fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Czy podatek solidarnościowy da zarobić budżetowi

Adobe Stock
Bogaci podatnicy będą szukać legalnych sposobów na to, by nie płacić nowej daniny od wysokich dochodów – twierdzą eksperci podatkowi.

Rząd przedstawił w piątek projekt ustawy, która ma wprowadzić podatek (rząd nazywa go daniną) solidarnościowy. Podatek ma wynosić 4 proc. od nadwyżki dochodów rocznych ponad 1 mln zł. Tak naprawdę więc obok dzisiejszych stawek PIT 18 i 32 proc. w skali podatkowej pojawi się nowa, 36-proc. stawka dla bogatych. Osoby, które rozliczają się w ramach 19-proc. podatku liniowego, od ewentualnej nadwyżki dochodów ponad 1 mln zł zapłacą 23 proc. podatku. Rząd liczy na to, że ściągnie dodatkowo 1,15 mld zł. Pieniądze te mają zasilić Solidarnościowy Fundusz Wsparcia Osób Niepełnosprawnych.

– Chodzi tu o wykopanie kolejnego rowu w już i tak dramatycznie podzielonym społeczeństwie. Tym razem to rów między biednymi i bogatymi – mówi Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów, posłanka PO. Jej zdaniem to, czy uda się z bogatych ściągnąć pieniądze, czy nie, nie ma większego znaczenia.

– Nie trzeba być nie wiadomo jak przewidującym, żeby wiedzieć, że jak ludziom się dokręca śrubę, to zrobią wszystko, żeby się wykręcić – mówi była wiceminister. Jej zdaniem bogatszym jest łatwiej. – Wynajmą prawników, którzy znajdą legalne sposoby, żeby podatku nie płacić. Wcale nie trzeba w tym celu oszukiwać – mówi Leszczyna.

– Jestem wielkim przeciwnikiem wprowadzania tego typu doraźnych podatków. Teraz mamy daninę solidarnościową, bo w potrzebie są osoby niepełnosprawne. Oczywiście należy im pomóc, ale nie w ten sposób. Protestują też rolnicy, pielęgniarki, nauczyciele, policjanci... Czy aby pomóc każdej z tych grup, będziemy wprowadzać kolejne podatki solidarnościowe? – pyta adwokat Cezary Cieńkowski, ekspert od prawa gospodarczego.

Jego zdaniem nowy podatek to karanie osób najbardziej produktywnych za to, że dobrze zarabiają. – To, czy będą taki podatek płacili, zależy od ich indywidualnego progu bólu. Im ktoś ma go niżej, tym będzie bardziej skłonny szukać sposobów obejścia tego podatku. Dopóki będzie korzystał z legalnych sposobów, to czemu nie? – mówi prawnik.

– Dodatkowy podatek będzie skłaniał bogatych do prób jego obejścia – potwierdza Rafał Iniewski, radca prawny, wiceprzewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan. Tłumaczy, że tych, którzy zarabiają ponad milion, będzie stać na optymalizację. – Chyba że ustawodawca zamknie wszystkie furtki, czyli obejmie tą regulacją wszelkie możliwe źródła przychodów i dochodów – dodaje. Przypomina, że klauzula obejścia prawa pozwala fiskusowi kwestionować legalne działania podatników, jeśli ich celem jest uniknięcie obciążeń.

– W krótkim okresie władza może spodziewać się wzrostu wpływów do budżetu, który przyniesie ten podatek. Bo obciążone nim osoby nie zdążą w krótkim czasie przygotować sposobów jego uniknięcia. Ale każda akcja powoduje reakcję. W dłuższym okresie podatnicy podejmą działania, które pozwolą im wytransferować dochody, tak by dodatkowego podatku nie płacić – przewiduje Przemysław Jakub Hinc, doradca podatkowy, członek zarządu PJH Doradztwo Gospodarcze.

Jego zdaniem nowy podatek, który uderzy m.in. w pracodawców, zapłacą ostatecznie pracownicy i klienci firm. – Aby odbić sobie wyższy podatek, pracodawca obniży pensje pracownikom albo zdecyduje, że wzrost tych pensji będzie niższy. Wzrosnąć mogą także ceny towarów oferowanych przez daną firmę – uważa.

– Jak się dużo wydaje, to trzeba wprowadzać dodatkowe podatki – mówi Jarosław Neneman, były wiceminister finansów, wykładowca na Uczelni Łazarskiego. Przypomina, że przed laty, gdy forsowano w Sejmie 50-proc. stawkę PIT dla najbogatszych podatników, przekonywał posłów, iż dodatkowych pieniędzy z tego nie będzie. Bo bogaci uciekną przed fiskusem. Teraz jego zdaniem jest inaczej.

Podatek solidarnościowy ma bowiem objąć także dochody opodatkowane liniową stawką PIT. Wtedy tego nie było. – Będą z tego pieniądze – prognozuje Jarosław Neneman. Jego zdaniem będą oczywiście próby dzielenia dochodów między żonę/męża czy dzieci, ale to drobiazgi.

– Jest pomysł sprawdzania IP komputera, z którego dokonywane są przelewy. Nie da się więc fikcyjnie prowadzić firmy za granicą i mieszkać w naszym pięknym kraju – mówi Jarosłwa Neneman.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA