fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jacek Nizinkiewicz: PiS plącze w sprawie epidemii

Premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Codziennie władza zaprzecza wcześniejszym zapewnieniom o kontrolowaniu kryzysowej sytuacji. Tonowanie nastrojów wygląda na kupowanie czasu przed 10 maja.

– To, że koronawirus pojawi się w Polsce, jest pewne. Ważne, jak zareagujemy – mówił 2 marca Łukasz Szumowski, minister zdrowia. Wcześniej – pod koniec lutego – gdy wirus był już w Europie, minister był na nartach we Włoszech. Po powrocie pytany w RMF, czy przebadał się i poszedł na kwarantannę, odpowiedział: „Ani się nie przebadałem, ani się nie zbadałem, nie poszedłem na kwarantannę – poszedłem do pracy”.

W styczniu Agencja Wywiadu ostrzegała, że zagrożenie Covid-19 w Polsce jest realne, trzeba się na nie przygotować, a epidemia na pewno nie ograniczy się tylko do obszaru Chin. W środę 18 marca w TVP premier Mateusz Morawiecki mówił, że rząd szykował się „parę miesięcy” na wirusa, ale już dzień później wycofał się z tych słów, mówiąc: „Dwa miesiące temu nikt o tym nie wiedział”. Kiedy mówił prawdę?

Senator i kardiolog Agnieszka Gorgoń-Komor przypomniała, jak w lutym wyglądało posiedzenie senackiej Komisji Zdrowia, w związku z epidemią w Chinach: – Spotkałam się wtedy z wyśmianiem, wyszydzaniem, zachętą do gry w Chińczyka przez Jarosława Pinkasa. To nie było zachowanie godne głównego inspektora sanitarnego – mówiła.

Pod koniec lutego szef GIS na wskazywane przez opozycję zaniechania władz mówił: „Wielu polityków powinno sobie włożyć lód do majtek”. A miesiąc temu Michał Dworczyk zapewniał: – Jesteśmy przygotowani na koronawirusa niezależnie od skali zachorowań.

Po tym jak personel szpitali skarżył się na brak sprzętu i testów, szef Kancelarii Premiera zmienił zdanie, przyznając: „Mamy bardzo poważne problemy, jeśli chodzi o medyczny sprzęt ochronny. Nie doceniono skali zagrożenia”.

Dlaczego rządzący zignorowali ostrzeżenia służb specjalnych? Czy rząd przygotował społeczeństwo na drugą falę epidemii, czyli zwolnienia i kryzys w gospodarce? Jeszcze pod koniec lutego Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju, twierdziła, że koronawirus może być szansą dla polskich przedsiębiorców. 20 marca wyrażała nadzieję, że epidemia nauczy Polaków, że „należy się ubezpieczać”. Dziś przedsiębiorcy i eksperci mówią, że tarcza antykryzysowa nie uratuje pracodawców i pracowników.

Ministerstwo Zdrowia zakazało wojewódzkim konsultantom medycznym wydawania samodzielnych opinii na temat sytuacji epidemiologicznej i zagrożeń dla kadry medycznej. Rządzący zapewniają, że liczba zakażeń nie jest w Polsce tak dramatyczna jak w innych krajach. Ale eksperci coraz częściej podnoszą, że może dochodzić do zaniżania statystyk.

PiS tonuje nastroje i nie chce Polaków straszyć, bo liczy, że do wyborów prezydenckich, które mają dać Andrzejowi Dudzie reelekcję w I turze, uda się zarządzać emocjami społecznymi. Tyle tylko, że jeśli potwierdzą się tezy, że statystyki są zaniżane, a społeczeństwo manipulowane, to PiS skończy jak węgierski rząd Gyurcsányego. Bo kłamać na dłuższą metę się nie da.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA