fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpłatna pomoc prawna

Kamila Ferenc, laureatka 18. edycji konkursu Prawnik Pro Bono: Pomaganie ma głęboki sens

Adam Bodnar, Kamila Ferenc, Filip Czernicki, Tomasz Pietryga
Robert Gardziński
Zyskując dostęp do większej wiedzy lub umiejętności, mamy pewną misję dzielenia się nimi z osobami, które takiej szansy zostały pozbawione – mówi aplikantka adwokacka Kamila Ferenc, laureatka 18. edycji konkursu Prawnik Pro Bono.

Jak to się zaczęło? Kiedy pojawiła się w pani chęć pomagania innym?

Już w szkole miałam potrzebę angażowania się w akcje oparte na wolontariacie. Chodziłam do świetlicy środowiskowej, gdzie pomagałam innym dzieciom, czasem z grup defaworyzowanych, w odrabianiu lekcji. Czułam potrzebę robienia takich rzeczy, ale były to raczej działania spontaniczne. Dopiero na studiach prawniczych, udzielając się w komisji stypendialnej czy klinice prawa, poczułam, że profesjonalna pomoc ludziom w trudnej sytuacji ma głęboki sens. Żywię przekonanie, że jeśli ma się jakiś przywilej, to powinno się nim w pewien sposób podzielić. Moim było to, że mogę studiować prawo w Warszawie – a pochodzę z Suwałk, gdzie moi rodzice bardzo ciężko pracowali, by na początku umożliwić mi utrzymanie się w stolicy. Czułam, że warto jest w związku z tym pomóc osobom, których nawet mimo ciężkiej pracy na to nie stać. Zyskując dostęp do większej wiedzy lub umiejętności, w mojej ocenie mamy pewną misję dzielenia się nimi z osobami, które takiej szansy zostały pozbawione.

Sprawa, która utwierdziła panią w tym, że chce pani być prawnikiem zaangażowanym społecznie to...

Nie potrafię wymienić jednej. Po studiach zaczęłam angażować się w pomoc organizacjom pozarządowym i tu pojawił się szereg spraw, które mną wstrząsnęły. Jak reprezentowanie w 2016 roku kobiety, której płód nie miał wykształconej czaszki i był skazany na śmierć. Wtedy zderzyłam się z tym, jak działa system ochrony zdrowia i jak strasznie traktuje kobiety i rodziny, które są w bardzo trudnej życiowej sytuacji. Mimo tego, że w sprawie zachodziły przesłanki do legalnej aborcji, szpitale nie chciały jej wykonać. Mojej klientce zlecano wciąż te same badania, pokazywano ją jako ciekawy przypadek kliniczny studentom, traktowano bardzo obcesowo. Finalnie do przerwania tej ciąży doszło. Znaleźliśmy szpital położony kilkaset kilometrów od miejsca jej zamieszkania. Teraz ta kobieta została po raz drugi szczęśliwą mamą, a my będziemy składać skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na sposób, w jaki została potraktowana przez własne państwo.

Prowadzi pani sprawy ciężkie gatunkowo. Jak oddziela pani życie zawodowe od prywatnego?

Jakiś czas temu przestałam nawet próbować oddzielać te sfery życia. Stwierdziłam, że lepiej funkcjonuję, gdy moje życie zawodowe i prywatne łączy się w jedno – to moja tożsamość. Co nie znaczy, że wrzucam prywatę do pracy nad sprawą – istnieją standardy profesjonalizmu, które mnie wiążą. Jeśli jest taka potrzeba, pracuję nocami. Spodziewam się, że podczas spotkania z przyjaciółmi będę musiała ich opuścić i np. udzielić pomocy osobie zatrzymanej podczas demonstracji. Zaakceptowałam taki styl na obecnym etapie życia i spełniam się w nim. Walka o realną ochronę praw człowieka – to jest teraz dla mnie najważniejsze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA