[b]Rz: Oglądał pan mecz Holandia – Rosja?[/b]
Piotr Makowski: Zerkałem podczas rozgrzewki. I miałem świadomość, że jeśli Rosjanki wygrają tiebreaka, to czeka nas niezwykle trudne zadanie. Przyrównałbym je do operacji na otwartym sercu. Wygrać bez straty seta z Bułgarią byłoby bardzo ciężko. Jeśli grasz ze świadomością, że nie wolno ci popełnić błędu, to najczęściej go popełniasz.
[b]Zawodniczki też zerkały na ten mecz?[/b]
Nie, rozgrzewały się, ale słyszały, jak reaguje publiczność. Cały czas żyliśmy tym spotkaniem, więc kiedy okazało się, że stawką naszego starcia z Bułgarią jest walka o finał, były trochę zdekoncentrowane. Stąd porażka w pierwszym secie.
[b]W drugim było już lepiej...[/b]
Wyszła nam zmiana z Izą Bełcik i opanowaliśmy sytuację, ale byłem pod wrażeniem gry Bułgarek. Spisywały się naprawdę bardzo dobrze.
[b]Co pan mówił zawodniczkom w krótkiej przerwie między pierwszym i drugim setem?[/b]
Zwróciłem uwagę, jak mają się ustawić w obronie, by Elitsa Wasiliewa nie zdobywała tak łatwo punktów. Zdaje się, że powiedziałem też, iż to nie zabawa w piaskownicy, tylko wojna i trzeba ją wygrać. Głupio było zmarnować szansę, która się przed nami otworzyła.
[b]Ciężki mecz z Rosją dzień wcześniej chyba też miał znaczenie...[/b]
Oczywiście, miały prawo być zmęczone, ale dobrze, że opamiętały się w odpowiednim momencie, kiedy nie było jeszcze za późno.
[b]Po przegranej 0:3 z Holandią naprawdę wierzył pan, że będziecie grać o medale?[/b]
Trener, który nie wierzy w swój zespół, powinien zmienić pracę. My wszyscy wierzyliśmy, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz los jest w innych rękach.
[b]Byłoby lepiej, gdybyście wylosowali w półfinale Włoszki?[/b]
Nie miałem żadnych preferencji. Obie drużyny grają znakomicie. Najlepiej byłoby zagrać w sobotę z Niemkami, ale to było niemożliwe.
[b]Trener Jerzy Matlak oglądał ten mecz?[/b]
Tak, w telewizji, a później pojechał do żony do szpitala. To też jego sukces, to on jest pierwszym trenerem, a my z Adamem Grabowskim tylko jego asystentami.