fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Najwyższy czas na szkoły zawodowców

Uczestnicy debaty dyskutowali o zmianach, jakie nastąpią jesienią
Fotorzepa/Robert Gardziński
Od nowego roku szkolnego mają wejść w życie zmiany w szkolnictwie zawodowym. Będzie nowa podstawa programowa, nowy system egzaminów itp. Co to oznacza dla nauczycieli, uczniów, rodziców i pracodawców?

– Chcemy zwiększyć udział pracodawców w kształceniu zawodowym, zarówno na poziomie systemowym, czyli tam gdzie zapadają zasadnicze decyzje na temat procesu kształcenia w danym zawodzie, jak i na poziomie bezpośredniej współpracy pracodawców ze szkołami. Zasadnicza zmiana to wprowadzenie obowiązku współpracy szkoły z pracodawcą. Od września 2019 roku dotyczyć to będzie kształcenia w nowych zawodach, a za trzy lata wszystkich zawodów, w jakich kształci szkoła. Katalog możliwych form współpracy jest szeroki i otwarty, naszym celem jest jednak doprowadzenie do tego, by pracodawca był obecny w całym procesie kształcenia: od przygotowania oferty kształcenia w szkole i programów nauczania, przez naukę teorii i szczególnie istotną praktyczną naukę zawodu, udział w doskonaleniu nauczycieli, aż do weryfikacji efektów kształcenia, czyli egzaminów zawodowych – zapowiedział Piotr Bartosiak, zastępca dyrektora w Departamencie Strategii, Kwalifikacji i Kształcenia Zawodowego w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

Dyr. Bartosiak poinformował, że pojawi się nowa formuła kształcenia praktycznego, dostosowana do oczekiwań pracodawców: staże uczniowskie umożliwiające uczniowi naukę w przedsiębiorstwie nawet od klasy pierwszej do ostatniej, czyli przez cały cykl kształcenia – jeśli taka będzie wola obu stron. Uczeń zawrze z pracodawcą umowę, której czas trwania zostanie zaliczony do jego stażu pracy. Otrzyma za ten staż wynagrodzenie, a pracodawca będzie mógł te kwoty wliczyć w koszty uzyskania przychodu.

Zdaniem dyr. Bartosiaka firmy będą zainteresowane tą formą współpracy ze szkołami, bo dziś trudno wskazać nawet jedną branżę, która nie boryka się z brakiem wykwalifikowanej kadry. Tego typu staż jest też odpowiedzią na postulaty pracodawców.

Edukator 2019 - PDF

Jak ocenić kwalifikacje

Problemem jest nie tylko brak ludzi do pracy, ale i ocena ich rzeczywistych umiejętności zarówno teoretycznych, jak i praktycznych.

Wojciech Stęchły, ekspert Instytutu Badań Edukacyjnych, przypomniał, że w ocenie rzeczywistych umiejętności pomaga zintegrowany system kwalifikacji. System ten gwarantuje, że mamy pewność, co osoba posiadająca dany certyfikat wie i umie. Kwalifikacje opisywane są w porównywalny sposób.

System obejmuje także kwalifikacje nadawane przez podmioty spoza systemu edukacji, np. stowarzyszenia, fundacje, przedsiębiorstwa szkoleniowe.

Żeby lepiej zrozumieć ZSK, warto wspomnieć o certyfikatach językowych. Dobrze określone poziomy wymagań (np. na certyfikat z poziomu B2 w języku angielskim) pozwalają zorganizować porównywalne egzaminy przeprowadzane przez specjalnie do tego wyłonione ośrodki. A uczeń może uczyć się w dowolnej odpowiadającej mu formie – samodzielnie, z lektorem lub w szkole językowej. Analogicznie, jeśli ktoś chce uzyskać znajdujący się w ZSK certyfikat montowania stolarki budowlanej, może się o niego ubiegać niezależnie od tego, gdzie opanował wymagane umiejętności.

Zintegrowany system kwalifikacji nie ogranicza się do obszaru zawodowego. – Znajdziemy w nim np. certyfikat dotyczący pracy z dzieckiem metodą Marii Montessori i podstawowych umiejętności komputerowych – wyliczał Wojciech Stęchły.

A jak przygotowanie absolwentów szkół do sprostania oczekiwaniom pracodawców ocenia szef dużej firmy?

– Brakuje fachowców, jeśli przez to słowo rozumiemy osobę, która ma wiedzę, ale i dobre przygotowanie praktyczne. Dlatego ważny jest system zawodowych certyfikatów. Na etapie rekrutacji sprawdzenie umiejętności praktycznych w zakładzie pracy nie jest możliwe, bo kandydat na pracownika nie ma jeszcze odpowiednich dokumentów, np. świadectwa o zaliczeniu zakładowych norm BHP i dlatego nie można go postawić przy maszynie, by ocenić jak sobie z nią radzi – mówił Jacek Siwiński, prezes Velux Polska. – Nadal się zdarza, że osoba ubiegająca się o pracę ma dokument potwierdzający wykształcenie w dziedzinie nam potrzebnej, ale to wiedza teoretyczna. Nie można jednak takiemu kandydatowi od razu powierzyć obsługiwania ogromnej prasy hydraulicznej, bo nigdy wcześniej nie miał on z nią kontaktu. W naszych zakładach mamy rozbudowany system wdrożeń i szkolenia pracowników, na specjalnej matrycy umiejętności zaznaczamy, na jakim poziomie jest wiedza pracownika dla każdej maszyny.

Zdaniem prezesa zdarzają się też sytuacje odwrotne: kandydat obsługiwał różne urządzenia, ale brak mu wiedzy, która pozwoliłaby na poznanie i zrozumienie rysunków technicznych i dokumentacji nowego urządzenia, a potem szybkie opanowanie go.

Od mechanika do internetu rzeczy

Według szefa Veluxu kadrowe kłopoty pracodawców wynikają z dwóch powodów. Brakuje fachowców w zawodach tradycyjnych, typu mechanik, elektromechanik, operator wózków widłowych, choć wydawałoby się, że przez lata liczba osób, które opanowały te umiejętności jest ogromna. Ale trudno także o fachowców w nowych specjalizacjach i zawodach.

– W zakresie Internet of Things postęp technologiczny jest tak szybki, iż każda nowa maszyna i linia produkcyjna ma „w sobie" więcej automatyki, informatyki i generuje więcej danych do obróbki. Wszystko to wymaga od pracowników nieco innego podejścia niż jeszcze pół roku czy rok temu, nie mówiąc o latach wcześniejszych. Skutek tych dwóch powodów jest taki: braki kadrowe są wszędzie – ocenia prezes Siwiński.

Skąd więc wziąć ludzi? Maria Montowska, dyrektor ds. kształcenia zawodowego i ustawicznego Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej ocenia, że w Polsce nadal szkoła zawodowa to jest nauka teoretyczna z nauką o zawodzie i nie ma to nic wspólnego z kształceniem dualnym.

– W naszym rozumieniu kształcenie dualne to jest przede wszystkich budowanie więzi między uczniem a przedsiębiorstwem i odpowiedni miks nauki teoretycznej z praktyką. A ten miks wygląda tak: uczę się w szkole i chodzę do zakładu. Ponieważ mam odpowiednie przeszkolenie, ubezpieczenie i zaliczony kurs BHP, mogę w firmie wykonywać potrzebne tam prace – uważa dyr. Montowska.

Izba korzysta z doświadczeń niemieckiego systemu edukacji na różne sposoby. Dziś w Niemczech bezrobocie wśród osób do 25. roku życia jest mniejsze niż średnia, co świadczy, iż absolwenci szybko znajdują zatrudnienie, a to z kolei znaczy, że są do pracy dobrze przygotowani. Tamtejszy system edukacji jest bardzo stabilny. Przepisy wprowadzone w roku 1969 zmienione były dopiero w 2005. W tym czasie wielokrotnie rządy się zmieniały, ale przepisy – nie.

– Nie zazdroszczę polskiemu Ministerstwu Edukacji. W Niemczech ten resort przygotowuje ogólne ramy, a sporo konkretnych działań od lat wykonuje grupa instytucji blisko z resortem współpracujących. Stabilność przepisów i dzielenie się odpowiedzialnością dają tam dobre wyniki. Szkoła dziś powinna pokazać, jak się uczyć, i przyzwyczajać młodych do krytycznego myślenia – uważa dyr. Montowska.

Remont czy przebudowa

Małgorzata Okońska-Zaremba, dyrektorka departamentu kompetencji, nadzorująca współpracę z rządem w zakresie szkolnictwa zawodowego Konfederacji Lewiatan oceniła, że przygotowana reforma kształcenia zawodowego to jak remont starej szkoły zaplanowany w czasach, gdy potrzebujemy wzniesienia zupełnie nowej, nowoczesnej budowli na nowych fundamentach.

– Mają być wdrożone nowe podstawy programowe, ale jednym z głównych kłopotów polskiego systemu edukacji są stare nawyki kadry nauczycielskiej. Naszym zdaniem potrzebna jest narodowa debata na temat przygotowania zupełnie nowego systemu kształcenia zawodowego w Polsce, który byłby adekwatny do współczesnych wyzwań rozwojowych i wymogów ery cyfryzacji – oceniła dyr. Okońska-Zaremba.

Przedsiębiorcy doceniają wprowadzenie obowiązku współpracy szkoły z pracodawcą, bo ciągle jest tak, że edukacja sobie, a gospodarka sobie. Konfederacji Lewiatan znany jest przypadek powiatu, gdzie jest kilkanaście firm przemysłu mięsnego, natomiast lokalne szkoły średnie specjalizują się w tematyce obronności, choć żadna firma tego typu w tym powiecie nie działa.

– System identyfikowania zapotrzebowania na absolwentów nie działa dobrze, dane z powiatowych i wojewódzkich urzędów pracy nie zawsze pozwalają prawidłowo określić, jakich fachowców dany region potrzebuje. Ten system też wymaga zmian – twierdziła przedstawicielka Konfederacji Lewiatan.

Nauka przez całe życie

Wojciech Stęchły ocenił, że potrzebujemy przemyślanej polityki rozwoju umiejętności w Polsce. Ważnym punktem jest opracowana przez Instytut Badań Edukacyjnych zintegrowana strategia umiejętności. Ogólnoświatowym trendem jest rosnąca rola „całożyciowego" uczenia się, nie tylko przez udział osób dorosłych w edukacji, ale przede wszystkim przez poszerzenie zakresu i podniesienie rangi uczenia się poza- i nieformalnego, czyli takiego, które odbywa się w ramach kursów, szkoleń, wykonywania pracy czy samokształcenia.

– Mówi się, że aby się czegoś nauczyć, trzeba to najpierw zrobić. W szkolnictwie branżowym promowanie praktycznej nauki zawodu u pracodawcy jest wyraźnym sygnałem, że ten sposób uczenia się powinien mieć większy udział w edukacji – twierdził Wojciech Stęchły.

Problemem jest też niedostatek informacji o tym, jakie zawody będą potrzebne za kilka lat. GUS od lat ogłasza wprawdzie dane „Popyt na pracę" dotyczące tego, jakich pracowników pracodawcy potrzebowali w ostatnim kwartale, ale szkołom chodzi przecież o to, co będzie potrzebne w przyszłości.

– Na prośbę resortu GUS zbadał pilotażowo zapotrzebowanie na absolwentów w zawodach szkolnictwa branżowego na poziomie techników i szkół branżowych w perspektywie kwartału, roku oraz trzech lat. Badanie to będzie kontynuowane, jego pierwsze wyniki były gotowe w roku ubiegłym i zostały uwzględnione, obok innych wyników badań i analiz, w niedawno opublikowanej pierwszej prognozie MEN dotyczącej zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego na krajowym i wojewódzkim rynku pracy. Zwiększymy finansowanie kształcenia uczniów w tych zawodach, które w prognozie zostały uznane za przyszłościowe – jest ich 20, m.in. automatyk, mechatronik, operator maszyn i urządzeń do przetwórstwa tworzyw sztucznych, technik elektronik, technik programista – zapowiedział dyr. Bartosiak.

Kto nauczy nauczycieli

Maria Montowska uznała, że w debacie o kształcie szkolnictwa zawodowego zabrakło dwóch elementów. Jeden dotyczy nauczycieli zawodów technicznych: kto ma ich kształcić, bo kadry bardzo brakuje. Podała taki przykład: do szkoły uczącej zawodu szklarza przyjeżdża profesor wyższej uczelni, bo w okolicy nie ma żadnego nauczyciela, który by potrafił nauczyć tego zawodu, a niedaleko są dwie fabryki szkła. Drugi element to uczniowie – jak ich i ich rodziców przekonać, iż szkoła zawodowa to dobra przyszłość?

Językiem fachowców od nauczania nie dotrze się do tych grup. Rodzice potrzebują podpowiedzi, jaki zawód da dziecku stabilną przyszłość z dobrymi zarobkami.

– Generalnie w społeczeństwie brak jest wiedzy o nowoczesnych zawodach technicznych. U wielu ludzi pokutuje jeszcze przekonanie, że praca w przemyśle jest ciężka, trudna, brudna. A ta praca coraz mniej wymaga wysiłku fizycznego, a coraz więcej myślenia twórczego, bo coraz częściej przy obsłudze maszyny pracuje się zespołowo i z komputerem – przekonywała dyr. Montowska.

Pomysły są, ale...

– Moim zdaniem w programie zmian w szkolnictwie zawodowym jest wiele ciekawych pomysłów. Ale dziś pytanie brzmi, jak one będą realizowane w praktyce. Kluczowa jest kadra: same zmiany przepisów nie wystarczą, ważne są też umiejętności miękkie. Nie czekając na zmiany, w firmie zatrudniającej ponad 4 tys. osób musimy sobie radzić sami. I radzimy sobie – mówił Jacek Siwiński.

Przykładem utworzenie klasy patronackiej w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Gnieźnie. Uczniowie mają szansę na rozwój odpowiednich kompetencji, poznanie pracy w nowoczesnym zakładzie produkcyjnym i zdobycie zawodu automatyka cenionego nie tylko na lokalnym rynku pracy. Współpraca polega na objęciu przez firmę Velux opieką klasy patronackiej, której uczniowie będą odbywać naukę w zawodzie automatyk.

Niedawno rozpoczął się nabór na rok szkolny 2019/2020. Oferta adresowana jest zarówno do absolwentów gimnazjów, jak i szkół podstawowych. Organizatorzy zakładają przyjęcie 15 osób po gimnazjum oraz 15 osób po szkole podstawowej.

Zdaniem prezesa, młodymi ludźmi trzeba się starannie zająć, samo stworzenie klasy nie wystarczy. Dlatego powstała grupa ludzi, którzy przeszli szkolenie pedagogiczne, by mogli skutecznie pracować z uczniami, pomóc im się rozwijać i to pomóc fachowo.

– Wiele zależy od kadry, znów używam tego terminu. W jednej szkole nauczyciele są chętni do współpracy z przedsiębiorstwem, w innej nie bardzo. Dlatego nie wszystkie próby współpracy nam się powiodły – przyznaje szef firmy Velux.

Czy biznes potrzebuje pomocy? Biznes umie sobie radzić, a do tego dba nie tylko o siebie. Fundacje Velux, które od 2003 r. działają w Polsce, dostrzegły potrzebę podnoszenia jakości kształcenia zawodowego. W 2018 r. stworzyły nowy program grantowy m.in. dla organizacji społecznych, szkół, lokalnych innowatorów. Program jest przewidziany na lata 2018-2028, a wnioski można składać w trybie ciągłym.

– Wartość już udzielonych grantów przekroczyła 27 mln zł, a wsparcie uzyskały między innymi szkoła rolnicza, szkoła teatralna oraz program rozwoju zawodu dekarz. Fundacja VELUX propaguje także mobilność uczniów i nauczycieli, bo często bywa tak, że gdzie indziej jest kadra, a gdzie indziej firma, która jej potrzebuje. Z mobilnością bywa różnie. Przykład dotyczący młodych ludzi: miałem wykład na Uniwersytecie im. Jana Kochanowskiego w Kielcach i tam usłyszałem, że na program Erasmus są pieniądze, ale chętnych studentów zbyt mało. Trzeba edukować i przełamywać takie bariery – mówił prezes Siwiński.

Dyr. Okońska-Zaremba, nawiązując do problemu mobilności młodych ludzi, była zdania, iż dużym firmom i tak dość łatwo zdobyć odpowiednich kandydatów do pracy, oferując im ciekawą, rozwojową pracę, nawet jeśli oznacza to dla pracowników konieczność czasowego albo stałego przeniesienia się. Nieporównanie trudniej jest zachęcić do mobilności pracowników małych firm.

Przydałaby się specjalizacja

Zdaniem przedstawicielki Konfederacji Lewiatan, nadal niedoceniana jest rola centrów kształcenia praktycznego, gdzie uczniowie mogą doskonalić praktyczne umiejętności.

– Jeśli już reformujemy szkolnictwo zawodowe, to może warto pomyśleć, by centra zostały dofinansowane i funkcjonowały przynajmniej w każdym powiecie. Jest to idealne rozwiązanie dla mikro- i małych firm, które nie mają możliwości organizowania praktyk czy staży - uważa dyr. Okońska-Zaremba.

Warto pomyśleć o specjalizacji regionalnej szkolnictwa zawodowego. – Na przykład na wzór Doliny Lotniczej, gdzie młody człowiek interesujący się przemysłem lotniczym, ma szanse zdobyć odpowiednie wykształcenie. Przedsiębiorcy angażują się w proces edukacji, dofinansowują centra kształcenia praktycznego, organizują staże i praktyki, a wszystko po to, aby młody człowiek znalazł pracę, a firma pracownika. Pamiętajmy, że edukacja powinna być o krok przed gospodarką. Bez nowoczesnej edukacji Polska nie będzie się rozwijała – stwierdziła Okońska-Zaremba.

Maria Montowska przypomniała, że takie centra działają także w Niemczech. Tam są one spółdzielniami, tworzonymi przez przedsiębiorców. Dbają o to, by młodzież pracowała na nowoczesnym sprzęcie, żeby po zakończeniu nauki mogła od razu podjąć swoje obowiązki w zakładzie pracy bez konieczności szkolenia się. Ale są i prywatne centra: przedsiębiorca „oddaje", oczywiście za opłatą, swego pracownika, licząc na to, że podniesie on umiejętności w pożądanym przez firmę kierunku, właściciel centrum zaś musi zadbać, by sprzęt, na jakim młodzież pracuje i uczący go personel centrum spełniły oczekiwania pracodawcy.

Jest jeszcze kolejna korzyść: w centrum można też „zamówić" przekwalifikowanie pracownika, co zatrudnionemu oszczędza stresu wywołanego zwolnieniem, a pracodawcy konieczności szukania nowego pracownika.

Finansowanie staży

Dyr. Bartosiak zapowiedział, iż od września będą powstawały nowe centra i że nic nie stoi na przeszkodzie, by się specjalizowały. Będzie też poważna zmiana dotycząca tego, na co można przeznaczać środki unijne. Dopuści się finansowanie staży uczniów u pracodawców jeszcze w trakcie ich nauki, co teraz jest niemożliwe.

Według planów resortu edukacji w nowej perspektywie finansowej główne środki na edukację pójdą właśnie na szkolnictwo zawodowe. Resort chce zmienić przepis w pewnym sensie karzący za przedsiębiorczość. Jeśli teraz np. szkoła gastronomiczna prowadzi hotelik, to zyski z tej działalności musi oddawać. Po zmianie będzie mogła je przeznaczyć na rozwój.

Skąd wziąć kadry, które podołają nowym wyzwaniom?

Zdaniem przedstawicielki Konfederacji Lewiatan przedsiębiorcy czekają na plan całościowych zmian systemu edukacji zawodowej i na zapowiedź władz, że znalazła na to środki. Biznes dostrzega dobre intencje, widzi zmiany idące po myśli przedsiębiorców, ale potrzebny jest na nowe czasy nowy, całościowy plan.

W opinii eksperta Instytutu Badań Edukacyjnych w obszarze polityki dotyczącej uczenia się mamy obecnie wiele dobrych rozwiązań, jednak dużym wyzwaniem pozostaje ich połączenie ze sobą w spójną całość. Utworzenie zintegrowanego systemu kwalifikacji jest dobrym przykładem tego, jak ogromnego wysiłku, zaangażowania szerokiego grona partnerów społecznych i administracji wymaga wprowadzenie nowych rozwiązań i zapewnienie ich komplementarności z istniejącym porządkiem.

– W obu przypadkach kluczowe są przygotowanie kadr i praca wdrożeniowa, która oznacza nie tylko stosowanie rozwiązań w tzw. terenie, ale także zmianę sposobu myślenia i przekonań instytucji i osób, które w tym systemie funkcjonują – mówił Wojciech Stęchły.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA