fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Blogi

Resortowe pomniki za pieniądze podatników

Paweł Jabłoński
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Wygląda na to, że przynajmniej paru ministrów postanowiło zostawić po sobie kosztowne dzieła.

Niestety, nie zamierzają się zastanawiać, z czego zostaną one sfinansowane i jakie przyniosą skutki gospodarcze. To oznacza, że rząd zaczyna przypominać luźną federację resortów, z których każdy prowadzi własną politykę bez oglądania się na sąsiadów.

Tylko w ubiegłym tygodniu mieliśmy dwa przykłady takich kosztownych planów. Ministerstwo Infrastruktury publicznie ogłosiło, że w celu sfinansowania ambitnego planu budowy dróg zastanawia się nad podniesieniem opłaty paliwowej o 10–20 groszy na litrze (co da państwu 2–4 mld zł rocznie). Potem chyba ktoś zadzwonił do ministra, bo stwierdził, że nigdy nie było takich planów. Również pani premier stwierdziła, że rząd nie pracuje nad tym projektem.

Nie wiem, kto może zadzwonić do Kancelarii Prezydenta, bo stamtąd w ubiegłym tygodniu też dobiegały odgłosy radosnych werbli. Ogłoszono mianowicie, że trwają dalej prace nad bardzo kosztownym projektem ustawy o przewalutowaniu kredytów. Wcześniej Komisja Nadzoru Finansowego oszacowała jego koszty na 55–70 mld zł. Ale to w żaden sposób nie speszyło urzędników. Nadal chcą utrzymać kosztowne założenia przewalutowania. Jedyne, co chcą zrobić, to rozłożyć jej koszty na 20–30 lat.

Warto też przypomnieć, że niedawno rząd zatwierdził projekt nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach rolniczych, zwiększający dofinansowania z kasy państwa. Ostatnio pojawił się też projekt reaktywowania kas mieszkaniowych z dopłatami rzędu 900 zł rocznie na jednego oszczędzającego.

Sprawa tego radosnego wprowadzania kosztownych projektów ma dwa wymiary. Z jednej strony widzimy zupełny brak doświadczenia w prezentowaniu takich pomysłów. Ogłaszany jest np. projekt ustawy frankowej czy podniesienie opłaty paliwowej, a inni niech się zastanawiają i liczą, jakie to będzie miało skutki. Nie widać żadnych prób konsultacji tych balonów próbnych.

Ważniejsze jest jednak to, że te projekty fatalnie świadczą o współpracy w ramach rządu i PiS. Sprawiają wrażenie, jakby ministrowie ze sobą nie rozmawiali i zapatrzeni w udany program 500+ nie zdają sobie sprawy, z jak wielkim ryzykiem dla budżetu i gospodarki jest on związany.

Tymczasem projekt ten został zrobiony niemal ponad możliwości budżetu. Jeżeli nagle pojawią się dodatkowe wydatki lub coś zahamuje wzrost gospodarczy, np. podniesienie podatków, to w przyszłym roku trzeba będzie iść na wojnę z Brukselą (i pożegnać się z funduszami) albo zmniejszyć skalę dodatków na dzieci. Dlatego dziś priorytetem rządu powinien być wzrost gospodarczy.

Na koniec trzeba zaznaczyć, że ta PiS-owska bizantyjska hojność udzieliła się części opozycji. Mieliśmy więc niezwykle kosztowny pomysł poszerzenia programu 500+ na pierwsze dzieci. A ostatnio pojawił się ze strony opozycji pomysł całkowitej rezygnacji z podatku od kopalin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA