fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Branża ochroniarska żegna strażników. Ile firm zniknie?

Adobe Stock
Urzędowo windowane koszty pracy, zamykane przez pandemię centra handlowe i stadiony a do tego perspektywa waloryzacji umów z kontrahentami, którzy sami walczą z covidowym kryzysem to dziś trudne wyzwania dla dostawców usług związanych z bezpieczeństwem.

Warta ok. 10 mld zł rocznie i zatrudniająca ćwierć miliona pracowników polska branża ochrony, zwykle wychodziła obronną ręką z najcięższych opałów, dowodząc swej witalności. Dziś wśród przedsiębiorców dominuje niepewność. Sławomir Wagner, znawca branży twierdzi, że sytuacja jest trudna, by nie powiedzieć - krytyczna.

Ubędzie firm, odprawieni zostaną ludzie

- Co dwudziesta polska firma security zniknie z rynku, te które przetrwają a dziś np. pilnują bezpieczeństwa w centrach handlowych pożegnają co trzeciego pracownika – prognozuje Polski Holding Ochrony, stołeczna grupa skupiająca kilkadziesiąt branżowych spółek.

Zdaniem Wagnera, szefa Rady Nadzorczej PHO i współautora najnowszej analizy biznes security znalazł się pod ścianą, bo władza zignorowała ostrzeżenia przedsiębiorców i w środku ostrego kryzysu związanego z Covid-19 zdecydowała się wprowadzić w tym roku wyższe minimalne stawki godzinowe i podwyższoną płacę minimalną. A koszty pracy to kluczowy parametr w outsourcingowym biznesie związanym z bezpieczeństwem.

Nic dziwnego zatem, że oczekiwania w większości z ok. 2,5 tys. spółek security są pesymistyczne. - Przewidujemy utratę kontraktów i spadek rentowności spółek w wyniku braku możliwości wynegocjowania nowych stawek dla pracowników - mówi Wagner.

Pora na dowartościowanie bezpieczeństwa

- To obawy zdecydowanie na wyrost, nie podzielamy katastroficznych prognoz Polskiego Holdingu Ochrony - uspokaja Krzysztof Bartuszek prezes Security Polska, spółki ze ścisłej czołówki sektora ochrony w kraju. Bartuszek przekonuje, że warto na problem rosnących kosztów pracy w branży security popatrzeć z innej perspektywy. – Stawki za nowoczesną, dobrej jakości ochronę powinny iść w górę by odpowiedni poziom życia pracowników przestał być wreszcie wstydliwym problemem – mówi szef krajowego oddziału skandynawskiego, globalnego giganta usług związanych z bezpieczeństwem. – Od dawna jesteśmy zdania, że wszystkie formy zatrudnienia w outsourcingu bezpieczeństwa powinny być ozusowane a wynagrodzenie w branży ochrony ma rosnąć tak by podnosić zaufanie do jakości obsługi prestiżu zawodu i budować wyższe standardy pracy w niedowartościowanych polskich usługach - zaznacza.

To, dlatego też polski Securitas już dawno wycofał się z oferowania na rynku najzwyklejszej ochrony fizycznej czy najprostszego monitoringu. Prezes Bartuszek: zabiegamy o uczciwe stawki dla naszych pracowników by mogli skoncentrować się na solidnej pracy, poprawianiu jakości rozwiązań i budowaniu zaufania do oferty firmy. Obecnie specjalnością Securitasu stało się wprowadzanie zaawansowanych i zintegrowanych systemów bezpieczeństwa wspartych elektroniką, nowoczesnymi rozwiązaniami obserwacji wizyjnej i kontroli dostępu. – Ściśle współpracujemy z naszymi klientami przy tworzeniu zabezpieczeń dopasowanych do ich potrzeb. A ostatnio także do obecnych szczególnych wyzwań związanych z pandemią Covid – 19 – mówi Bartuszek.

Kłopoty z waloryzacją

- Jeśli tak wygląda rzeczywistość w ocenie szefa Securitasu – to zazdroszczę komfortu w biznesie. Zapewne też łatwiej radzić sobie z obecnym w kryzysem, gdy ma się w portfelu przede wszystkim bogatszych, sieciowych kontrahentów, dla których priorytetem jest utrzymywanie wysokich standardów a większym problemem nie są koszty usług i rosnące wyższe stawki godzinowe – ocenia Tomasz Wojak prezes potężnej korporacji Seris/Konsalnet, zatrudniającej 18,5 tys. pracowników ochrony (ubiegłoroczne przychody 938 mln zł). Francusko- belgijski Seris, przejmując 2 lata temu segment ochrony fizycznej i monitoringu Konsalnetu – firmy z ścisłej czołówki polskiego rynku security - objął lwią część krajowych zleceń na ochronę centrów handlowo - usługowych, banków czy sieci sklepów.

Prezes Wojak podkreśla, że Seris od roku, tak jak cała branża, ponosi konsekwencje obecnego kryzysu: sanitarne restrykcje, czyli zamykanie centrów handlowych oznacza zwykle cięcia w zamówieniach, redukcję miejsc pracy w ochronie i konieczność renegocjacji kontraktów. Klientów, którzy przecież w pandemii też cienko przędą, coraz trudniej przekonać do waloryzacji umów czy urzędowo wprowadzanych nowych stawek godzinowych za pracę w usługach. - Rzeczywiście jest z tym poważny kłopot - mówi szef Serisu.

E-commerce wyznacza trendy w ochronie

- Kolejne lock downy w gospodarce spowodowane pandemią Covid-19, zamykanie z dnia na dzień galerii handlowych ograniczyło zapotrzebowanie na ochronę, a więc nasze przychody ucierpiały – przyznaje prezes Wojak. Aby dopasować liczbę personelu do nowych oszczędnościowych wersji ochrony w ciągu ostatniego roku musieliśmy zwolnić co najmniej 5 proc. pracowników - dodaje Tomasz Wojak.

Nie tylko menedżerowie Serisu dostrzegają widoczne gołym okiem zmiany w otoczeniu ochroniarskiego biznesu: covidowe restrykcje np. zamrażanie stacjonarnego handlu sprzyja gwałtownemu rozwojowi sfery e- commerce. Aktywność handlowców przenosi się szybko do sieci, co oznacza ograniczenie zapotrzebowanie na ochronę fizyczną – przekonuje prezes Wojak. Seris tak jak inne spółki w tej sytuacji w przyspieszonym tempie oferuje i rozwija systemy elektronicznego monitoringu, nowoczesnych zabezpieczeń opartych o złożone rozwiązania kontroli dostępu czy analizy obrazu z kamer telewizyjnych. Kurczenie się liczby miejsc pracy w najprostszej, fizycznej ochronie i wypełnianie miejsca po strażnikach przez wyrafinowany sprzęt to już nieodwracalny, trwały trend.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA