fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kataryna: Język nienawiści wraca do jego autorów

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Michał Dworczyk: „»Szarańcza«, »muchy«, takiego języka nie powstydziłaby się hitlerowska gazeta »Der Sturmer« czy sowiecka »Komsomolska Prawda«. Patrząc w historię, to rzeczywiście takiego języka w systemach totalitarnych używały takie partie jak NSDAP, żeby dehumanizować przeciwników politycznych, a potem przeprowadzać czystki. Czy naprawdę w imię partykularnych interesów partyjnych można siać nienawiść, można wypowiadać tak nieodpowiedzialne sformułowania, z jakimi ostatnio się spotykamy?".

Tak szef Kancelarii Premiera żalił się dziennikarzom, gdy Grzegorz Schetyna mówił o „strącaniu ze zdrowego drzewa państwa pisowskiej szarańczy", choć przecież polityk PO mógłby tłumaczyć, że on wcale nie o ludziach, ale o ideologii. Gdyby rządzący i ich kibole zachowali choć trochę tej wrażliwości, jaką mają na swoim punkcie także dla innych środowisk, byłoby łatwiej samemu PiS-owi. Bo karma wraca, wracają też do swoich wszystkie pogardliwe słowa, którymi się obdarzy „onych".

Czy „wirus" jest mniej dehumanizujący niż „szarańcza", jeśli jedno i drugie jest szkodliwe, jedno i drugie trzeba zwalczać? Czy „mucha" obraża bardziej niż „zaraza", skoro jest tylko męcząca, a zaraza zabija? Chętnie bym namówiła kogoś z asymetrycznie zniesmaczonych do przeprowadzenia analizy, która dowiedzie, że „mucha" i „szarańcza" dehumanizują konkretnego człowieka w hitlerowskim stylu, ale „zboczeniec", „patologia", „pedryl" i „ciota" to określenia odnoszące się tylko do...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA