fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Prezes - zawód wysokiego ryzyka. Polityka wymiata fachowców

Adobe Stock
Uderzenie w byłych szefów państwowych spółek ograniczy dopływ menedżerów.

Rada ekspertów dla menedżerów po zatrzymaniach przez prokuraturę b. szefów Orlenu i Lotosu? Nie obejmować stanowisk w państwowej spółce.

Prof. Krzysztof Obłój, ekspert zarządzania strategicznego z Akademii Leona Koźmińskiego, zwraca uwagę, że w przypadku stanowisk menedżerów, które są zależne od władzy politycznej, zawsze sprawdza się powiedzenie, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

– Są zmieniani jak rękawiczki przez ekipy polityczne i rozliczani przez nie w nieskończoność. Dlatego optymalną strategią jest nigdy nie zajmować takiego stanowiska – twierdzi prof. Obłój.

Również Wiesław Rozłucki, były prezes GPW, uważa, że ryzyko menedżerskie w spółce, w której polityka ma za dużo do powiedzenia, jest w tej chwili ogromne. A ludzie, którzy obejmują tego typu funkcje, muszą rozważyć profil ryzyka w stosunku do korzyści z danego stanowiska. To zaś oznacza, że do państwowych firm będą gotowe iść tylko osoby z większą tolerancją ryzyka politycznego. Co więcej, nie będą chciały podejmować ryzykownych decyzji, a czasem w ogóle jakichkolwiek decyzji. A prowadzenie biznesu wymaga podejmowania codziennie bardzo wielu decyzji, w tym wielu ryzykownych.

– Jeżeli menedżer będzie się bał, że z przyczyn politycznych może być skierowany wobec niego jakiś zarzut, będzie się ociągał z podejmowaniem działań. To jest zabójcze dla biznesu – twierdzi Rozłucki.

Zdaniem Andrzeja Nartowskiego, eksperta corporate governance, który od lat obserwuje sytuację kadrową w spółkach Skarbu Państwa, brak stabilności w ich zarządach i niewielka decyzyjność szefów państwowych firm już wcześniej powodowały, że dobrzy menedżerowie zwykle omijali je z daleka. – Inspirowane doraźnymi interesami politycznymi zatrzymania byłych prezesów i dyrektorów dużych spółek mogą ich dodatkowo zniechęcić – twierdzi Nartowski.

Z kolei Waldemar Paturej, prezes Grupy HRC i szef CFR Global Executive Search (międzynarodowego sojuszu firm rekrutujących menedżerów), ocenia, że polityczna fala zatrzymań byłych szefów państwowych firm wzmocni krytyczne nastawienie wielu menedżerów do pracy w państwowych firmach. Nie chodzi tylko o kandydatów na prezesów; w jeszcze większym stopniu dotyczy to pozostałych członków zarządów czy kluczowych dyrektorów firm.

Państwowa miotła w rękach CBA

Szefowie spółek Skarbu Państwa muszą się liczyć z ryzykiem politycznym i po odejściu ze stanowiska. A to może odstraszać menedżerskie talenty od tych firm.

Nasz barometr prezesów „Rzeczpospolitej", mierzący od kilku lat rotację prezesów największych spółek Skarbu Państwa, potwierdza, że są to mało stabilne stanowiska. Seria ostatnich zatrzymań byłych szefów i dyrektorów największych firm paliwowych, a także pogłoski o szykujących się kolejnych aresztowaniach pokazują zaś, że te posady wiążą się z dodatkowym ryzykiem. A to dodatkowo może zniechęcić menedżerskie talenty do pracy w państwowych spółkach. Generalnie najlepsi menedżerów szukają najlepszych możliwości kariery, a o takie możliwości wcale nie jest łatwo w spółkach Skarbu Państwa, gdzie wiele rzeczy nie zależy od zarządu, ale od uwarunkowań politycznych – twierdzi Maciej Kotowicz, szef polskiego oddziału globalnej firmy executive search SpenglerFox. Nie tylko on jest tego zdania. – Brak stabilności w zarządach spółek Skarbu Państwa i niewielka decyzyjność szefów państwowych firm już wcześniej powodowały, że dobrzy menedżerowie zwykle je omijali z daleka. Inspirowane doraźnymi interesami politycznymi zatrzymania byłych prezesów i dyrektorów dużych spółek mogą ich dodatkowo zniechęcić – ocenia Andrzej Nartowski, ekspert corporate governance i emerytowany prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów, który od lat obserwuje i krytycznie komentuje obrotowe drzwi (tak określa sytuację kadrową) w zarządach i radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa.

Również Waldemar Paturej, prezes Grupy HRC i szef CFR Global Executive Search (międzynarodowego sojuszu firm rekrutujących menedżerów), ocenia, że polityczna fala zatrzymań byłych szefów państwowych firm tylko wzmocni krytyczne nastawienie wielu menedżerów do pracy w państwowych firmach.

Prezesi jak rękawiczki

– Już od czasów SLD standardy obsadzania stanowisk w spółkach Skarbu Państwa są niskie, na stanowiska zarządcze trafia tam wiele przypadkowych osób, a wymiana kadr od lat przypomina podział łupów. W rezultacie najlepsi menedżerowie zwykle trzymają się od nich z daleka – ocenia Paturej.

Jak zwraca uwagę prof. Krzysztof Obłój, ekspert zarządzania strategicznego z Akademii Leona Koźmińskiego, w przypadku stanowisk menedżerów, które są zależne od władzy politycznej, zawsze sprawdza się powiedzenie, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. – Są oni zmieniani jak rękawiczki przez ekipy polityczne i rozliczani przez nie w nieskończoność. Dlatego optymalną strategią jest nigdy nie zajmować takiego stanowiska. I część menedżerów faktycznie trzyma się tej zasady. – Tylko że w Polsce, jeśli ktoś chce być menedżerem wielkiej spółki, to wybór ma bardzo ograniczony – przypomina prof. Obłój.

Jak jednak zaznacza Andrzej Nartowski, naprawdę dobry menedżer musi dzisiaj zdawać sobie sprawę, że jego kariera nie kończy się między Odrą i Nysą Łużycką a Bugiem.Według niego trudno obecnie wskazać argument, który mógłby skłonić cenionych, mających mocną pozycję zawodową menedżerów do przyjęcia oferty pracy w firmie, gdzie o obsadzie stanowisk decydują zupełnie inne kryteria niż doświadczenie czy kompetencje. Tym bardziej że zwykle nie narzekają na brak atrakcyjnych ofert pracy, także z zagranicy.

Nartowski wspomina niedawną rozmowę z doświadczoną menedżer, która nie kryła, że ostatnie informacje o zatrzymaniach byłych szefów dużych firm skłoniły ją do ponownego rozważenia propozycji pracy za granicą, choć wiązałoby się to z niełatwą dla rodziny przeprowadzką. Wcześniej miała też oferty z państwowych firm, które jednak konsekwentnie odrzucała.

Na łasce polityków

– W spółkach Skarbu Państwa głównym kryterium doboru kadr jest ich przydatność polityczna. W dodatku nie zapewniają one obiecujących perspektyw kariery. Nie wiadomo, kiedy się skończy łaska decydentów politycznych, co się może stać nagle i niespodziewanie – zaznacza Nartowski.

Jak zwraca uwagę, chociaż polityczne kryterium doboru kadr w spółkach SP jest cechą każdej rządzącej ekipy, a niekiedy powyborcza miotła dosięgała nawet sprzątaczek, to obecnie obrotowe drzwi w zarządach spółek SP kręcą się znacznie szybciej, a do tego doszła praktyka przerzucania menedżerów między firmami niezależnie od ich kompetencji i doświadczenia.

Co prawda, duże spółki SP, będące często liderami w swoich branżach, w teorii zapewniają swoim zarządom dużą decyzyjność – większą niż w przypadku spółki należącej do globalnej korporacji. Tyle że ta decyzyjność często jest iluzoryczna. – Problem w tym, że to nie prezes, ale telefon z ministerstwa czy z Nowogrodzkiej decyduje, że państwowy bank udzieli kredytu jakiejś firmie, zainwestuje, a duża spółka Skarbu Państwa zasili rządową fundację, która zrobi dla kilku osób imprezę w Miami – oburza się Nartowski.

Jak zaznacza Waldemar Paturej, rezerwa menedżerów wobec pracy w państwowych firmach nie dotyczy tylko potencjalnych kandydatów na prezesów. W jeszcze większym stopniu dotyczy pozostałych członków zarządów czy kluczowych dyrektorów firm. Zdaniem szefa HRC w Polsce jest wielu świetnych menedżerów, którzy robią kariery w międzynarodowych firmach (np. w czołowych koncernach paliwowych). Niekiedy dostają oferty pracy w dużych polskich firmach, ale rzadko je przyjmują.

– Bardzo dobry dyrektor nie będzie pracował z trzeciorzędnym prezesem z politycznego powołania, który często dopiero po objęciu stanowiska w dużej państwowej spółce staje się „gwiazdą biznesu". Trudno jest też później znaleźć prawdziwą gwiazdę na jego następcę – dodaje szef HRC.

Polisy mało popularne

Większość zarządzających zdaje sobie sprawę z ryzyka wyrządzenia szkody poprzez błędną decyzję, ale tylko nieliczni wiedzą o polisach D&O. Ponad połowa członków zarządu oraz rad nadzorczych w Polsce uważa, że niebezpieczeństwo wyrządzenia szkody dla firmy ma wpływ na podejmowane przez nich decyzje, a 65 proc. ocenia, że przydałaby się jakaś forma zabezpieczenia przed błędami ułatwiająca podejmowanie decyzji – wynika z ubiegłorocznego sondażu przeprowadzonego na zlecenie polskiego oddziału Colonnade Insurance, który objął 300 menedżerów firm różnej wielkości. Tylko 16 proc. znało polisy D&O (Directors & Officers Liability Insurance), chroniące prywatny majątek top menedżerów i samą spółkę przed finansowymi konsekwencjami ich decyzji.

Krzysztof Obłój ekspert zarządzania strategicznego, Akademia Leona Koźmińskiego

Biorąc pod uwagę częstotliwość zarzutów pod adresem menedżerów spółek publicznych w ostatnich 30 latach, w spółce kontrolowanej przez Skarb Państwa optymalnym wariantem jest nic nie robić. Jednak w przypadku prezesa czy członka zarządu jest to niemożliwe w okresie dłuższym niż kilka miesięcy. A gdy podejmuje się decyzje i za tym idą działania, to zawsze jest ryzyko błędów jak i możliwość negatywnej oceny przez inne ekipy, czego efektem jest najczęściej prokurator.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA