Reklama

Okrutna gra zdjęciami ofiar katastrofy smoleńskiej

Polskie służby i śledczy próbowali zablokować drastyczne fotografie ofiar katastrofy smoleńskiej. Są jednak bezsilni, a wstrząsające kadry nadal są dostępne w internecie.

Aktualizacja: 04.05.2021 13:39 Publikacja: 03.05.2021 19:24

Prokuratura od 2012 r. jest alarmowana, że w sieci znajdują się drastyczne zdjęcia ofiar smoleńskich

Prokuratura od 2012 r. jest alarmowana, że w sieci znajdują się drastyczne zdjęcia ofiar smoleńskich

Foto: Reporter

Kilkadziesiąt zdjęć wykonanych na miejscu tragedii 10 kwietnia 2010 r. znajduje się dziś na wielu portalach – angielskich, rosyjskich, francuskich. Są ogólnodostępne i niezaszyfrowane – wystarczy wpisać hasła dotyczące tej katastrofy. Wśród zdjęć są wykonane na miejscu fotografie osób, które zginęły tragicznie w tej katastrofie. Ofiary są rozpoznawalne nie tylko dla bliskich, np. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

– Jestem prokuratorem i niejedno widziałem, ale te fotografie mną wstrząsnęły – mówi nam śledczy z wieloletnim stażem.

Polityczna gra tragedią

To, że zdjęcia są w internecie, wiadomo od 2012 r. Najprawdopodobniej pochodzą z rosyjskiego śledztwa (formalnie trwa do dziś) i stanowią dokumentację z miejsca tragedii – wykorzystano je też w postępowaniu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Najpierw pojawiły się wyłącznie na rosyjskojęzycznych stronach internetowych, obecnie są też na wielu innych.

Polskie służby i prokuratura podjęły działania, ale bez powodzenia. Szef ABW wystąpił do szefa FSB o wyjaśnienia w sprawie publikacji zdjęć, a zespół cert.gov.pl – do administratorów serwerów o zablokowanie witryny i usunięcie fotografii. ABW zwróciła się też do partnerów zagranicznych z Ukrainy, Niemiec, USA i Rosji o pomoc w identyfikacji osoby lub osób, które zamieściły zdjęcia z katastrofy Tu-154 w internecie. Tyle że kiedy udało się zablokować strony w jednym portalu, zdjęcia pojawiały się w kolejnych.

W Polsce jesienią 2012 r. wszczęto śledztwo, które – jak ustaliła „Rzeczpospolita" – formalnie trwa do dziś, ale jest zawieszone.

Reklama
Reklama

Jak nam wskazuje prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, przyjęto wtedy kwalifikację z art. 266 § 2 kodeksu karnego. Mówi on, że „kto, wbrew przepisom ustawy lub przyjętemu na siebie zobowiązaniu, ujawnia lub wykorzystuje informację, z którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, wykonywaną pracą, działalnością publiczną, społeczną, gospodarczą lub naukową" podlega grzywnie, ograniczeniu lub pozbawieniu wolności do dwóch lat.

– W sprawie wykonano szereg czynności zmierzających do zweryfikowania pochodzenia zdjęć. Dotychczas przeprowadzone czynności nie pozwoliły na ustalenie ich autora – mówi prok. Skrzeczkowska. Przyznaje, że „prokuratura wielokrotnie wzywała administratorów serwisów do usunięcia zdjęć, ale biorąc pod uwagę specyfikę sieci internet i jej globalny charakter, zdjęcia są nadal powielane i udostępniane".

Co wiedzą śledczy

Z analiz ABW wynika, że tropy prowadzą do Rosji. Wykluczono, by zdjęcia robili polscy funkcjonariusze obecni na miejscu katastrofy – wykonał je inny typ aparatu. Poza tym takich fotografii (ujęć) nie ma w polskim śledztwie smoleńskim. Co ciekawe, Rosjanie początkowo współpracowali z polską prokuraturą, udało się nawet w ramach pomocy prawnej przesłuchać Rosjanina, który wrzucił zdjęcia na serwer – zeznał, że otrzymał je z anonimowego e-maila. Ale kiedy polska prokuratura złożyła wniosek o wszczęcie śledztwa w Rosji w sprawie znieważenia zwłok, rosyjscy śledczy odmówili.

Polska prokuratura i ABW ustaliły też, że zdjęcia z katastrofy umieszczono na serwerach w USA i Niemczech. Lakoniczne odpowiedzi z tych państw nie pomogły ustalić autorów, ani zablokować publikacji w internecie.

Śledczy przyznają, że „doszli do ściany", a czas przekreśla szanse, by ustalić autorów wpisów i pociągnąć ich do odpowiedzialności.

Rosja nie współpracuje

– Wiem, że te zdjęcia są w sieci i są bardzo drastyczne. Niewątpliwie ktoś umieścił je w jakimś celu – uważa Andrzej Melak, były poseł i brat Stefana Melaka (przewodniczącego Komitetu Katyńskiego), który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Reklama
Reklama

Mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar, wspomina, że ok. 2012 r. alarmował prokuraturę o tym, że zdjęcia są w sieci. – Jeżeli śledztwo jest zawieszone, to znaczy, że Rosjanie nie współpracują i że odgórnie zablokowano przekazywanie stronie polskiej informacji mogących naprowadzić na osoby, albo rosyjskie służby, które za tym stały – mówi mec. Rogalski.

– Internet nigdy nie zapomina, a największym problemem jest powielanie zdjęć czy informacji – przyznaje Przemysław Krejza z Laboratorium Informatyki Śledczej Mediarecovery. – Na świecie są firmy, które specjalizują się w odszukiwaniu informacji czy zdjęć, które nie powinny się znaleźć w przestrzeni publicznej, docieraniu do administratorów i usuwaniu ich. To żmudna praca, bo bardzo często wydaje się, że wszystko zostało usunięte, a to wyemigrowało na inne serwery – tłumaczy Krejza i uważa, że musiałby powstać specjalny zespół, który zajmie się poszukiwaniem w internecie nielegalnych zdjęć ze Smoleńska.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama