- Wirus RSV jest wirusem, który był zawsze i w zasadzie epidemie RSV notowaliśmy co roku. Natomiast typowy czas dla tych zachorowań był od listopada do lutego. Zazwyczaj w grudzień - styczeń mieliśmy rzeczywiście oddziały pediatryczne przepełnione dziećmi, które były zainfekowane tym wirusem. Wirus ten atakuje drogi oddechowe, przenosi się drogą kropelkową, także zarażamy się od osoby, która jest chora i kaszle, ma katar, natomiast najgroźniejszy to jest wirus dla najmłodszych dzieci. Chorują dzieci tak bardzo objawowo poniżej drugiego roku życia, natomiast groźne zakażenie jest to dla dzieci poniżej szóstego miesiąca życia. U tych dzieci dochodzi do stanu zapalnego oskrzelików, czyli tych najwęższych części układu oddechowego, które są bezpośrednio przed pęcherzykiem płucnym i w momencie, gdy tam dojdzie do obrzęku, gdy dochodzi do zmian zapalnych w pęcherzykach płucnych, jest upośledzony transport tlenu i dla dziecka to po prostu oznacza duszność. Także w praktyce jeżeli małe dziecko zaczyna mieć objawy typu gorączka, później dołącza się katar, kaszel, potem trudności z oddychaniem, przyspieszony oddech, wysiłek oddechowy, to jest ten czas, kiedy dziecko wymaga tlenu i musi znaleźć się w szpitalu - tłumaczyła lekarz.

Dr Stopyra podkreśliła, że w tym roku epidemia RSV zaczęła się znacznie wcześniej, bo już we wrześniu. - Wiążemy to na pewno z tym, że ubiegły rok, okres lockdownu, to był czas, kiedy tych zakażeń praktycznie nie widzieliśmy - wyjaśniała.

Jeżeli małe dziecko zaczyna mieć objawy typu gorączka, później dołącza się katar, kaszel, trudności z oddychaniem, przyspieszony oddech, wysiłek oddechowy, to jest ten czas, kiedy dziecko wymaga tlenu i musi znaleźć się w szpitalu

dr Lidia Stopyra

- Tych zachorowań w tym roku jest zdecydowanie więcej, dlatego że zazwyczaj co roku te najmłodsze dzieci chorowały na infekcje RSV. Natomiast ponieważ w tamtym roku mieliśmy czas, kiedy dzieci, które wtedy miały kilka miesięcy, nie zachorowały - dlatego że były izolowane w domu - to w tym roku mamy jakby dwa roczniki wrażliwe na zakażenie: dzieci, które w ubiegłym roku nie przechorowały, nie nabyły tej odporności, już są starsze, ale chorują pierwszy raz i chorują częściej, chorują ciężej, i mamy dzieci również te, które mają kilka miesięcy i one pierwszy raz się z tym wirusem stykają, i również chorują. Także mamy zdecydowanie więcej zakażeń. Natomiast oczywiście nie możemy zapominać o tym, że to się nam nakłada dokładnie na czwartą falę pandemii. Coraz więcej w tej chwili przyjmujemy do szpitala dzieci z COVID-19. I te szpitale są przepełnione. Zaczyna się też grypa - wymieniała specjalistka ds. chorób zakaźnych.

Lekarz przyznała, że „w zasadzie na wszystkich oddziałach dziecięcych w tej chwili mamy dostawki”. - Mamy przepełnione oddziały. To oznacza na pewno dużo gorsze warunki dla rodziców, bo po prostu jest ciasnota. Jeśli chodzi o kwestię dwojga dzieci w łóżeczku, to najczęściej to dotyczy oczywiście rodzeństwa, ewentualnie jakiegoś kuzynostwa. To nie jest tak, że całkiem inne dzieci się kładzie w jednym łóżeczku. Natomiast do tej pory jeżeli mieliśmy bliźnięta na oddziale, to one miały dwa łóżeczka. Teraz rzeczywiście prosimy rodziców, czy byśmy mogli w jednym łóżeczku je położyć, bo nie ma możliwości, brakuje łóżeczek. Oddziały są przepełnione, ale przepełnione są też tymi najmłodszymi dziećmi, więc też oprócz miejsca potrzebujemy łóżeczek tych najmniejszych, ze szczebelkami. Te dzieci małe nie mogą liczyć na dużych łóżkach bez barierek, bo po prostu spadną. Mama na chwilkę wyjdzie cie do łazienki i może dojść do nieszczęścia, więc tutaj starając się to bezpieczeństwo zachować najlepiej jest na przykład bliźnięta włożyć do jednego łóżeczka. Rodzice oczywiście chętnie się zgadzają, rozumieją sytuację - powiedziała dr Stopyra w programie „Onet Rano”.

Ekspert zaleciła, by „zwrócić uwagę na najmłodsze dzieci i ten sygnał, który jest groźny i który jest ostatecznym sygnałem, że należy szybko jechać do szpitala, to jest duszność u dziecka, to są trudności z oddychaniem”. - Jeżeli dziecko przyspiesza oddechy, widać wysiłek oddechowy, widać po klatce piersiowej, jak dziecko oddycha, że te oddechy są głębokie, że łapie powietrze, że męczy się przy jedzeniu, to wówczas jest najwyższy czas, żeby do szpitala jechać. To wymaga podania tlenu - tłumaczyła.

Czytaj więcej

RSV: groźny dla maluchów i osób starszych

- Wirus RS jest patogenem, przeciwko któremu - podobnie jak przy SARS-CoV-2 - nie mamy leku, który by dział przeciwwirusowo. Nie mamy też szczepionki. Możemy działać tylko objawowo, także podajemy tlen, podajemy leki przeciwobrzękowe, tak żeby dziecku umożliwić oddychanie. Jeśli chodzi o to, jak zapobiegać tej sytuacji, to dzieci, te najmłodsze, które chorują najciężej, zarażają się najczęściej od rodzeństwa w wieku przedszkolnym. Jeżeli jest mama z dzieckiem dwumiesięcznym, miesięcznym, kilkutygodniowym w domu, to rozsądniej byłoby, żeby na ten czas zabrała przedszkolaka z przedszkola, żeby on został w domu, żeby po prostu tej infekcji nie przynosił - zaleciła dr Lidia Stopyra.