fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Jan Maciejewski: Bogowie i demiurgowie

Andrzej Horban
Fotorzepa, Jakub Czermiński
Słuchanie wywiadów udzielanych przez Andrzeja Horbana to frapujące zajęcie.

Nie tyle nawet przez to, co profesor mówi – od kilku miesięcy nie dowiedzieliśmy się od niego niczego, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli. Intrygujący jest sposób, w jaki buduje swoje wypowiedzi. I to w nim tkwi klucz do skarbca, w którym szczelnie ukryta jest strategia polskich władz. Nie w danych, liczbach i wskaźnikach, które zresztą doradca premiera przytacza dość swobodnie, ale w dykcji i tonie, które przy tym przyjmuje. Nie mogę się po prostu, panie profesorze, oprzeć wrażeniu, że już się gdzieś spotkaliśmy. I to bynajmniej nie w gabinecie lekarskim. To było zupełnie innego rodzaju wnętrze.

Powtarzające się ostrzeżenia ukrócenia „różnego rodzaju przyjemności" – „nie będzie zabawy, zabawa zaraz się skończy" – oraz niedopuszczające sprzeciwu polecenia – „proszę się grzecznie zastosować". To „Przedszkole" odwiedził już w latach 80. Jacek Kaczmarski: „Pani nam przypatruje się/ pilnuje gdzie zabawy kres./ W przedszkolu naszym nie jest źle/ kiedy się grzecznym jest./ Bo jeśli nie – zaraz po pupach, po pupach, po pupach biją nas/ I krzyczą

– patrz szcze- patrz szczeniaku gdzieś ty wlazł".

Beztrosko skonstatowany przez pana profesora fakt totalnego zdewastowania życia społecznego i ekonomicznego to już druga zwrotka piosenki Kaczmarskiego: „Bo mamy w pociąg bawić się/ pani nas ciągnie tam i tu/ i chyba sama nie wie gdzie/ powtarza tylko czu-czu-czu.../ My za nią, przewracając się/ i na zakrętach lecąc w bok/ patrzymy jak się pociąg rwie/ krzyczymy czu-czu, gubiąc krok".

Przypomniałem sobie ostatnio film opowiadający historię Zbigniewa Religi „Bogowie". Dotychczas to był horyzont lekarskich marzeń: oszukać los, przeznaczenie, wyrywając życie pacjenta z objęć śmierci. Ale jeżeli za kilka lat powstanie film o prof. Horbanie, jego tytuł powinien brzmieć „Demiurgowie". To już nie życie konkretnego pacjenta, ale całość rzeczywistości, w jej – jak przyznaje czasami sam profesor – umykającej medycznym kompetencjom złożoności, stała się nowym przedmiotem zainteresowań i ambicji. I to stąd bierze się wczesnooświatowa dykcja. Nie zamierzam jednak, pomny puenty Kaczmarskiego, za bardzo narzekać. W końcu „w przedszkolu naszym nie jest źle!/ Szczególnie, gdy się śpi".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA