fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Sposoby na nieprzepraszanie. Sprawa Bertold Kittel - TVP

TVP
Fotorzepa / Jakub Czermiński
Bertold Kittel uznaje, że TVP nie przeprosiła go tak, jak nakazał sąd. Mamy prawo do wszczęcia postępowania egzekucyjnego – mówi jego pełnomocniczka.

TVP przegrała z reporterem TVN Bertoldem Kittelem proces o ochronę dóbr osobistych i powinna go przeprosić w „Wiadomościach" za rozgłaszanie nieprawdziwych informacji o reporterze, godzących w jego dobre imię zawodowe. Przeprosiny ukazały się na początku „Wiadomości" 4 marca, z tym że program rozpoczął się nie – jak zwykle – o godz. 19.30, lecz kilka minut wcześniej. Plansza z treścią przeprosin była widoczna przez trzy sekundy o 19.26.

– Czyli mój klient nie został przeproszony tak, jak nakazał wyrok. Dawno minął termin jego wykonania. On określa, że planszę ma być widać nie krócej niż 10 sekund – mówi mec. Barbara Kondracka. Nie wyklucza też kwestionowania przyśpieszenia emisji „Wiadomości". – Nie było skoków ani meczu – mówi.

Czytaj także:

Obowiązek wykonania nakazanych sądownie przeprosin jest egzekwowany rygorystycznie. Jeśli ramka, w której się ukazały, była za mała choćby o milimetr, można żądać ponownego ich zamieszczenia. Dlatego bardzo ważne, by powód zadbał o szczegółowy opis ramki z ogłoszeniem jej wielkości, czasu emisji lub sposobu odczytania, by treść przeprosin nie zabrzmiała np. jak czytane w ekspresowym tempie informacje dla pacjentów o reklamowanym leku. W wyroku ws. Kittel–TVP sąd nie wskazał godziny emisji „Wiadomości".

Próby kamuflażu zasądzonych przeprosin to w historii polskich mediów żadna nowość. Gdy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przegrał proces z kardiochirurgiem dr. Mirosławem G. i miał go przeprosić, tekst jego oświadczenia był ledwo widoczny na ekranach telewizorów – napisany brązowymi literami na zielonym tle. Bywało, że w niemal pustej ramce na całą stronę gazety ledwie widoczny tekst przeprosin znajdował się w dwóch małych linijkach na samym dole. Powód żądał, by czcionka była pogrubiona – i taka była – ale zapomniał określić jej rozmiar. Redakcja jednego z tabloidów przed laty wykorzystała przeprowadzkę na nową domenę internetową, by zamieścić treść przeprosin na tej starej, a korzystać już z nowej. Inna, gdy miała przeprosić pewną aktorkę, urządziła na swej pierwszej stronie „Narodowy Dzień Przeprosin". Te, o które naprawdę chodziło, utonęły w gąszczu wymyślonych.

Do zasądzonej treści przeprosin nie wolno nic dopisywać. Do historii przeszły te od Andrzeja Leppera, w których stwierdził on, że w wykonaniu wyroku sądu oświadcza, iż „Janusz Tomaszewski nie jest bandytą z Pabianic", po czym na końcu małym drukiem dopisał: „ale ze Zgierza". Musiał za to przepraszać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA