fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Kluczowa rozgrywka

Dotychczas polski rząd widział w Londynie strategicznego partnera w UE (na zdjęciu David Cameron i Beata Szydło podczas wizyty brytyjskiego premiera w Warszawie). Dziś trzeba zacząć rozmowy z Niemcami
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Czas na reset w relacjach PiS z Brukselą. Opozycja powinna pomóc.

Do tej pory PiS mogło bezkarnie grać na nosie Brukseli, czy to w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, czy w innych kwestiach. Przepychanki z unijnymi komisarzami i niektórymi państwami członkowskimi – głównie Niemcami – nie mogły się skończyć niczym złym. Do tej pory bowiem Niemcy robiły wiele, by chronić Unię przed wewnętrznymi turbulencjami. Dlatego Berlin wymieniał kroplówki bankrutującym Grekom, dlatego zgodził się na ustępstwa wobec Londynu przed referendum i dlatego nie był skłonny do wchodzenia w zaczepki z PiS.

Po Brexicie sytuacja zmieniła się diametralnie. W unijnej centrali i w Berlinie kiełkują pomysły, by wraz ze sprawiającymi od lat trudności Brytyjczykami pozbyć się także innych kłopotliwych, a kosztownych krajów. Polska jest wysoko na tej liście.

Z Unii oczywiście nikt nas nie usunie, przynajmniej na papierze. Ale nowa ścieżka integracji może zakładać ścisłą współpracę dużych lub bogatych krajów UE – a my nie jesteśmy ani w pierwszej, ani w drugiej z tych grup. To oczywiście nie jest wina PiS, sytuacja byłaby podobna, gdyby w tej chwili rządzili polską liberałowie z Platformy i Nowoczesnej. Różnica jest taka, że to PiS na swe sztandary wzięło eurosceptycyzm, a Jarosław Kaczyński toleruje w swym obozie polityków antyunijnych, mało znaczących, ale krzykliwych. Pozostawanie przy tej doktrynie skazuje Polskę na marginalizację.

Bo wyjście z UE kraju tak ważnego jak Wielka Brytania złamało tabu. Skoro Unia nie rozdziera nad tym szat, to nie będzie też płakać po Polsce, gdy rząd uzna, że ściślejsza integracja go nie interesuje.

Dlatego też czas na pragmatyczny reset w relacjach PiS z Brukselą. Pragmatyczny, bo Polska nie jest Brytanią z jej ogromną gospodarką, własną silną walutą i Wspólnotą Narodów. Nie jest bogatym krajem na wyspie, który – mimo ulg – dopłacał rocznie do unijnego budżetu kilkanaście milionów funtów. My jesteśmy krajem, który z tych unijnych pieniędzy korzysta. My potrzebujemy Unii bardziej niż ona nas.

Po referendum brytyjskim widać wyraźnie, że dotychczasowa polityka europejska PiS zabrnęła w ślepą uliczkę – najlepszym dowodem na to jest fakt, że jeszcze niespełna pół roku temu szef MSZ Witold Waszczykowski widział w Londynie strategicznego partnera na unijnej arenie.

Dziś – czy w PiS się to podoba czy nie – strategicznym krajem w Unii są Niemcy i to z nimi trzeba rozmawiać. Albo rząd zmieni swą politykę, albo straci wpływ na bieg spraw. Jeśli więc obsesją Jarosława Kaczyńskiego jest podmiotowość Polski w UE, to zyskać ją można tylko uczestnicząc w kluczowej rozgrywce w sprawie przyszłości Unii. Z Niemcami.

W tym stanie podwyższonego unijnego ryzyka także opozycja powinna przemyśleć swe działania. Faktem jest, że Platforma robiła wiele, aby wykorzystywać instytucje UE do nacisku na rząd i PiS. To także przyczyniło się do przyklejenia Polsce łatki kraju kłopotliwego, naruszającego standardy demokratyczne. Gdy będą zapadać decyzje dotyczące przyszłości Unii, polska klasa polityczna powinna być zgodna co do minimum – członkostwo w UE to strategiczny wybór polityczny, gospodarczy i cywilizacyjny. A im bliżej nam do Brukseli, tym dalej od Moskwy.

Reakcje polskich polityków na Brexit nie napawają optymizmem. Obóz władzy widzi w tym efekt odrzucanej przez wolne narody wszechwładzy Brukseli. Opozycja przekonuje, że to skutek nieodpowiedzialnego flirtu brytyjskiego rządu z antyunijnym marginesem.

Każdy widzi zatem takie błędy, jakie sam przypisuje przeciwnikom politycznym w Polsce. Źle by się stało, gdyby nasza przyszłość w UE stała się nowym paliwem dla wojny polsko-polskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA