czy kupna-sprzedaży zamykane – w tym te naprawdę spektakularne. Trudno się dziwić, skoro rynek biurowy opiera się na wieloletnich umowach, których nie można ot tak zerwać. Następstwa pandemii dotrą tu z opóźnieniem.

Na razie ścierają się różne wizje. Jedna mówi, że praca z domu na dużą skalę już z nami zostanie i firmy nie będą potrzebować tyle powierzchni co przed pandemią, przez co właściciele budynków i deweloperzy znajdą się w trudnej sytuacji. Inna koncepcja mówi jednak, że praca z domu będzie co najwyżej uzupełnieniem, a biura wciąż będą potrzebne. I to wcale nie mniejsze ze względu na konieczność utrzymywania większego dystansu przez użytkowników. Obydwa scenariusze mają swoich zwolenników i przeciwników. Sceptycy wytykają optymistom myślenie  życzeniowe, a ci krytykują ich czarnowidztwo.

Kilka dni temu amerykański gigant finansowy JP Morgan zadecydował, że będzie ściągać personel z pracy zdalnej na tyle, na ile to możliwe, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo. Menedżerowie zauważyli bowiem spadek wydajności pracowników, szczególnie w piątki i poniedziałki.

Jednak szybkie przestawienie się na pracę zdalną, które nie zdezorganizowało działalności operacyjnej firm, jest także wskazywane jako niewątpliwy sukces i atut. Swego czasu przedsiębiorcy stawiali fabryki i centra usług w dalekich, ale tanich, zakątkach świata. Kiepska infrastruktura sprawiła, że w Azji home office kompletnie nie wypalił. To może doprowadzić do zjawiska nearshoringu, czyli przenoszenia działalności tam, gdzie może i jest to kosztowniejsze, ale nie ma ryzyka paraliżu. Na tym m.in. mogą zyskać polskie aglomeracje, od lat stanowiące atrakcyjne zaplecze dla centrów usług wspólnych (SCC) i outsourcingu procesów biznesowych (BPO).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA