fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Genialny rok dla turystyki. Wszyscy są zadowoleni

Adobe Stock
Touroperatorzy mówią o roku rekordowym, ale to wcale nie znaczy, że są z niego zadowoleni. Bo to niskie, czasami wręcz dumpingowe ceny, spowodowały w 2018 roku gwałtowny wzrost popytu na wyjazdy zagraniczne.
Klienci biur podróży skorzystali po raz pierwszy tak szeroko z oferty „first minute", czyli możliwości rezerwowania wakacji na pół roku, przed wyjazdem, a nawet znacznie wcześniej. Przy tym biura podróży dawały swoim klientom możliwości zmiany terminu rezerwacji, można było podmienić osoby, które wyjeżdżały, można było zmienić hotel, bądź klasę hotelu. Dodatkowo cenowe ryzyko zostało obniżone poprzez formułę, w której jeśli klient biura podróży znalazł u konkurencji tańszą ofertę na taki sam wyjazd, to biuro w którym wykupił wycieczkę, zwracało mu różnicę.

Jak jednak wynika z raportu Polskiej Izby Turystyki i Travelpalnet tegoroczny wzrost w porównaniu z 2017 wyniósł przynajmniej 40 procent. Nagle okazało się, że touroperatorzy przestrzelili z ofertą, więc ceny spadły. Potem jeden z głównych graczy na polskim rynku miał potężną wpadkę wizerunkową i zachęcał klientów do powrotu właśnie super niskimi cenami. 1600 złotych za 10-dniowy pobyt na Wyspach Kanaryjskich, 2400 za 2 tygodnie na Cabo Verde w hotelu czterogwiazdkowym w formule all inclusive. Zagraniczne wakacje w tym roku okazały się wyraźnie tańsze — wynika z informacji Travelplanet.pl. Średnia cena rezerwacji w sezonie letnim spadła o 253 zł, za pojedynczą imprezę przykładowy turysta zapłacił 180 zł mniej.

Dane raportu PIT pokazują też , że Polacy wolą jeździć częściej, ale na krócej. Urlopy dwutygodniowe w szczycie sezonu planuje mniej niż co piąta rodzina. Skraca się także czas wyjazdu – 80% rezerwacji to wyjazdy do 7 dni, z czego blisko trzy czwarte to wyjazdy tygodniowe. All inclusive , czyli wszystko w cenie jest dzisiaj standardem, a nie luksusem. Choć wydawało się to niemożliwe, udział all inclusive jeszcze wzrósł, do blisko 77 proc.

Blisko 10 proc. klientów jest gotowych do rezerwacji letniego urlopu prawie rok wcześniej (październik, listopad, grudzień). W porównaniu z rokiem ubiegłym o ponad 25 proc. wzrosła liczba rezerwacji dokonywana powyżej trzech miesięcy przed terminem wylotu.

Na czoło wysunęła się Turcja, od której nie tak dawno odstraszało turystów zagrożenie terroryzmem i brak stabilności wewnętrznej. W 2018 roku zgarnęła ona prawie 29 proc. rezerwacji (niecałe 18 proc. rok wcześniej). Na drugim miejscu znalazła się Bułgaria (18,6 proc. rezerwacji), a ubiegłoroczny lider popularności Grecja jest dopiero trzecia (13,1 proc.).

Analitycy Travelplanet podkreślają, że powolny spadek atrakcyjności Grecji widoczny był już wcześniej, a teraz przyspieszyły go spadki cen na konkurencyjnych kierunkach. Do najtańszych nadal należy Bułgaria, gdzie tygodniowy pobyt kosztuje niewiele ponad 1,6 tys. zł. i w porównaniu z ub. r. staniał średnio o ok. 120 zł. To już oferta atrakcyjniejsza cenowo od krajowych wczasów nad Bałtykiem. Staniał Egipt, który także cieszy się w tym roku dużo większą popularnością, podobnie jak Tunezja. W obu tych krajach koszty wyjazdu okazują się zbliżone – ok. 2,2 tys. zł. Droższe były Hiszpania i Portugalia – nieco ponad 2,6 tys. zł. W przypadku tej ostatniej średnia cena poszła jednak mocno w dół – o blisko 600 zł, co przełożyło się na wzrost zainteresowania tym kierunkiem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA