fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Koronawirus zagraża milionom miejsc pracy w przemyśle odzieżowym

AFP
Azja z niepokojem patrzy na załamanie popytu w Europie i USA. Miliony robotników i robotnic mogą stracić pracę w przemyśle odzieżowym.

Przemysł odzieżowy w Azji z przerażeniem patrzy na sytuację w Europie i w USA. Kolejne państwa Zachodu ograniczają funkcjonowanie handlu do zaspokajania tylko podstawowych potrzeb, co dramatycznie ogranicza popyt na inne dobra.

- Cała branża ma zamknięte sklepy, marki i sprzedawcy mają obecnie nadpodaż, niezależnie od tego jakie zamówienia złożyli. Mają też obawy o to, że mogą nie sprzedać tego co mają, więc faktycznie albo anulują zamówienia albo opóźniają ich wysyłkę – mówi, cytowany przez CNBC, Stanley Szeto, szef Lever Style, producenta odzieży z Hongkongu.

Czytaj także: Idą wielkie promocje ubrań przez internet. Sklepy stawiają na sieć 

- Sądzę, że w nikt nie odczuwa braku wyjściowej koszuli – dodaje Szeto.

Lever Style szyje ubrania dla marek takich, jak Hugo Boss czy Everlane.

Zdaniem Szeto wiele fabryk w Azji już traci zamówienia. A to właśnie azjatyckie kraje, takie jak Bangladesz, Chiny i Kambodża są najważniejszymi producentami ubrań na świecie. Fabryki w Bangladeszu, drugim po Chinach producencie odzieży na świecie, już teraz straciły zamówienia warte 2,6 mld dolarów. Zamówienia traci ponad 4600 fabryk, które w tym kraju szyją na zamówienie europejskich i amerykańskich marek. Zagraża to 4,1 miliona ludzi, którzy pracują w przemyśle odzieżowym.

- Wysyłamy dokumenty eksportowe i wtedy dostajemy zapłatę. Jeżeli jej nie dostajemy, to w zasadzie nie mamy jak zapłacić robotnikom. To jest dla nas tak trudne, że nawet z marcowymi pensjami był kłopot – mówiła CNBC Rubana Huq, szefowa zrzeszenia bangladeskich producentów i eksporterów odzieży.

Według zrzeszenia producentów i eksporterów gotowe ubrania odpowiadają za ponad 84 procent eksportu Bangladeszu wartego w roku fiskalnym 2018-2019 40,5 miliarda dolarów.

- Martwię się, co się zdarzy tylu ludziom – 4,1 miliona, pracującym w sektorze odzieżowym i którym nie jesteśmy w stanie zapewnić odpowiedniej opieki – dodawała Huq.

W zeszłym tygodniu Rubana Huq wydała wideo apel do marek odzieżowych, w którym wezwała by zapłaciły chociaż za to, co jest już produkowane. Producenci deklarują, że chcą zapłacić robotnikom i wzywają marki, by zareagowały i odpowiedziały na apel.

Problemy z brakiem popytu i kasowaniem zamówień mają też fabryki w innych krajach. Chińscy przedsiębiorcy jeszcze niedawno, w czasie zamknięcia fabryk w tym kraju z powodu epidemii, martwili się tym, jak nadążą z realizacją zamówień. Teraz martwią się tym, że załamał się popyt i muszą zwalniać pracowników. Ocenia się, że w Chinach może w II kwartale przybyć 22 mln bezrobotnych.

Przedstawiciele przemysłu odzieżowego z Bangladeszu czy z Hongkongu obawiają się, że wzrost bezrobocia może prowadzić do niepokojów społecznych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA