fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kowal: Matka Boska Reymontowska

Fotorzepa/Jerzy Dudek
W jednym z najbardziej dramatycznych momentów „Ziemi obiecanej" Zucker, łódzki Żyd, przychodzi do Karola Borowieckiego, delikatnie mówiąc, niezbyt gorliwego katolika: „Pan przysięgnie na ten obrazek, to jest obrazek Matki Boskiej, ja wiem, co to jest wielka świętość u Polaków".

W tym zdaniu jest istota sprawy. Reymont, zresztą sam agnostyk, jak mało kto wyczuwał, w czym rzecz. W stulecie insurekcji kościuszkowskiej poszedł nawet jako niewierzący na Jasną Górę i napisał świetny reportaż z dziesięciodniowego marszu, ani słowem nie uchybiając wierzącym. W 1968 roku jeden ze znanych emigrantów, któremu także daleko do wiary katolickiej – żegnał się z Polską na Jasnej Górze, skąd wziął jako pamiątkę na całe życie medalik.

To jasne, że tęcza jest oryginalnie symbolem przymierza Boga z ludem wybranym i wiele wizerunków Najświętszej Marii Panny ozdobionych jest tęczami. To oczywiste, że za swój wybryk autorka kolażu nie powinna być zatrzymana o poranku. Ale nie ma co udawać, że kobieta zrobiła swój happening ku pamięci starotestamentowych fraz Biblii. Po prostu wzięła swój mały „odwet" za agitację polityczną w dekoracjach grobów wielkanocnych itp. To prawda – trzeba było mocniej reagować wcześniej, przykładowo, gdy jasnogórskie mury służyły za dekoracje do spotkań partii nacjonalistycznych. Można bez końca dyskutować, kto pierwszy pozwolił na robienie z Czarnej Madonny części partyjnego przekazu. Kłębek złych emocji w narodzie jest już nie do rozwikłania.

Sprawa jest tak poważna, jak krzywoprzysięstwo Borowieckiego (Olbrychskiego z filmu Wajdy), który oszukał Zuckera, ślubując w ważnej sprawie na Madonnę. Nie ma co swarzyć się bez końca, kto zaczął, warto się pół kroku cofnąć. Jest taki poziom, na którym chodzi już tylko o elementarne rzeczy: powagę, szacunek i umiar. Żale do biskupów nic nie mają do rzeczy. Może agnostyk Reymont przekona tych, co tak ochoczo bawią się całą sytuacją, robiąc z jasnogórskiego wizerunku planszę do memów. Na tym poziomie rozmowy nie chodzi o pozycję Kościoła ani nawet o religię – tu chodzi o tożsamość Polaków i pokój społeczny.

Nie przypadkiem w Anglii uczą dzieci, by nie zaczynać znajomości od rozmów o religii. Kpina z religii – nawet kpina tylko w percepcji urażonych, bez takiej intencji po drugiej stronie – jest nośnikiem konfliktu i potencjalnych zgrzytów. Nam jako Polakom sądy w tej sprawie wiele nie pomogą. Tu potrzeba elementarnej ostrożności, nawet gdyby innym kompletnie odbiło, i krzty rozumu, choćby cały świat zgłupiał.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA