fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Rynek długu firm czeka na państwowe wsparcie

Adobe Stock
Z jednej strony trudna sytuacja części emitentów obligacji, a z drugiej wysokie umorzenia w marcu były przyczyną przeceny funduszy obligacji korporacyjnych. Rynek może potrzebować wsparcia.

Od kilkuset milionów do nawet kilku miliardów złotych odpłynęło w marcu z większości towarzystw funduszy inwestycyjnych. Klienci wypłacali pieniądze głównie z funduszy dłużnych (w tym obligacji korporacyjnych), do których przez poprzednie miesiące płynęło morze gotówki.

Z funduszy lidera rynku, tj. PKO TFI, klienci wycofali ponad 3 mld zł, a z jednego z największych, czyli Santandera TFI – około 4 mld zł. Jego dwa fundusze papierów korporacyjnych, największe w tej kategorii, zarządzane przez Santander TFI, w miesiąc się przepołowiły.

Już w marcu pisaliśmy, że w części funduszy umorzenia przekraczają 10 proc. aktywów, co może być podstawą do zawieszenia realizacji zleceń umorzeń. Pierwszy fundusz, tj. Agio Kapitał, już się na to zdecydował, zawieszając umorzenia na dwa tygodnie.

W marcu pisaliśmy też, że Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA) sygnalizowała KNF problem wysokich umorzeń w części TFI, sugerując wzorem rynków rozwiniętych wsparcie instytucji publicznych dla rynku obligacji korporacyjnych. Część przedstawicieli branży przekonuje, że NBP, podobnie jak inne banki centralne, mógłby skupywać obligacje przedsiębiorstw o ratingu inwestycyjnym – lub przynajmniej dać dostęp funduszom inwestycyjnym do tzw. operacji repo na takich obligacjach.

– Banki centralne wprowadziły odrębne programy skupu obligacji korporacyjnych, np. Fed, EBC. Działania powyższe odniosły natychmiastowy skutek na rynku papierów korporacyjnych, wprowadzając uspokojenie i powrót obrotu tymi instrumentami – przekonuje Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Generali Investments TFI. – Rynek postuluje, by NBP, BGK lub PFR mogły tego typu operacje przeprowadzić. Nie należy również zapominać o transakcjach repo obligacjami korporacyjnymi, niemniej podstawową bolączką jest obecnie bardzo niska płynność papierów korporacyjnych o wysokich ratingach kredytowych, np. obligacji BGK (jedyny w pełni państwowy bank w Polsce) oraz listów zastawnych – twierdzi Jakubowski.

Jak dodaje, uspokojenie rynku spowodowałoby sukcesywny powrót uczestników do kwotowań i zwiększenie liczby transakcji, co z kolei doprowadziłoby do udrożnienia rynku dla przedsiębiorstw małych i średnich, poprawiając ich trudną sytuację. – Na rynku amerykańskim skala emisji długu korporacyjnego zwiększyła się diametralnie, co pozwoli lokalnym firmom na znacznie szybsze pokonanie kryzysu i w efekcie mniejsze koszty dla gospodarki danego kraju, w tym przypadku USA – zauważa Jakubowski.

– W związku z problemem płynności, jaki pojawił się na rynku obligacji korporacyjnych, nawet tych o znikomym ryzyku kredytowym, powinien zostać wdrożony proces skupu obligacji korporacyjnych przez jedną z głównych instytucji mogących taki proces przeprowadzić. Ewentualnie w trybie nadzwyczajnym taki mandat powinien zostać takim instytucjom udzielony – przekonuje Rafał Lerski, członek zarządu BNP Paribas TFI. – Podobne działania są przeprowadzane przez instytucje rządowe lub monetarne w krajach, gdzie problem płynności w tym sektorze wystąpił. Wystarczyłoby, żeby skupowane były obligacje o najwyższej jakości kredytowej, np. spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa – dodaje.

Same towarzystwa nie mówią jednak w sprawie interwencji jednym głosem. – Rzeczywiście, w krajach rozwiniętych dochodzi do skupu obligacji korporacyjnych, jednak może to dotyczyć emitentów o określonym ratingu inwestycyjnym. W Polsce niestety niewielu emitentów stara się o ratingi, bo sam rynek jest relatywnie mały – komentuje Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds TFI. – Ewentualne zaangażowanie PFR czy BGK byłoby wskazane, gdyby było umotywowane podtrzymaniem finansowania przedsiębiorstw, a nie wspieraniem poszczególnych funduszy. Pojawiały się już sygnały z banków, że nie będą one starały się pozyskiwać nowych klientów korporacyjnych, lecz skupiać się na obsłudze obecnych. Dlatego może pojawić się luka w finansowaniu firm – zauważa Homiński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA