Blogi

Danuta Walewska: Strajki nie tylko o pieniądze

123rf.com
W LOT, tak samo jak było to wcześniej w Lufthansie i Air France, związkowcy walczą przede wszystkim o pieniądze. Ale nie tylko. LOT i Air France łączą jeszcze żądania odwołania prezesa.

Reszta postulatów, jak np. rezygnacja z umów B2B nie ma już tak dużego znaczenia.

Air France już udało się pozbyć trzech szefów, z którymi nie chcieli rozmawiać. I potrafili wykorzystać swoją siłę. W LOT pod naciskiem związkowców odszedł wcześniej Sebastian Mikosz, który teraz – jak sam przyznaje — ma podobne problemy w Kenya Airways.

W LOT dzisiaj głównym postulatem jest powrót zwolnionej dyscyplinarnie przewodniczącej Związku Zawodowego. Czy więc do zakończenia protestu wystarczyłoby jej przywrócenie do pracy, co zresztą przy dzisiejszej postawie obydwóch stron wydaje się praktycznie niemożliwe? — Nie wyobrażamy sobie pracy z człowiekiem, który nas oszukuje i poddaje mobbingowi – nie ma wątpliwości Agnieszka Szelągowska, wiceprzewodnicząca Związku Zawodowego. Z kolei parlamentarzyści opozycyjni, którzy zjawili się we wtorek popołudniu w siedzibie LOTu, Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz uważają, że z prezesem Milczarskim rozmawia się trudno i specjalnie nie należy sobie robić nadziei. Ale zdaniem Ewy Kopacz, z pozostałymi członkami zarządu takie rozmowy są jak najbardziej możliwe.

Podczas wielkich strajków lotniczych – kilkakrotnych w Lufthansie i w Ryanairze prezesi trzymający twarde stanowisko jak prezes LH, Carsten Spohr - znany z bardzo kontrowersyjnych wypowiedzi i ataków na swoich pracowników Michael O'Leary — starali się schodzić z pierwszej linii strzału. Negocjacje zostawiali wyznaczonym do tego członkom zarządu i mediatorom.

W LOT związkowcy nie chcą nawet słyszeć, że mogliby znów usiąść do stołu z prezesem LOTu. Mówią o tym, że Rafał Milczarski szarpał się z przewodniczącym ZZ Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT, Adamem Rzeszotem. — W żaden sposób nie naruszyliśmy niczyjej nietykalności osobistej — zapewniał potem Rafał Milczarski. Naoczni świadkowie mówią o tym, że prezes stanął w drzwiach i był zdeterminowany, aby odczytać Rzeszotowi pismo zwalniające go dyscyplinarnie. Ale o przemocy nie może być mowy. Nie było żadnej przepychanki, ani szarpaniny — mówi nasz informator.

Znacznie bardziej gwałtowne było starcie z związkowców francuskich z przedstawicielami zarządu w październiku 2015 roku. Protestujący porwali wtedy koszulę szefowi HR przewoźnika, Xavierowi Brosecie i odpowiadającemu w AF za rejsy długodystansowe Pierre Plissonierrowi. Obydwaj, z gołymi torsami salwowali się ucieczką przez wysoki płot. Większość organizacji związkowych, oprócz pilotów, ostro potępiła wtedy agresję, a czterech pracowników, którzy zaatakowali przedstawicieli zarządu zostało dyscyplinarnie zwolnionych.

Ostatecznie zostali oni postawieni przed sądem, trzech z nich otrzymało wyrok w zawieszeniu, a 10 aktywnych uczestników negocjacji zostało ukaranych mandatami po 500 euro każdy. Efektem tego incydentu było wycofanie się zarządu z planu restrukturyzacji linii, odszedł prezes linii, Alexandre de Juniac. Dzisiaj jest dyrektorem generalnym Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA). Po nim związki doprowadziły jeszcze do odejścia jego następcy Jean-Marca Janaillaca, a na początku września próbowały zablokować objęcie stanowiska przez jego następcę Kanadyjczyka, Bena Smitha. Swój sprzeciw wobec byłego wiceprezesa Air Canada motywowali tym, że nie może on znać francuskich realiów związkowych. Ostatecznie Smith w ciągu kilku tygodni po objęciu stanowiska porozumiał się ze wszystkimi organizacjami społecznymi działającymi w AF, jednak piloci nadal pozostają nieugięci.

Jak rozwinie się sytuacja w LOT? Przede wszystkim muszą opaść emocje, a strony muszą wykazać się maksimum dobrej woli. W tej chwili wydaje się to bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL