fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Apel Sikorskiego o wsparcie w sporze z Ordo Iuris raczej mu nie pomoże

Radosław Sikorski
© European Union 2019 - Source: EP / Fred Marvaux
Spore zainteresowanie wywołał twitterowy wpis Radosław Sikorskiego: "Dziś rozprawa z pozwu @OrdoIuris, które poczuło się dotknięte moim określeniem 'fundamentalistyczna sekta' i zaprzecza jakoby wspierało tworzenie 'stref wolnych od (ideologii) LGBT' bo takowe ponoć nie istnieją. Proszę o wsparcie moralne." Czy mu on pomoże?

Najpierw zdanie o sprawie: prawnicy Ordo Iuris jako przyczynę tego pozwu o przeprosiny i 30 tys. zł zadośćuczynienia wskazują wpis Sikorskiego sprzed roku na facebooku:

– „Ku pamięci, fundamentalistyczna sekta Ordo Iuris wspiera gminy ustanawiające „Strefy Wolne od LGBT", z linkiem do artykułu na stronie Instytutu: „Ordo Iuris staje w obronie gmin zaatakowanych przez Adama Bodnara za sprzeciw wobec ideologii LGBT."

W ocenie prawników z Ordo Iuris, mecenasów Pawła Szafrańca i Macieja Kryczki zarzut wspierania „stref wolnych od LGBT", jest nieprawdziwy, tym bardziej, że strefy takie nie istnieją.

Z kolei pełnomocnik Sikorskiego mec. Zuzanna Miąsko z Kancelarii Dubois i Wspólnicy skazuje, że wpis Sikorskiego stanowił komentarz do bardzo ważnej społecznie sprawy tj. uchwalania przez gminy Samorządowej Karty Praw Rodzin, a Ordo Iuris aktywnie zachęcało do jej uchwalania. Można powiedzieć - klasyczny proces o ochronę dobrego imienia. Jak jednak ocenić niecodzienny apel Sikorskiego zbiegający się z rozprawą sądową gdzie zeznawało kilku świadków wskazanych przez Ordo Iuris na temat rzeczywistej działalności Instytutu?

Zdaniem adwokata Zbigniewa Krügera może być on uznany za przejaw słabości i mu nie pomoże w sądzie, gdyż sędziowie są uczuleni na punkcie niezależności, ale też mu praktycznie nie zaszkodzi.

Adwokat Jerzy Naumann, którego od lat interesuje także psychologiczna strona spraw sądowych, wskazuje na zmieniającą się rzeczywistość.

- Dla wielu a może i większości, świat wirtualny staje się światem podstawowym, w którym chcą zaznaczać swoją obecność, a często ją reklamują, nawet kosztem prywatności. Tę przestrzeń z jednej strony zalewa ocean bezkarnej mowy nienawiści, a z drugiej tu i ówdzie ktoś czuje się szalenie dotknięty krytycznymi opiniami, które go dotykają. Przyglądając się temu światu trzeba uznać, że - jeśli ktoś tak chce - to wolno mu prowadzić sprawy urzędowe, sądowe, czy prywatne ściągając na siebie światło postów, tweetów, zdjęć zawieszanych na wirtualnych płotach.

Innego zdania jest adwokat Dariusz Pluta:

- Jeżeli sprawa jest już w sądzie, to działania, które mają służyć uzyskaniu ,,poparcia" opinii publicznej nie powinny mieć miejsca przynajmniej do czasu wydania wyroku w I instancji. Nie chodzi tylko o to, że wszelkie apele czy prośby o wsparcie, chociażby ,,moralne", mogą być potraktowane jako oznaka słabości strony apelującej, ale przede wszystkim aby nie prowokować sytuacji które nawet wbrew intencjom zainteresowanego mogą być odbierane jako forma usiłowania wpływania na sąd. Nieprzypadkowo w polskim prawie prasowym występuje jednoznaczny (choć wydaje się często zapominany) zakaz wypowiadania w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA