Finanse

GetBack miał w 2017 roku nawet 1 mld złotych straty

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Windykator w ostatnich latach masowo nabywał portfele wierzytelności. Wyniki finansowe sugerują, że był przy tych inwestycjach niezwykle rozrzutny.

O tym, że sytuacja finansowa GetBacku jest zła, wiadomo było już od jakiegoś czasu. Pytanie brzmiało, jak bardzo jest źle. Windykator co prawda po raz kolejny przesunął termin publikacji raportu rocznego (nowa data to 21 maja), ale jednocześnie podał wstępny, szacunkowy wynik za 2017 r. Strata spółki w ubiegłym roku mogła sięgnąć około 1 mld zł.

Przepłacone inwestycje

– Od dobrych kilku tygodni wiadomo było, że wynik netto będzie na solidnym minusie. Strata rzędu 1 mld zł na pewno działa na wyobraźnię, natomiast z ostateczną oceną finansów GetBacku trzeba poczekać do publikacji pełnego raportu. Nie wiem dokładnie, jakie założenia zostały przyjęte przy obliczeniu wspomnianej w raporcie straty – mówi analityk proszący o zachowanie anonimowości.

GetBack poinformował jedynie, że dokonał korekt i odpisów aktualizujących na aktywa grupy, w tym: portfele wierzytelności, wartości niematerialne i inne aktywa oraz „utworzył rezerwy celem zapewnienia rzetelności sprawozdania finansowego". Jak dodano, w zakresie wyceny portfeli wartość godziwa została określona na podstawie stress testu. Zarząd podkreślił, że „zaprezentowany wynik może się jeszcze zmienić".

Kluczową kwestią jest wartość portfeli wierzytelności będących w posiadaniu GetBacku. Firma podała, że na 1 mld zł straty za ubiegły rok aż w 60 proc. wpłynęła utrata wartości portfeli. Rynek windykacyjny od dawna huczał od plotek na temat tego, że GetBack mocno przepłacał za wierzytelności, jednak przedstawiciele spółki regularnie temu zaprzeczali. Zdaniem analityków przedstawione teraz dane nie pozostawiają złudzeń.

– Spółka podała, że około 60 proc. rocznej straty wynika z utraty wartości portfeli wierzytelności. Implikuje to odpisanie około 30 proc. wartości bilansowej posiadanych portfeli, podczas gdy na koniec III kwartału 2017 r. wartość ta wynosiła 1,75 mld zł. W naszej ocenie jest to ostateczny dowód na to, że spółka sporo przepłacała za portfele wierzytelności – mówi Mateusz Krupa, analityk Erste Securities. Zwraca również uwagę na inne aspekty. – Spółka planuje także znaczący odpis wartości niematerialnych, co oznacza, że zakup firmy EGB za ponad 200 mln zł (sprzedającym był Altus TFI – red.) nie był raczej „okazją życia". 1,2 mld zł straty w samym IV kwartale 2017 r. (po trzech kwartałach było ok. 200 mln zł zysku – red.) oznaczałoby, że spółka na koniec roku miała ujemne kapitały własne rzędu około 260 mln zł, uwzględniając zarejestrowanie 370 mln zł kapitałów z emisji akcji w IPO – dodaje Krupa. Przepłacanie podczas zakupów czy też zastosowanie zbyt optymistycznych krzywych spłat tym bardziej kłuje w oczy, że do tej pory do liczb prezentowanych przez windykatora zastrzeżeń nie miał Deloitte, który badał jego sprawozdania.

– Zasadnicze pytanie brzmi, jak to się stało, że Deloitte akceptował wyceny portfeli, a nagle okazuje się, że są one warte 600 mln zł mniej. Wniosek jest taki, że to, co znajdowało się w sprawozdaniach, było bardzo dalekie od rzeczywistości i faktyczna krzywa spłat była zupełnie inna od tej, którą prezentowała firma – twierdzi osoba blisko związana z rynkiem.

Od samego Deloitte do zamknięcia tego wydania gazety nie udało nam się uzyskać komentarza na temat GetBacku. Na rynku nie brakuje opinii, że audytor jest teraz pod ścianą i będzie bardzo ostrożny przy wydawaniu oceny sprawozdania raportu rocznego GetBacku. Jak zresztą wynika z informacji windykatora, brak oceny audytora jest powodem opóźnienia publikacji pełnego raportu za 2017 r.

Niepewna przyszłość

Mimo że liczby pokazane przez GetBack szokują, to zdaniem Mateusza Krupy, mogło być gorzej. – Informacja o około 1,2 mld zł straty w IV kwartale może wyglądać dosyć optymistycznie na tle straszenia obligatariuszy, iż odzyskają maksymalnie jedynie 25 proc. swoich należności w przypadku likwidacji spółki, co według naszych szacunków implikowałoby około 2 mld zł odpisów. Zobaczymy, czy audytor uzna proponowane przez spółkę odpisy za wystarczające – mówi analityk Erste Securities.

Jego zdaniem przyszłość GetBacku stoi jednak pod wielkim znakiem zapytania. – Mamy wątpliwości, czy spółkę uda się wyprowadzić na prostą nawet przy pomyślnym zawarciu układu z wierzycielami, co będzie bardzo trudnym zadaniem ze względu na ich dużą liczbę. GetBack pokazał, że wcale nie ma lepszego modelu biznesowego od konkurencji. Utrata wiarygodności może zniechęcać kontrahentów do prowadzenia biznesu z GetBackiem – zarówno od strony sprzedaży portfeli spółce, jak i finansowania jej działalności. Do tego dochodzi ryzyko utraty kluczowych pracowników i potencjalne trudności ze znalezieniem nowych – tłumaczy.

Obrót nadal zawieszony

Brak raportu finansowego GetBacku za 2017 r. oznacza, że nadal nie będzie można obracać akcjami ani obligacjami windykatora na warszawskiej giełdzie. „Decyzja o ewentualnym odwieszeniu notowań instrumentów finansowych wyemitowanych przez GetBack, zostanie podjęta po opublikowaniu przez emitenta raportu rocznego za rok 2017" – potwierdza Komisja Nadzoru Finansowego. To właśnie na wniosek KNF obrót papierami GetBacku został zawieszony w połowie kwietnia. Była to pochodna informacji o rzekomym bliskim pozyskaniu przez GetBack finansowania od PKO BP i PFR (obie instytucje temu zaprzeczyły). GetBack na warszawskiej giełdzie zadebiutował w lipcu ubiegłego roku. Do momentu zawieszania obrotu akcjami ich wycena spadła prawie o 80 proc.

Rzecznik niewiele może zdziałać

Rzecznik finansowy otrzymuje telefony i e-maile od obligatariuszy GetBacku niepokojących się o swoje oszczędności. Problem w tym, że jako publiczna instytucja powołana w celu wspierania klientów w sporach z podmiotami rynku finansowego ma on w tym wypadku niewielkie możliwości. GetBack jako emitent obligacji nie jest bowiem podmiotem rynku finansowego, nie podlega więc ustawie o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o rzeczniku finansowym (spory między emitentem a inwestorem są poza jego kompetencjami). Rzecznik może podjąć działania, gdy inwestor jest uczestnikiem funduszu inwestycyjnego lub klientem banku czy firmy inwestycyjnej (dom maklerski, bank prowadzący działalność maklerską). Jednak zakres jego kompetencji ogranicza się do działalności związanej z dystrybucją obligacji, dotyczy tylko podmiotów rynku finansowego i dopiero po wyczerpaniu trybu reklamacyjnego.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL