Finanse

GetBack: wyjaśniamy kiedy można walczyć o odszkodowanie

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Na prośbę czytelników wyjaśniamy, w jakich sytuacjach mogą dochodzić roszczeń od podmiotów zaangażowanych w sprawę windykatora.
Akcjonariusze i obligatariusze GetBacku muszą liczyć się ze sporymi stratami. Wokół sprawy jest sporo wątpliwości, bada ją nie tylko Komisja Nadzoru Finansowego, ale też prokuratura. Jeden z głównych wątków dotyczy rzetelności wyceny portfeli wierzytelności, czyli głównych aktywów firmy.

Niejawne informacje

– W praktyce audytorowi może być trudno zakwestionować wycenę portfela, trzeba byłoby wykazać wadliwość modelu. Oczywiście nie jest to niemożliwe – najlepszym sposobem wykazania błędnych założeń modelu są istotne różnice w realizacji poprzednich prognoz. Jednak w przypadku GetBacku, zgodnie z informacją zawartą w skonsolidowanym sprawozdaniu za pierwsze półrocze 2017 r., wskazano realizację planu odzysku wierzytelności na poziomie 118 proc. Realizacja planu na takim poziomie jest czynnikiem wskazującym raczej na prawidłowość modelu niż na jego wady – uważa Leszek Kieliszewski, prawnik z kancelarii Legality.

Audytor stwierdził, że nie znalazł niczego, co kwestionowałoby rzetelność i wiarygodność sprawozdania finansowego GetBacku. – Windykator podał, że realizuje odzyski zgodnie z planem na poziomie 118 proc., więc rzeczywistość potwierdzała niejako prawidłowość wycen portfela. Nie było podstaw do twierdzenia, że model wyceny portfeli wierzytelności jest wadliwy. Ale jednocześnie teraz GetBack uznał, że wartość jego portfeli wierzytelności jest aż o 60 proc. niższa aniżeli kilka miesięcy temu. Wprawdzie ta wycena była przeprowadzona w warunkach stress testu, ale pojawia się pytanie o tak dużą przecenę tych aktywów i poprawność stosowanego przez GetBack modelu wyceny – dodaje Kieliszewski.

Inwestorzy przekonują więc, że GetBack mógł zawyżać wyceny portfeli, dane były zafałszowane, a racjonalny inwestor, podejmując decyzje, opiera ją na informacjach o kondycji finansowej płynących z raportów okresowych. Kto za to odpowiada? – Jeśli audytor nie miał wobec nich zastrzeżeń, a okazałoby się, że były nierzetelne, to odpowiedzialność ponosi przede wszystkim spółka. Gdyby jednak okazało się, że audytor nie dołożył należytej staranności podczas badania lub przeglądu sprawozdania finansowego, to również on mógłby ponosić odpowiedzialność. To jednak bardzo złożone zagadnienie i dziś brak jest przesłanek uzasadniających twierdzenie o niedotrzymaniu przez audytora wymaganej od niego staranności. Wykazanie, że audytor nie zachował należytej staranności przy ograniczonej dostępności do danych z badania lub przeglądu sprawozdań finansowych, będzie bardzo trudne albo wręcz niemożliwe – zaznacza Kieliszewski.

Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu zarzuciło Deloitte'owi brak zachowania bezstronności i standardów zawodowych przy sporządzaniu bilansu GetBacku. Audytor się z nimi nie zgadza i dodaje, że jest w kontakcie z regulatorem i wyjaśnia sprawę.

Obligacje do zwrotu?

Czy inwestorzy mogą domagać się odszkodowań w kontekście kwestionowanej rzetelności raportów z poprzednich okresów? – Wykazanie, że na dzień publikacji raportów zarząd wiedział o konieczności odpisów, a tego nie zrobił, przy tak dużej korporacji i rozmyciu odpowiedzialności, to bardziej sztuka niż nauka. Jednak może istnieć pewna furtka – mówi Kieliszewski.

Zgodnie z kodeksem cywilnym można uchylić się od skutków prawnych oświadczenia woli, gdy zostało one złożone pod wpływem tzw. podstępu. Świadome fałszowanie danych finansowych to podstęp. – Gdyby w chwili publikacji raportów okresowych zarząd wiedział, że prezentowane w nich informacje i wyniki są w jakiś sposób nierzetelne, niewłaściwe, lub coś ukrywał, to racjonalnie działający inwestor, znając prawdziwą sytuację finansową spółki, najprawdopodobniej nie podjąłby decyzji o inwestycji w jej akcje lub obligacje – w takiej sytuacji mielibyśmy do czynienia z działaniem podstępnym – wyjaśnia Kieliszewski.

Wprowadzona w błąd strona transakcji może uchylić się od jej skutków prawnych. Gdyby udowodniono takie działanie podstępne w GetBacku, wtedy spółka musiałaby zwrócić pieniądze inwestorom, a ci oddaliby jej obligacje (pytanie, czy spółka by je miała).

A co z oferującymi, którzy wysoko wyceniali akcje przed debiutem na GPW? – Odpowiedzialność oferującego w IPO jest w zasadzie nie do udowodnienia. Prospekt pod względem kompletności i zgodności z wymogami jest zatwierdzany przez KNF, a rolą oferującego jest skompletowanie informacji od spółki. W tak dużych emisjach uczestniczą doradcy prawni z największych międzynarodowych kancelarii. Wykazanie istotnych nieprawidłowości skutkujących odpowiedzialnością odszkodowawczą któregokolwiek z tych podmiotów w mojej ocenie jest nierealne. Prospekty były akceptowane wiosną 2017 r. i nasza obecna wiedza nie wskazuje, aby wtedy były przesłanki podważające wiarygodność prezentowanych danych – dodaje nasz rozmówca.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL