fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Francuska etykieta biznesu ma swoje niuanse

Dla Francuzów lunch to naturalna okazja do rozmowy o interesach. Jego pora, a więc dwie godziny między 12 a 14, to wręcz świętość
shutterstock
Handlując z francuskimi kontrahentami, lepiej zaprosić ich na obiad, niż obdarować prezentem. Robienie biznesu przy posiłkach to norma.

Francji poświęcono kolejne dwa spotkania czwartej edycji Programu Handlu Zagranicznego. Odbyły się one w Zielonej Górze i Poznaniu.

– Wymiana handlowa Polski z Francją stale rośnie, i to Polska od kilku lat notuje dodatnie saldo handlowe. W 2018 r. wartość importu z Francji do Polski wyniosła 35 mld zł, a wartość eksportu z Polski nad Sekwanę 52,1 mld zł – przypomniała Monika Constant, dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

– Aspektem, który trzeba wziąć pod uwagę podczas rozmów biznesowych, są różnice kulturowe między Francją a Polską. Prowadząc negocjacje z francuską firmą, konieczne jest zrozumienie zwyczajów i obyczajów nad Sekwaną – podkreśla Adam Zohry, senior associate w dziale doradztwa w międzynarodowej firmie doradczej Mazars, wywodzącej się z Francji. Jak tłumaczy, pierwsze wrażenie podczas spotkania jest bardzo ważne. Szczególną uwagę przywiązuje się do wyglądu zewnętrznego i ubioru. Jeśli chodzi o punktualność, jest trochę luźniej niż w Polsce, kilkuminutowe spóźnienie nie dziwi.

– Coraz więcej francuskich przedsiębiorców mówi po angielsku, ale pomimo to warto rozmawiać z nimi po francusku lub mieć przy sobie kogoś, kto byłby w stanie to zrobić. Jest to wielkim atutem i może to być klucz do bliższych kontaktów i wzajemnego zaufania – tłumaczy Zohry.

– „Déjeuner d'affaires", czyli po francusku obiad biznesowy, jest okazją, żeby zjeść i porozmawiać o biznesie. Zazwyczaj trwa on od 1,5 do 2h. Z kolei negocjacje trwają zazwyczaj dłużej niż w przypadku rozmów z Niemcem czy Anglikiem. We Francji panuje kultura spotkań biznesowych. Dlatego aby sfinalizować projekt, trzeba często zorganizować szereg spotkań – wyjaśnia ekspert z Mazars.

– We Francji pracuje się od 8/9 do 18, z długą, trwającą do 2h przerwą na lunch. Dlatego między 12 a 14 nie ma sensu dzwonić do naszych kontrahentów – mówiła Monika Constant, dodając jednak, że często są to właśnie lunche biznesowe, podczas których Francuzi załatwiają interesy.

– Tradycja długiej przerwy lunchowej jest we Francji tak silna, że pracując w konsulacie generalnym RP w Lyonie, wprowadziłem dwugodzinną przerwę na lunch właśnie w godzinach 12–14 – mówił Sławomir Czarlewski, konsul generalny RP w Lyonie w latach 1991–1996 oraz minister pełnomocny w ambasadzie RP w Paryżu w okresie 1997–2002. Czarlewski wskazał też, że na spotkania we Francji przychodzi się punktualnie. Jednak, jak dodała Constant, nie należy umawiać się na spotkania ani w poniedziałek rano, ani w piątek po południu.

– Francuzi nie są tak szybcy w reakcjach jak my w Polsce. Zwykle kontrahent z Francji będzie zwlekał z zakomunikowaniem nam swojej decyzji, gdyż jej podjęcie trwa, ze względu na to, że jest to proces kolektywny. Można powiedzieć, że uczestniczą w nim wszyscy zainteresowani. Jednak gdy już decyzja zapadnie, biznes idzie szybko. Francuzi wywierają wręcz potem presję czasową na swych partnerach, aby jak najszybciej realizowali uzgodnione postanowienia – tłumaczyła Monika Constant.

– Potwierdzam, że we francuskich przedsiębiorstwach decyzje zapadają kolektywnie po serii spotkań. Proces może i jest dłuższy, ale są to przemyślane, szeroko skonsultowane decyzje – mówi Piotr Jabłoński, dyrektor departamentu finansowania handlu w BNP Paribas Bank Polska.

Constant dodała też, że zamiast wręczać upominki, warto zaprosić kontrahenta na obiad. Jak zgodnie przyznali Czarlewski i Constant, podczas takich rozmów warto zaś pomówić o rodzinie, wakacjach itp., ale nie należy poruszać tematów religijnych i politycznych. – To tematy drażliwe, a poza tym granica między życiem prywatnym i profesjonalnym jest we Francji bardziej zauważalna niż w Polsce – wskazała przedstawicielka Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Z kolei, jak podkreślała Hanna Stypułkowska-Goutierre, adwokat kierująca w Paryżu kancelarią HSG Avocats, najbezpieczniejszym sposobem komunikacji w biznesie, w pełni respektowanym we Francji, jest list polecony za potwierdzeniem odbioru. – Francuzi rozumieją jeden język – pisemny, gdyż we Francji panuje kult pisma – tłumaczyła.

Jak zgodnie podkreślali eksperci, w kontaktach z Francuzami nie ma co narzekać na niepowodzenia. – Dlatego na klasyczne pytanie „Jak leci?" (fr. ça va?) nie możemy odpowiadać w naszym stylu, mówiąc np. „bywało gorzej" lub „stara bieda". Trzeba trzymać fason. Odpowiadamy więc „dobrze" (fr. bien) – mówił Czarlewski, który był też ambasadorem RP w Belgii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA