fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Budżet rośnie jak na drożdżach. Ile jeszcze?

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Rząd PiS prowadzi dużo bardziej ekspansywną politykę wydatkową niż jego poprzednicy. Ale ma też największe sukcesy w zwiększaniu dochodów budżetu państwa.

Około 416 mld zł wyniosą wydatki z kasy państwa w 2019 r. To o ok. 25 mld zł więcej niż rok wcześniej i aż o 84 mld zł więcej niż cztery lata temu.

Taki przyrost wydatków w czteroletniej kadencji okazuje się najwyższy w porównaniu z poprzednimi rządami. Na przykład rząd SLD (w latach 2002–2005) zwiększył swoje wydatki o 35 mld zł, pierwszy rząd koalicji PO–PSL – o 50 mld zł (w latach 2008–2011), a drugi rząd tej koalicji (2012–2015) – o 29 mld zł.

Taka ekspansywna polityka wydatkowa to efekt realizacji obietnic wyborczych PiS, w tym sztandarowego programu Rodzina 500+, którego koszty na początku wynosiły ok. 20 mld zł, a obecnie zostały podwojone do ok. 40 mld zł rocznie. Największy wzrost wydatków dotyczy więc polityki prorodzinnej i pomocy społecznej.

Stosunkowo dużo więcej niż poprzednicy obecna władza przeznacza też na wydatki bieżące, w tym na wynagrodzenia w jednostkach budżetowych. W 2019 r. sięgną one ok. 52 mld zł, w 2015 było to 40 mld zł, a w 2011 r. – 37 mld zł.

Jednocześnie jednak rząd PiS okazuje się być też mistrzem, jeśli chodzi o pozyskiwanie dochodów do budżetu. I tak w 2019 r. mają one sięgnąć prawie 402 mld zł, czyli o ok. 28 mld zł więcej iż w 2018 r. oraz aż o 113 mld zł więcej niż cztery lata temu. Taka sztuka nie udała się dotychczas nikomu – podczas dwóch kadencji rządu PO–PSL było to odpowiednio 41 i 12 mld zł.

Jak wynika z naszej analizy, najmocniej zwiększyły się wpływy z VAT – obecnie to ponad 180 mld zł, czyli prawie 60 mld zł więcej niż w 2015 r. (wzrost 47 proc.). Ale świetnie idą też dochody z CIT (wzrost o 55 proc.) oraz z PIT (o 46 proc.)

– Gdy w 2015 r. PiS wygrał wybory i rozpoczął realizację tak dużego programu obietnic wyborczych, nikt nie wyobrażał sobie, że polskie finanse publiczne będą wyglądać tak doskonale – komentuje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Ale to się udało, wzrost wydatków został nawet z nawiązką pokryty wzrostem dochodów, a deficyt finansów publicznych spadł do rekordowo niskich poziomów – zaznacza.

Bujak dodaje, że dzięki temu także zadłużenie Polski spadało w relacji do PKB, a nasze obligacje stały się – z punktu widzenia inwestorów rynkowych – rzadkością, towarem deficytowym, choć poszukiwanym.

– Finanse publiczne są w dobrej kondycji – przyznaje też Karol Pogorzelski, ekonomista w ING Banku Śląskim. – Wzrost dochodów wynika w dużej mierze z szybkiego wdrożenia instrumentów uszczelniających w zakresie VAT czy CIT. Ale trzeba też wziąć pod uwagę czynniki, które nie były efektem działań rządu – dodaje.

To m.in. bardzo dobra koniunktura gospodarcza w latach 2017–2019 czy rosnąca w tym czasie inflacja. Tymczasem rząd PO–PSL musiał się zmagać ze skutkami światowego kryzysu, efektami obniżki stawek PIT i składki rentowej czy deflacją w kolejnych latach. – Poza tym w ostatnich latach pojawiło się też kilka nowych danin, choć są one tak skonstruowane, że prawie nie czujemy, gdy je płacimy – zaznacza Pogorzelski. To m.in. podatek bankowy, opłata recyklingowa, opłata paliwowa czy danina solidarnościowa od Polaków milionerów, a wkrótce także podatek handlowy, podatek od cukru czy wyższa akcyza na używki.

– Dotychczas rządowi udawało się zwiększyć dochody państwa, nie zwiększając w znaczący sposób obciążeń obywateli – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Ale wydaje się, że powoli dochodzimy do końca tej drogi. Wkraczamy w okres spowolnienia, a większość instrumentów ograniczających lukę podatkową i nieuderzających w uczciwych podatników została już wprowadzona. Wzrost dochodów państwa z podatków będzie więc coraz mniejszy – ostrzega.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA