– Nie ma zagrożenia, że w Warszawie może zabraknąć wody w kranach, nie planujemy wprowadzenia ograniczeń w korzystaniu z niej – zapewnia Karolina Gałecka, rzeczniczka warszawskiego ratusza. Stolica jest w szczęśliwym położeniu, ponieważ ma dwa bardzo zasobne źródła wody. – Jedno spod dna Wisły, skąd woda jest pobierana drenami z głębokości od czterech do sześciu metrów. Z kolei drugie ujęcie jest z Jeziora Zegrzyńskiego, skąd woda dociera do stolicy wodociągiem północnym. Podobnie jest w Krakowie, Gdańsku czy Katowicach, choć w tym ostatnim mieście radni zaapelowali do prezydenta Katowic, by wydał decyzje wstrzymujące koszenie trawników z powodu suszy. – Żadne decyzje, by ograniczyć korzystanie z wody przez mieszkańców czy firmy, nie zapadły – mówi nam Ewa Lipka, rzeczniczka katowickiego magistratu, który kupuje wodę od Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów.

Także Monika Chylaszek, rzeczniczka Krakowa, zapewnia, że zbiornik wody dla miasta jest pełen i został zbudowany „z dużym zapasem”. W dobrej sytuacji, dzięki inwestycjom, jest Gdańsk. – To efekt naszych wieloletnich programów związanych z retencją i ochroną przeciwpowodziową, budową nowych zbiorników, regulacją potoków, promowaniem małej retencji na nowych osiedlach i budowy ogrodów deszczowych – wymienia Daniel Stenzel, rzecznik miasta Gdańsk.

Potwierdza to dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog z Polskiej Akademii Nauk, który latem ubiegłego roku sporządził po raz pierwszy wirtualną mapę pokazującą, gdzie w kraju są problemy z wodą, i także teraz przygląda się sytuacji.

– Duże miasta raczej nie będą miały problemów z wodą, ponieważ sieć wodociągową zaprojektowano i zbudowano w nich z dużym zapasem, spodziewając się, że miasta będą się rozwijać. Przez zagęszczoną populację nie ma także problemu, że na obrzeżach spada ciśnienie wody – tłumaczy Sebastian Szklarek.

Jak wynika z jego analizy, obecnie już 55 miejscowości wystosowało apele o racjonalne korzystanie z wody. – Stolic województw tu nie ma, są miasta średniej wielkości w różnych częściach kraju. Np. koło Szczecina, Koszalina, w okolicy Kaszubskiego Parku Krajobrazowego, ale i na obrzeżach Krakowa czy nawet w górach, w Istebnej, gdzie ogłoszono apel o oszczędzanie wody – mówi nam dr Szklarek.

Problem – jak wskazuje – dotyczy mniejszych miejscowości, które projektowały sieć przy skromniejszych budżetach z niewielkim zapasem. – Kiedy ludzie masowo zaczynają podlewać trawniki, spada ciśnienie wody, a przez to, że sieć jest rozciągnięta w przestrzeni, to mieszkający na obrzeżach mają problemy – tłumaczy.

Samorządy nie bagatelizują problemu z nadciągającą katastrofą. W miastach ruszają projekty pod hasłem „Łap deszczówkę” i nawet mające pokaźne jej zasoby dopłacają do zbierania deszczówki.

Również w Łodzi wody nie zabraknie, gdyż pochodzi ona ze studni głębinowych. Mamy duże zapasy, obecnie korzystamy z 48 studni – są one w Łodzi, w Bronisławowie i w Rokicinach. Dysponujemy też wodą z ujęcia na Pilicy w Tomaszowie Mazowieckim – mówi Marcin Masłowski, rzecznik miasta Łódź. Obecnie wykorzystywane jest ok. 60–70 proc. zdolności studni głębinowych. Na poziom wody w nich nie ma wpływu obecna susza, a zasoby wód podziemnych wręcz się odnawiają po upadku łódzkiego przemysłu włókienniczego, który rabunkowo korzystał z ujęć głębinowych.