fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Politycy robią Was w konia, młodzi Polacy

Adobe Stock
Zarówno władza, jak i opozycja prześcigają się w kupowaniu wyborczych głosów emerytów. Na rachunek młodego pokolenia.

Dzisiaj Dzień Dziadka, wczoraj życzenia wnuków przyjmowały babcie. Z prezentami dla seniorów spieszą też politycy. Właśnie w Sejmie zaczyna się pierwsze czytanie ustawy zwalniającej emerytów i rencistów z płacenia podatku dochodowego od otrzymywanych świadczeń. Projekt formalnie jest inicjatywą obywatelską (podpisało go 140 tys. osób), a faktycznie PSL-owską, wpisaną w kampanię prezydencką szefa tej partii.

Inicjatywa ta grozi wysadzeniem w powietrze budżetu państwa i NFZ. Ubytek PIT i składek zdrowotnych sami pomysłodawcy wyceniają na 35 mld zł rocznie. To niewiele mniej niż wynosi astronomiczny koszt całego programu 500+.

Emerytura bez podatku to pomysł nie tylko niebezpieczny dla finansów państwa, ale także po prostu nieuczciwy. Po pierwsze dlatego, że emerytury w Polsce wyliczane są według wartości brutto, z uwzględnieniem podatku, który dodano do nich w momencie wprowadzenia PIT na początku lat 90. Darowanie tej daniny byłoby nie fair wobec młodszych pokoleń, które utrzymują system emerytalny i całe państwo. Tym bardziej – to po drugie – że płacą one 2,5-krotnie wyższe składki na ubezpieczenie społeczne niż pobierano np. w latach 70.

Składki rosły w miarę jak pogarszała się sytuacja demograficzna i relacja liczby pracujących do pobierających emerytury. I rosłyby dalej, dramatycznie obciążając młodsze pokolenia, gdyby nie reforma z 1999 r. wprowadzająca uczciwą zasadę: system emerytalny wypłaci ci tyle, ile ty do niego wpłacisz (plus waloryzacja wynikająca m.in. z inflacji).

PSL tę zasadę usiłuje zniszczyć. I może się mu udać – przecież od początku lat 90. niezwykle skutecznie broni wiejskiego elektoratu przed płaceniem podatku dochodowego. Blokuje też reformę rolniczego systemu emerytalnego w 95 proc. utrzymywanego na koszt podatników.

Ale nie tylko on usiłuje zniszczyć obecny system emerytalny. Młodzi działacze Lewicy lansują pomysł podniesienia emerytury minimalnej do 1600 zł z 1100 zł obecnie. Dają pracującym szkodliwy sygnał: nie warto płacić więcej na ZUS, bo państwo i tak dosypie grosza, jeśli wypracowana emerytura okaże się niska. Ponadto kupując głosy seniorów lewicowi działacze nie informują swoich młodych wyborców, że to oni zapłacą za to rachunek w postaci wyższych składek i podatków.

To samo dotyczy 13. Emerytury (koszt 10 mld zł rocznie), w obiecywaniu której w wyborczym roku 2019 ścigali się zaciekli wrogowie – PiS i PO. Partia urzędującego na Nowogrodzkiej najważniejszego emeryta w kraju przebiła w tej licytacji Platformę obiecując 14. emeryturę, także rozwalającą system. I dla zamydlenia oczu zwolniła młodych do 26. roku życia – potem przecież dopłacą z nawiązką.

Wszystko to dzieje pod hasłem ulżenia starszemu pokoleniu. A kto się ujmie za losem 30-latków, na których spadnie ciężar finansowania tych coraz bardziej ocierających się o korupcję polityczną prezentów?

Piszę ten komentarz, bo martwię się, w jakim kraju będą żyły moje wchodzące właśnie w dorosłość dzieci. Piszę – nie ma co ukrywać – wbrew mojemu osobistemu interesowi. Jako 50-latek, który za kilkanaście lat stanie się emerytem, powinienem przecież z radością patrzeć na tę licytację. I cieszyć się z przyszłej 13., 14., a może nawet 19. czy 25. emerytury. Bo na fantazję polskich polityków zawsze można liczyć, na odpowiedzialność – zbyt rzadko.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA