W ostatnich latach zdrowie stało się w Polsce jednym z elementów debaty gospodarczej. Czy zaczynamy już traktować wydatki na ten cel jako inwestycję w rozwój kraju?

Marcin Bodio: Zdecydowanie tak. To myślenie zaczyna się zmieniać. Dzisiaj zdrowie nie jest już wyłącznie tematem medycznym czy społecznym, ale stało się kluczowym elementem dyskusji gospodarczej. Polska na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat dokonała ogromnego postępu gospodarczego. Obecnie jesteśmy szóstą największą gospodarką Unii Europejskiej i jednocześnie jedną z najszybciej rozwijających się, a nasz produkt krajowy brutto przekroczył już barierę biliona dolarów.

Jeżeli chcemy utrzymać wysokie tempo rozwoju, powinniśmy inwestować w jego fundament, a tym fundamentem jest zdrowie naszego społeczeństwa. Jednym z najważniejszych jest właśnie zdrowie społeczeństwa. Cieszy fakt, że coraz częściej traktujemy wydatki na zdrowie jako inwestycję, a nie jedynie jako koszt. Jest to bowiem inwestycja w produktywność, konkurencyjność i kapitał ludzki.

Zdrowy człowiek dłużej pozostaje aktywny zawodowo, rzadziej wymaga hospitalizacji i w większym stopniu uczestniczy w życiu gospodarczym kraju. Podobnie jak inwestujemy w infrastrukturę drogową, tak samo powinniśmy inwestować w zdrowie. Bez zdrowego społeczeństwa trudno będzie utrzymać dynamiczne tempo rozwoju państwa.

W kontekście negatywnych trendów demograficznych profilaktyka i dostęp do nowoczesnych terapii nabierają szczególnego znaczenia, ponieważ pozwalają jak najdłużej utrzymać obywateli w dobrym zdrowiu. Jak szybko możemy zobaczyć zwrot z takich inwestycji?

Monika Klaus: Sądzę, że zależy to przede wszystkim od konkretnego obszaru terapeutycznego. Z pewnością istnieją dziedziny, w których zwrot z inwestycji następuje niezwykle szybko. Dobrym przykładem są szczepienia ochronne wprowadzone do kalendarza szczepień obowiązkowych – chociażby przeciwko rotawirusom. Gdy porównamy koszty hospitalizacji dzieci z wydatkami, jakie płatnik publiczny ponosi na zakup szczepionek, okazuje się, że taka inwestycja zwraca się bardzo szybko – już w drugim lub trzecim roku od jej wdrożenia.

Warto również zwrócić uwagę na innowacyjne terapie onkologiczne stosowane na wczesnych etapach choroby, gdy rozpoznanie następuje w pierwszym lub drugim stadium nowotworu. Tego typu leczenie jest zazwyczaj ściśle określone w czasie i najczęściej trwa około 12 miesięcy. Może przynosić bardzo dobre i szybkie efekty, ponieważ u wielu pacjentów pozwala uzyskać tzw. całkowitą odpowiedź na leczenie (ang. complete response). Taki pacjent może powrócić do normalnego życia i aktywności zawodowej, co oznacza wymierne korzyści dla gospodarki i systemu społecznego.

Oczywiście sytuacja jest trudniejsza, gdy choroba nowotworowa zostaje zdiagnozowana w późniejszym stadium. Wówczas leczenie może trwać znacznie dłużej, ale niezależnie od tego jesteśmy winni pacjentom ratowanie ich życia wszelkimi dostępnymi sposobami.

Jesteśmy winni, ale czy nas na to stać? I tu wracamy do punktu wyjścia: czy to koszt, czy jednak inwestycja?

Marcin Bodio: Moim zdaniem pytanie nie powinno brzmieć, czy jest to koszt, czy inwestycja, ale czy stać nas na to, by w zdrowie nie inwestować. Koszty zaniechania i braku inwestycji w zdrowie w Polsce są bowiem gigantyczne – szacuje się je na ponad 115 mld zł rocznie. Przekłada się to również na ponad 140 tys. zgonów rocznie, których można byłoby uniknąć. Co ciekawe, a zarazem zatrważające, wskaźnik zgonów możliwych do uniknięcia jest średnio w Unii Europejskiej o połowę niższy niż w Polsce.

W debacie publicznej bez trudu przyjmujemy, że wydatki w określonych obszarach są inwestycją, nawet jeśli zwrot nastąpi dopiero po wielu latach. Dobrym przykładem jest sektor kosmiczny. Niedawno minister finansów Andrzej Domański, przy okazji uroczystości lokalizacji w Warszawie siedziby Europejskiej Agencji Kosmicznej, podkreślił, że każde euro zainwestowane w ten sektor przynosi 6 euro zwrotu i że będziemy inwestować w te technologie, ponieważ budują one naszą przyszłość i innowacyjność.

Chciałbym, abyśmy dokładnie taką samą logikę stosowali w odniesieniu do zdrowia. Gdy patrzymy na nowoczesne terapie wyłącznie przez pryzmat ich jednostkowej ceny, widzimy jedynie koszt, który musimy ponieść tu i teraz. Jeśli jednak spojrzymy szerzej, dostrzeżemy ogromną, wymierną wartość dla gospodarki. Potwierdzają to twarde dane. Kilka miesięcy temu Instytut WifOR opublikował raport, z którego wynika, że każde euro zainwestowane w innowacyjne leki w Polsce generuje dla gospodarki 9 euro zwrotu. W przypadku profilaktyki każde zainwestowane euro przynosi zwrot rzędu 14 euro, a szczepienia osób dorosłych dają aż 12-krotny zwrot z inwestycji.

Dlatego nie powinniśmy oceniać nowoczesnych terapii wyłącznie przez pryzmat ceny zakupu, ale przede wszystkim przez wartość, jaką wnoszą dla pacjentów, całego społeczeństwa i polskiej gospodarki.

Poruszamy tu jednak problem ograniczonych zasobów. Polski system ochrony zdrowia znajduje się pod presją finansową. Jak w takich realiach znaleźć równowagę między rosnącymi potrzebami pacjentów a realnymi możliwościami finansowymi państwa?

Marcin Bodio: Przede wszystkim musimy pogodzić się z faktem, że w starzejącym się społeczeństwie – a z takim procesem mamy do czynienia w Polsce – oraz przy rosnącej skali chorób przewlekłych potrzeby zdrowotne, a tym samym koszty ich zaspokojenia, będą stale rosły, niezależnie od naszych decyzji. Kluczowe jest więc stworzenie modelu finansowania ochrony zdrowia, który będzie przewidywalny i będzie nadążał za dynamicznym rozwojem gospodarczym kraju.

Obecnie jednym z najpoważniejszych wyzwań systemowych jest mechanizm finansowania oparty na tzw. regule n-2. Polega ona na tym, że podstawą do obliczania minimalnych wydatków na zdrowie w danym roku jest wartość PKB sprzed dwóch lat. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, który stosuje taki model. Co więcej, w Polsce żadna inna dziedzina nie jest objęta podobnym mechanizmem. W praktyce oznacza to, że poziom finansowania reaguje z dwuletnim opóźnieniem na zmiany zachodzące w gospodarce i na realne potrzeby pacjentów. Te potrzeby pojawiają się tu i teraz, podczas gdy adekwatne finansowanie przychodzi z opóźnieniem – często zbyt późno.

Drugim wyzwaniem jest brak stabilności i przewidywalności. Trudno planować rozwój nowoczesnego systemu ochrony zdrowia w perspektywie zaledwie jednego roku budżetowego. Podobnie jak w energetyce czy infrastrukturze, potrzebujemy jasnej, wieloletniej wizji oraz stabilnego planu finansowego, który pozwoli ją realizować.

Wracając więc do wspomnianej przez panią równowagi: moim zdaniem nie powinna ona polegać na ciągłym zarządzaniu niedoborami, lecz na stworzeniu takich ram systemowych, które zapewnią stabilne finansowanie i pozwolą kierować środki tam, gdzie przynoszą największą wartość dla pacjentów.

Mimo tych wszystkich trudności dostęp do innowacyjnych terapii w Polsce sukcesywnie się poprawia – a przynajmniej tak wynika z list refundacyjnych. Czy jednak wpisanie danego leku na listę refundacyjną automatycznie oznacza jego rzeczywistą dostępność dla pacjentów?

Monika Klaus: Napotykamy tu pewne wyzwania. W przypadku tzw. listy aptecznej, czyli leków przepisywanych na receptę i dostępnych w aptekach, sytuacja jest stosunkowo prosta. Gdy tylko decyzja refundacyjna wchodzi w życie, pacjent otrzymuje receptę od lekarza i może ją zrealizować w aptece. W tym obszarze opóźnień właściwie nie ma.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku programów lekowych, czyli innowacyjnych terapii stosowanych w warunkach szpitalnych. Tutaj czas od wejścia w życie decyzji refundacyjnej do momentu, w którym pierwszy pacjent rzeczywiście otrzyma leczenie, może wynosić od czterech do nawet sześciu miesięcy.

Z czego wynika to opóźnienie?

Monika Klaus: Wynika ono głównie z tego, że uruchomienie zupełnie nowego programu lekowego, obejmującego nową technologię medyczną, wymaga przeprowadzenia przez Narodowy Fundusz Zdrowia wielu procedur administracyjnych. Fundusz musi najpierw opracować szczegółowe kryteria dla placówek medycznych ubiegających się o możliwość realizacji danego świadczenia, a następnie przeprowadzić proces kontraktowania ośrodków.

Niestety procedury te są bardzo czasochłonne, a pacjenci z chorobami rzadkimi czy onkologicznymi tego czasu po prostu nie mają. Jako państwo powinniśmy więc dążyć do ich uproszczenia – po pierwsze, skracając czas kontraktowania ośrodków, a po drugie, usprawniając ścieżkę pacjenta.

To niezwykle istotna kwestia. Nawet jeśli dany ośrodek ma już podpisany kontrakt i może stosować określoną terapię, pacjent musi najpierw do niego trafić. Tymczasem w Polsce chorzy wciąż często krążą między różnymi placówkami, zanim zostaną skierowani do ośrodka prowadzącego dany program lekowy, w którym mogą otrzymać nowoczesne leczenie.

Spójrzmy teraz nieco szerzej, z perspektywy europejskiej. W ostatnich latach w Unii Europejskiej bardzo dużo mówi się o budowaniu konkurencyjności oraz strategicznej autonomii Wspólnoty. Jaką rolę w wymiarze geopolitycznym i gospodarczym ma do odegrania sektor Life Sciences?

Marcin Bodio: Nie ma dziś silnej gospodarki bez silnego sektora Life Sciences. To branża, która bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo zdrowotne obywateli, przyciąga znaczące inwestycje zagraniczne oraz tworzy wysokospecjalistyczne, dobrze płatne miejsca pracy. W skali całej Unii Europejskiej sektor ten generuje ponad 10 proc. PKB i zapewnia zatrudnienie blisko 30 mln osób.

Jednocześnie Europa stoi dziś przed poważnym wyzwaniem. Jeszcze do niedawna była niekwestionowanym globalnym liderem innowacji farmaceutycznych, jednak jej pozycja wyraźnie słabnie. Kilkanaście lat temu to na naszym kontynencie lokowano około 40 proc. globalnych nakładów na badania i innowacje w farmacji. Dziś ten udział spadł do zaledwie 31 proc. Nowe inwestycje i projekty badań klinicznych coraz częściej omijają Europę na rzecz innych regionów świata – głównie Stanów Zjednoczonych i Azji.

Można postawić tezę, że obecnie kraje i regiony nie rywalizują już tylko na poziomie pojedynczych innowacji czy produktów. Konkurują ze sobą całe ekosystemy innowacji. O sukcesie decydują stabilne i przewidywalne regulacje, partnerskie relacje między administracją publiczną a biznesem, skala nakładów przeznaczanych na projekty rozwojowe oraz – co bardzo ważne – sprawność operacyjna, na przykład szybkość uruchamiania i prowadzenia badań klinicznych.

Jeśli Europa chce zachować globalną konkurencyjność wobec Stanów Zjednoczonych i Azji, musi pilnie stworzyć warunki sprzyjające zarówno przyciąganiu, jak i utrzymywaniu strategicznych inwestycji na naszym kontynencie.

O rozmówcach

Marcin Bodio - dyrektor ds. Polityki Zdrowotnej i Komunikacji w MSD Polska
Monika Klaus - dyrektor ds. Farmakoekonomiki i Polityki Lekowej w MSD Polska

Foto: .