O wywołanej chorobą serca śmierci artysty jego rodzina poinformowała agencję AP. Bill Withers zmarł w Los Angeles w wieku 81 lat.

Reklama
Reklama

"Jesteśmy zdruzgotani stratą naszego kochanego, oddanego męża i ojca. (...) Za pośrednictwem swej poezji i muzyki szczerze zwracał się do ludzi i łączył ich ze sobą" - napisali w oświadczeniu bliscy Withersa. "Jego muzyka na zawsze należy do świata. W tych trudnych czasach modlimy się, że przyniesie ona fanom pocieszenie i radość" - dodali.

Bill Withers urodził się w 1938 r. w miasteczku Slab Fork w Wirginii Zachodniej, miał pięcioro rodzeństwa. Przez dziewięć lat służył w Marynarce Wojennej USA jako mechanik. Po zakończeniu służby przeniósł się do Los Angeles. Grając na kupionej w komisie gitarze nagrywał wersje demo swych utworów i rozsyłał je do wytwórni muzycznych w nadziei, że zostanie zauważony.

Został. Zadebiutował albumem "Just as I am" z 1971 r., na którym znalazła się piosenka "Ain't no sunshine", która szybko zdobyła popularność. W Polsce jako "Sen o dolinie" wykonywała ją Budka Suflera.

Kolejny wielki hit Withersa, pean na cześć przyjaźni - utwór "Lean on me" - odtwarzano podczas prezydenckich inauguracji Baracka Obamy i Billa Clintona.

Withers trzykrotnie został uhonorowany nagrodą Grammy. Z życia zawodowego wycofał się w połowie lat 80. ubiegłego wieku.

- Nie jestem wirtuozem, ale udało mi się napisać piosenki, z którymi ludzie mogą się identyfikować. Sądzę, że to nie najgorzej jak na gościa ze Slab Fork w Wirginii Zachodniej - powiedział "Rolling Stone" Bill Withers w wywiadzie z 2015 r.

Artysta pozostawił żonę i dwójkę dzieci.