fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zachód wciąż bruździ naszym firmom

Adobe Stock
Ministerstwo Rozwoju przygotowało czarną księgę barier w dostępie do jednolitego rynku UE. Pytanie, czy pomoże to w usuwaniu tych utrudnień.

Choć w całej Unii honorowany jest znak CE oznaczający, że dany produkt spełnia wszystkie unijne wymagania, w kraju X od firm budowlanych wymagane są dodatkowe certyfikaty, obowiązujące tylko w tym kraju. W kraju Y, nieuznawane są polskie zezwolenia na pracę wydawane ukraińskim pracownikom delegowanym przez polskiego pracodawcę, zaś w kraju Z – wymaga się, by w ogóle wszyscy delegowani pracownicy byli wcześniej zatrudnieni w danej firmie (co oznacza brak możliwości wysłania za granicę osób np. wcześniej bezrobotnych).

Różny kaliber przewinień

Powyższe sytuacje to przykłady utrudnień na poziomie danego kraju, na jakie napotykają polskie firmy świadczące tam usługi. Ministerstwo Rozwoju, po rocznej pracy, zebrało takie naganne praktyki w „czarną księgę barier na rynku wewnętrznym", która w czwartek została przedstawiona opinii publicznej. Pokazuje w sumie 13 różnych mechanizmów, które mogą być dyskryminujące dla firmy spoza danego kraju. To sprawy różnego kalibru, od tych ocierających się o łamanie unijnych dyrektyw (głównie dotyczą one praw pracowników) po lżejsze „przewinienia", ale zwiększające koszty i obciążenie biurokratyczne.

Czytaj także:  Małe i średnie firmy rzadziej myślą o rozwoju w 2020 r. 

Przykładowo w jednym z krajów wymagane są identyfikatory dla wszystkich pracowników budowlanych. By je wyrobić, potrzebny jest taki dokument, który można zeskanować „na raz". Polski dowód osobisty ma zaś dwie strony, nasi budowlańcy musza więc wyrabiać sobie paszporty.

– Analiza barier prowadzona przez Ministerstwo Rozwoju jest słusznym i zasadnym działaniem – komentuje dla „Rzeczpospolitej" Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. – Bo chociaż w sensie formalnym prawodawstwo państw europejskich nie dyskryminuje przedsiębiorstw polskich, jednak istotnym zagadnieniem jest praktyka utrudniania dostępu do rynku – dodaje. Jako przykład Styliński podaje rynek skandynawski, gdzie wyzwaniem okazuje się... uruchomienie rachunku bankowego. To wymóg konieczny, by prowadzić tam działalność, ale by tego dokonać, trzeba posiadać stosowne wpisy np. w rejestrze handlowym. A taka czynność, gdy wnioskuje o nią polska firma, trwa miesiącami.

Naginanie prawa

Poza tym w różnych krajach od czasu do czasu pojawia się wymóg, by wszyscy pracownicy posługiwali się lokalnym językiem, dokumenty przetargowe czy inne są publikowane tylko w języku danego kraju, a od firm i ich pracowników oczekuje się spełnienia obostrzeń, którym można sprostać tylko w danym kraju.

– Dobrze więc, że Ministerstwo Rozwoju przygotowało raport pokazujący, jak jednolity rynek usług funkcjonuje w praktyce – zaznacza też Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP. – Naganne praktyki wskazujące na nierówne traktowanie podmiotów krajowych i zagranicznych, niestety, wciąż się zdarzają. Dotyczą zresztą nie tylko Polski, ale w ogóle krajów naszego regionu, bo nasze firmy okazują się być bardzo konkurencyjne wobec podmiotów z krajów zachodnich nie tylko pod względem kosztów, ale też jakości świadczonych usług. Administracje zachodnie starają się więc bronić przed naszymi firmami, naginając przepisy tak, by nie złamać prawa, ale by utrudnić im dostęp do swojego rynku – dodaje Pączka.

Pierwszy krok

– Opracowanie czarnej księgi to tylko pierwszy krok w walce o równe traktowanie firm na jednolitym rynku – przekonywała w czwartek Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju. W kolejnych krokach raport zostanie przedstawiony Komisji Europejskiej, a także będzie używany jako konkretny argument w rozmowach bilateralnych z poszczególnymi państwami. – Polska konsekwentnie od lat opowiada się za pogłębieniem integracji rynku wewnętrznego. Liczymy, że nasz raport zwróci na forum UE baczniejszą uwagę na występujące w tym zakresie problemy i konieczność poszukania rozwiązań. Dalsza integracja, przy jednoczesnej eliminacji barier, przyniesie wszystkim korzyści. Liberalizacja sektora usług przyniosłaby wzrost unijnego PKB o ok. 2 proc. – podkreślała Emilewicz.

– To dobry kierunek działań – zauważa Piotr Semeniuk, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Nawet jeśli uda się usunąć jedną czy dwie opisane bariery, to będzie już duży postęp – dodaje.

Dlaczego tylko jedną czy dwie? Semeniuk wyjaśnia, że rozmowy dwustronne z konkretnymi krajami mogą być bardzo trudne, bo nikt wprost i oficjalnie nie stosuje rozwiązań protekcjonistycznych. Jeśli już, to jest to robione pod przykrywką ostrych wymogów, ale dla wszystkich.

Ekspert dodaje, że Polska powinna skupić się, by przekonać do swoich racji Komisję Europejską. – A dokładniej te jej dyrekcje, które mają bardziej liberalne nastawienie, bo KE nie mówi jednym głosem – wyjaśnia. Przykładowo generalna dyrekcja ds. rynku wewnętrznego czy ds. konkurencji idą w jedną stronę, a dyrekcje ds. pracy czy energii – w przeciwną. Efektem tych rozbieżności jest chociażby dyrektywa o pracownikach delegowanych, planowany pakiet mobliności czy nowe przepisy o płacy minimalnej, w których interesy państw zachodnich przeważają nad interesami całej UE.

Opinia dla „rz"

Marek Benio, współzałożyciel Inicjatywy Mobilności Pracy

Naganne praktyki wobec polskich firm dotyczą także działań służb kontrolnych. Ostatnio nasiliły się one np. we Francji. Trudno im zarzucić wprost łamanie unijnego prawa, ale w efekcie sugestii służb wszczynane są postępowania, w których są stawiane najpoważniejsze, nawet karne zarzuty. Mam wrażenie, że tylko po to, aby przestraszyć nie tylko naszych przedsiębiorców, ale także ich lokalnych kontrahentów. Dlatego śledzimy takie przypadki bardzo uważnie.

Wysoka nadwyżka w wymianie

Firmy znad Wisły wdarły się z impetem na jednolity rynek usług. Dobrym przykładem są usługi transportowe, gdzie zdobyliśmy już pozycję lidera. Jak wynika z danych Eurostatu, ciężarówki z polskimi kierowcami realizują aż jedną czwartą rynku pracy przewozowej w transporcie międzynarodowym. Na terenie całej UE pojawiło się też dużo polskich firm budowlanych.

W efekcie Polska może się pochwalić imponującym bilansem w wymianie międzynarodowej, właśnie jeśli chodzi o usługi. Na koniec 2019 r. mogliśmy odnotować nadwyżkę rzędu nawet ponad 100 mld zł – gdy wchodziliśmy do UE było to ok. 7 mld zł. Tym samym Polska awansowała na piąte miejsce w Unii pod względem wysokości nadwyżki w handlu usługami. ?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA