Reklama
Rozwiń
Reklama

Hipopotam we mgle

Gdy Włosi grają u siebie z drużyną klasy Nowej Zelandii, trzeba mecz organizować na głębokiej futbolowej prowincji, bo inaczej nikt by nie przyszedł na stadion

Aktualizacja: 20.06.2010 23:29 Publikacja: 20.06.2010 22:33

Kibice reprezentacji Włoch

Kibice reprezentacji Włoch

Foto: AFP

[i]Korespondencja z Rzymu [/i]

W niedzielę około 16.00 włoskie ulice świeciły pustkami, a w oknach i na balkonach pojawiły się flagi. Remis w pierwszym meczu z Paragwajem wywołał ogromny niepokój, pogłębiony kontuzją Gianluigiego Buffona. Cała Italia zasiadła przed telewizorami, żeby upewnić się, że ubiegły poniedziałek był tylko złym snem. Niedzielna „Gazzetta dello Sport” zatytułowała na pierwszej stronie: „Italio bądź Italią”.

Mecz z Nową Zelandią miał być nieledwie sparingiem, w którym bramkarz Marchetti nabiera mundialowego obycia, zespół przestawia się na system 4-4-2, a snajperzy kalibrują celowniki. Tuż przed meczem okazało się, że walka o pierwsze miejsce w grupie premiowane uniknięciem Holandii, a potem Brazylii będzie strzeleckim pojedynkiem na odległość z Paragwajem, który rozjechał Słowację 2:0.

Z atmosfery w mundialowym studio z Gianluką Viallim i Paolo Rossim wynikało, że squadra azzurra wybiera się bardziej na strzelnicę niż na stadion. Wszyscy fachowcy obstawili zgodnie 3:0 albo lepiej. Gdy sędzia gwizdnął, sprawozdawca Fabio Caressa rzucił retorycznie: „Italio czy obudziłaś się dziś rano lwem czy antylopą?”.

Już w 7 minut później, gdy piłka wpadła do włoskiej bramki (ze spalonego), Caressa stwierdził, że Italia nie obudziła się w ogóle, a Bepe Bergomi dodał: „Drugi strzał w tym mundialu na włoską bramkę i tracimy drugiego gola”. Przy okazji padło kilka nieprzyjemnych słów pod adresem nowozelandzkiego futbolu, który mieszkańcy wyspy mieli wykopać wraz ze szkieletem dinozaura.

Reklama
Reklama

Sposób gry „Kiwi” Caressa zdefiniował jako mieszankę rugby z amerykańskim futbolem. Potem sprawozdawcy zajęli się włoską drużyną i doszli do wniosku, że jedynym piłkarzem, który jest w stanie przedryblować rywala, jest prawy obrońca Gialuca Zambrotta. Zdenerwowany Caressa krzyczał: „Gdzie są napastnicy?!”, a Bergomi wyjaśnił, że Cassano baluje w Portofino, gdzie wczoraj wziął ślub. Gdy mecz się skończył, Caressa zachował się jednak ładnie i zakończył: „Brawo Nowa Zelandio! Gratulacje!”.

Potem w studio rozpoczął się sąd kapturowy nad drużyną i trenerem Marcello Lippim. Vialli stwierdził, że Italia nie grała jak lew ani nie biegała jak antylopa, a przypominała hipopotama biegającego po sawannie, i to w gęstej mgle. Nikt nie rozumiał, co na boisku robił Marchisio i dlaczego po przerwie zszedł Pepe. Wszyscy zgodzili się, że Italii brakuje dobrych graczy i dobrego trenera, czyli wszystkiego. Potem poszły w ruch liczydła i wyszło na to, że pod pewnymi warunkami awans jest możliwy nawet w przypadku remisu ze Słowacją. A to namacalny dowód, że zdaniem włoskich fachowców i taka wpadka jest możliwa.

Trudno się dziwić, że dla podbudowania marnego ducha w narodzie Paolo Rossi przypomniał, że gdy on w 1982 r. zdobył mistrzostwo świata, Italia (z Polską w grupie) zaczęła równie fatalnie. To już znana śpiewka. Kilka dni temu Lippi pytany gdzie są napastnicy i czemu nadal stawia na Vincenzo Iaquintę i Alberto Gilardino, odpowiedział, że czeka na swego Rossiego. Ten 28 lat temu obudził się dopiero w czwartym włoskim meczu i został królem strzelców turnieju.

Dziennik „Il Giornale” napisał na stronie internetowej, że „drużyna nie strzelająca bramek, nawet jak gra ładnie, jest jak piękna kobieta bez biustu. Nasza Italia nie dość, że jest brzydka, to zamiast biustu ma dmuchany stanik, z którego w meczu z Nową Zelandią uszło powietrze”. Włosi grali z żałobną opaską, bo w wieku 67 lay zmarł na raka Roberto Rosato, stoper Milanu i jeden z bohaterów legendarnego meczu z Niemcami w półfinale MŚ 1970 (4:3).

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama