fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Firmy krytykują pomysł Bieńkowskiej

Komisja Europejska miała problem m.in. z uzyskaniem informacji od niemieckiego rządu na temat afery dieselgate.
Bloomberg
Bruksela chce większych kompetencji w walce z przedsiębiorstwami łamiącymi reguły wspólnego rynku. Biznes się sprzeciwia.

W polityce konkurencji Komisja Europejska może bezpośrednio poprosić każdą firmę o przesłanie jej informacji. Więcej: jeśli ma uzasadnione podejrzenia, może nawet bez zapowiedzi wejść do biura przedsiębiorstwa i przeszukać szuflady i komputery. Po to, żeby zbadać, czy firma nie uczestniczy w zmowie cenowej albo czy nie nadużywa dominującej pozycji na rynku. Jednak gdy chodzi o reguły rynku wewnętrznego, jej partnerem jest państwo członkowskie, bo to ono jest odpowiedzialne za wdrażanie unijnego prawa. Jeśli ma podejrzenia o jego łamanie, to może poprosić o informacje rząd. Teraz KE chciałaby więcej.

Cenne informacje

Elżbieta Bieńkowska, komisarz ds. rynku wewnętrznego, przemysłu i przedsiębiorczości, zaproponowała rozporządzenie pod nazwą SMIT, które dałoby jej możliwość żądania informacji bezpośrednio od firm. Tym samym Bieńkowska uzyskałaby takie prawa jak Margrethe Vestager, komisarz ds. konkurencji. – Pomoże on w zapewnieniu należytego przestrzegania praw obywateli na rynku wewnętrznym, a europejskie firmy napotkają mniej barier przy powiększaniu swojej działalności czy wchodzeniu na nowe rynki – oświadczyła Elżbieta Bieńkowska.

Unijni urzędnicy pytani o uzasadnienie tego wyposażenia Komisji w dodatkową władzę wskazują przede wszystkim na przykłady związane z tzw. geoblokowaniem. Firmy dyktują klientom różne ceny w zależności od tego, z jakiego kraju pochodzą, a Komisja często nie może tego udowodnić, bo nie ma precyzyjnych informacji.

Na przykład w ubiegłym roku miała podejrzenia, że paryski Euro Disneyland różnicuje w ten sposób ceny, ale nie mogła poprosić firmy o żadne informacje. Urzędnicy KE użyli więc różnych adresów IP, próbując kupić bilety wirtualnie z różnych krajów, żeby udowodnić, że dyskryminacja rzeczywiście ma miejsce.

Innym przykładem, podawanym przez samą Bieńkowską w wywiadzie w dzisiejszej „Rzeczpospolitej" (str. A9), jest dieselgate, czyli to, jak Volkswagen fałszował dane o emisjach tlenku azotu w samochodach wyposażonych w silniku typu diesel. Komisja miała przez pewien czas problem z uzyskaniem potrzebnych informacji od niemieckiego rządu. A sama nie mogła zażądać dokumentów bezpośrednio od koncernu, bo nie ma takiego prawa.

Instrument strażnika

Komisja podkreśla, że nowy instrument nie daje jej nowej władzy. Jako strażnik unijnych traktatów, który ma dbać o prawidłowe funkcjonowanie jednolitego rynku, chce po prostu dodatkowych instrumentów. W propozycji jest określone, że z takim żądaniem informacji Komisja będzie występować tylko wtedy, gdy nie będzie mogła jej uzyskać od rządu. I zapewnia, że zawsze będzie strzec tajemnicy biznesowej, podobnie jak robi to w działaniach dotyczących konkurencji.

Te argumenty nie przekonują jednak biznesu. Zawsze przychylny działaniom Elżbiety Bieńkowskiej, gdy chodzi o lepsze funkcjonowanie rynku wewnętrznego, tym razem jest on bardzo krytyczny.

– Mamy poważne zastrzeżenia odnośnie do SMIT. Sprzeciwiamy się nakładaniu na firmy dodatkowych obowiązków przekazywania informacji wrażliwych, bez wyraźnego uzasadnienia i pod groźbą sankcji – uważa Markus Beyrer, dyrektor generalny BusinessEurope, organizacji reprezentującej europejskich pracodawców prywatnych.

Podobnie krytyczna jest EuroCommerce, czyli federacja reprezentująca interesy handlu. Uważa, że Komisja powinna zająć się rządami, która tworzą bariery na rynku wewnętrznym, a nie nakładać dodatkowe, kosztowne obowiązki informacyjne na przedsiębiorców. Organizacje biznesowe twierdzą, że Komisja nie przedstawiła przekonujących dowodów na rzecz konieczności tworzenia nowego instrumentu.

Propozycja Komisji musi teraz zostać zaakceptowana przez większość państw członkowskich oraz Parlament Europejski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA