fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Czy Europa odrobiła lekcję z poprzedniego kryzysu

Berlin
AFP
Niemal wszystkie kraje UE zacieśnią w tym roku politykę fiskalną, choć aktywność gospodarcza w Europie jest daleka od normalności. To rodzi obawy, że zdławią w zalążku ożywienie gospodarcze.

„Przedwczesne zacieśnienie polityki gospodarczej w sytuacji, gdy najbardziej dotknięte kryzysem gospodarki są wciąż bardzo kruche, może spotęgować rozbieżności między krajami UE" – powiedziała na początku tygodnia w Parlamencie Europejskim dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristalina Georgiewa.

Takie zróżnicowanie koniunktury pomiędzy krajami członkowskimi będzie komplikowało politykę gospodarczą – w szczególności pieniężną – w przyszłości i może skruszyć europejską solidarność, którą pandemia zwiększyła. Stąd przed zbyt szybkim wycofaniem bodźców fiskalnych UE ostrzegali w ostatnim czasie także ekonomiści OECD i ONZ. Komentatorzy „Financial Timesa" w poniedziałkowym wydaniu zaapelowali zaś do europejskich rządów, aby – tak jak administracja Joe Bidena – „poszły na całego" i nie szczędziły środków na rozruszanie gospodarek.

Ryzyko, że Europa popełni ten sam błąd, co po kryzysie sprzed ponad dekady, gdy zbyt szybko przystąpiła do polityki oszczędności (ang. austerity), uwypukliła właśnie dyskusja, która toczy się na ten temat w USA. Administracja Bidena dąży do uruchomienia w tym roku pakietu stymulacyjnego o wartości niemal 2 bln dol. Część ekonomistów, w tym takich, którzy dotąd stale opowiadali się za łagodniejszą polityką fiskalną, uważa, że takie wydatki doprowadzą do przegrzania amerykańskiej gospodarki. Jak tłumaczą, wzrost popytu, który będzie następstwem pakietu oraz wydawania przez konsumentów i firmy skumulowanych w 2020 r. oszczędności, przekroczy wielkość tzw. luki popytowej. Tak ekonomiści określają różnicę między aktualnym poziomem aktywności w gospodarce, a tym, jaki jest możliwy do osiągnięcia przy pełnym wykorzystaniu czynników produkcji. Zwolennicy agresywnej polityki fiskalnej dowodzą, że tej luki nie można precyzyjnie szacować, a doświadczenia ostatnich lat sugerują, że jest znacznie większa, niż się wydaje.

Zasypywanie luki

Jak by jednak nie liczyć, w Europie luka popytowa jest większa niż w USA, a polityka fiskalna jest mniej ekspansywna. Ze styczniowych prognoz Komisji Europejskiej wynika, że PKB UE na koniec br. będzie o niemal 6 proc. mniejszy, niż można było oczekiwać w scenariuszu bez pandemii. Przy tym w Niemczech tak liczona luka popytowa wyniesie nieco ponad 4 proc., we Francji około 5,6 proc., a w Hiszpanii aż 9 proc. Także Polska, w świetle prognoz KE, będzie miała ponadprzeciętną lukę popytową, przekraczającą 6 proc. W przypadku tych krajów, które przed wybuchem pandemii nie wykorzystywały w pełni swojego potencjału, te szacunki są zapewne zbyt ostrożne. Ekonomiści z banku Goldman Sachs wyliczali niedawno, że w Hiszpanii PKB może być nawet o 14 proc. poniżej poziomu potencjalnego.

Ten niedostatek popytu teoretycznie zasypać powinny rządy. To oznaczałoby nie tylko utrzymanie deficytów sektora finansów publicznych na poziomie z 2020 r., często rekordowym, ale nawet ich zwiększenie. Na to się jednak nie zanosi. Według prognoz KE (tym razem z listopada ub.r.) tylko trzy kraje UE nie zmniejszą w tym roku deficytów, czyli nie zacieśnią polityki fiskalnej (Estonia, Bułgaria i Rumunia). Wszystkie pozostałe rządy deficyty ograniczą. Średnio w UE dziura w finansach publicznych wynieść ma 6,1 proc. PKB, po 8,4 proc. PKB w 2020 r., Polska ma zaś być liderem jej zmniejszania.

Odroczony popyt

Jest jednak za wcześnie, aby wyrokować, że w Europie rozpoczęło się przedwczesne zaostrzanie polityki fiskalnej. – Polityka fiskalna powinna w pewnym stopniu zależeć od luki popytowej, ale tylko w normalnych czasach – tłumaczy nam dr Wojciech Paczos, ekonomista z Uniwersytetu w Cardiff oraz Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. – Dopóty, dopóki będą obowiązywały antyepidemiczne restrykcje, luki popytowej i tak nie da się „zasypać". W czasie pandemii polityka fiskalna powinna więc raczej koncentrować się na sektorowym wspieraniu podaży niż szerokim wspieraniu popytu. Drugą rolą polityki fiskalnej powinno być wspieranie strategicznych zmian: zielonej transformacji energetycznej, wyrównywania szans edukacyjnych, poprawy ochrony zdrowia. Dla tej roli wielkość luki popytowej ma znaczenie drugorzędne – dodaje.

Adam Antoniak, ekonomista z banku Pekao, zwraca uwagę na to, że w obecnych okolicznościach zmniejszanie deficytów budżetowych trudno uznać za świadomą politykę zaciskania pasa. – Odbicie aktywności w gospodarce poprawi wpływy do budżetu, a jednocześnie wydatki na pomoc publiczną będą mniejsze. Deficyty w stosunku do PKB będą też mniejsze z powodu wzrostu mianownika – tłumaczy.

Zdaniem Antoniaka w Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach UE, będzie można w tym roku mówić o stymulacji fiskalnej nawet, jeśli bieżące wydatki rządów zmaleją. – Pieniądze z tarczy finansowej PFR firmy zachomikowały i zapewne wydadzą je w tym roku – przekonuje. Także gospodarstwa domowe, które miały ograniczone możliwości konsumpcji, mają dodatkowe oszczędności, które w tym roku mogą wydać. – Nie widzę obecnie ryzyka przedwczesnego zaostrzenia polityki fiskalnej w Europie. Inaczej niż w trakcie kryzysu finansowego panuje dziś szeroki konsensus wśród ekonomistów i polityków, że pandemia wymaga wyjątkowych działań w zakresie polityki fiskalnej i pieniężnej, a ich wstrzymanie bądź odwrócenie może doprowadzić do głębokiego kryzysu. Jeśli wystąpi potrzeba dalszego aktywnego wspierania gospodarki przez politykę fiskalną, rządy znajdą na to przestrzeń – ocenia dr Paczos.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA