fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Michalczewski przegrał spór o 2,4 mln zł za "Tigera"

Dariusz Michalczewski
Dariusz Michalczewski
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Pięściarz Dariusz Michalczewski nie dostanie pieniędzy za posłużenie się jego przydomkiem "Tiger" przez producenta napojów energetycznych. Sąd Najwyższy wskazał, że przydomek nie stanowi dobra osobistego i nie podlega ochronie.

Czy można skomercjalizować pseudonim lub przydomek sportowy i żądać za jego wykorzystanie odszkodowania? To kwestie które zdominowały półtoragodzinną sprawę przed Sądem Najwyższym w której Dariusz Michalczewski, wyjątkowo znany i utytułowany bokser, domagał się od firmy Food Care, producenta napojów energetycznych, z którą kiedyś współpracował, odszkodowania za używanie jako nazwy napojów jego pseudonimu sportowego „Tiger", a jak twierdzi pozwana - jego przydomka.

W pozwie Michalczewski domagał się 21 mln zł za wykorzystywanie nazwy "Tiger" przez ok. półtora roku po rozwiązaniu przez strony łączącej ich przez ok. 6 lat umowy na wykorzystywania nazwy "Tiger".  Sąd Okręgowy zasądził mu 2,4 mln zł uznając, że pozwana spółka naruszyła jego dobro osobiste w postaci tego przydomka, ściśle związanego z jego nazwiskiem. Krakowski Sąd Apelacyjny był innego zdania i oddalił w ogóle pozew wskazując, że tylko pseudonim podlega ochronie jako dobro osobiste (wymienia je zresztą kodeks cywilny), a określenie "Tiger" to przydomek, nie należy zresztą tylko do Michalczewskiego. To, że wcześniej umowa za jego wykorzystania przyznawała mu wynagrodzenie, nie znaczy że mogła wykreować takie dobro.

Michalczewski nie dał za wygraną i odwołał się do Sądu Najwyższego, żądając na tym etapie sporu już tylko owych 2,4 mln zł. Mimo epidemii przybył na rozprawę. Jego pełnomocnicy mecenasi Zbigniew Pindel i Daria Wojtczak, wskazywali, że Michalczewski jest jedynym sportowcem który przekuł pseudonim sportowy na sukces biznesowy, i przez kilka lata na podstawie umowy licencyjnej otrzymywał od pozwanej wynagrodzenie, dlaczego zatem po jej rozwiązania miałby go nie otrzymywać, nawet gdyby "Tiger" był tylko przydomkiem.

Pełnomocniczki pozwanej spółki mecenaski Monika Strus-Wołos, i Agnieszka Trzaska Śmieszek wskazywały natomiast na różnice między pseudonimem, a przydomkiem. Pseudonim nadaje sobie jego właściciel (w każdym razie na niego się godzi), i zastępuje mu on przynajmniej w pewnej sferze np. konspiracji czy publicystyce nazwisko, dzieląc jego działalność na dwie sfery, a przydomek jest tylko dodatkiem do nazwiska. W przypadku Dariusza Michalczewskiego zwykle jest on podawany z jego nazwiskiem. Testament np. podpisany pseudonimem uważa się za ważny a przydomkiem nie.

Sporo miejsca zajęła kolejna ogólniejsza kwestia, komercjalizacji pseudonimu (przydomka, nazwiska) i czy na takie przypadki można rozciągać ochronę dóbr osobistych, które z natury mają niemajątkowy charakter (zdrowie, dobre imię, prywatność itp.) i czy można je przeliczać na pieniądze i na jakich zasadach. Pełnomocniczki pozwanej spółki wskazywały, że jeśli już, to winno się za nie płacić jednakowo, bo ściśle są one związane z osoba ludzką, jej godnością a godność mamy wszyscy taką samą.

Warto jednak zauważyć, że np. uznane aktorki zwykle otrzymywały większe zadośćuczynienie za naruszenie ich wizerunku a uznane firmy - ich renomy.

Ponieważ kwestie te nie są wprost w przepisach uregulowane, wiele tu zależy od tzw. uznania sędziowskiego, zwłaszcza SN. Z powodu tych zagadnień trzyosobowy skład Izby Cywilnej SN odroczył wydanie wyroku o 10 dni.

Sygn. akt III CSK 134/18

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA