[b]Rz: Co się stało w sprinterskim pojedynku z Irlandczykiem Feliksem Englishem?[/b]
[b]Chris Hoy:[/b] To nie był błąd taktyczny. To było coś, co nigdy nie powinno się zdarzyć: głupota, która – mam nadzieję – już nigdy mi się nie przytrafi. Nie możesz zanadto myśleć o oszczędzaniu sił, gdy wyścig trwa i rywal jedzie za tobą. Szybko uzyskałem wystarczającą, wydawało się, przewagę, jadąc na 85 procent możliwości.. Rywal został tak daleko z tyłu, że zwolniłem, myśląc, że już nie ma szans mnie prześcignąć. Gdy zobaczyłem go rozpędzonego tuż przed metą, było za późno.
[b]Wróci pan z mistrzostw tylko z jednym medalem – brązowym w sprincie drużynowym.[/b]
Ten wynik trochę nas rozczarował. Potrzebujemy czasu, trochę więcej wspólnych treningów. Nie zostaliśmy mistrzami Europy, ale medal jest medalem – doceńmy to. Nie jechaliśmy przecież w Pruszkowie w najsilniejszym składzie. Lepiej powinno być już na przyszłorocznych mistrzostwach świata, no i na igrzyskach w Londynie, które są naszym głównym celem. Ważne, że drużyna zdobyła punkty potrzebne do awansu na igrzyska.
[b]To pana pierwszy start w Polsce?[/b]
Och nie. Startowałem tu w 1998 roku w mistrzostwach Europy w Szczecinie...
[b]... i przegrał pan wówczas z Polakami. [/b]
Tak, zgadza się. Bardzo silny w waszej ekipie sprintu drużynowego był wówczas Grzegorz Krejner.
[b]Jak się panu podoba tor w Pruszkowie?[/b]
To fantastyczny welodrom. Tor jest świetnie wyprofilowany, bardzo szybki. Na zapleczu jest wszystko, czego potrzeba. Jeśli chodzi o same mistrzostwa, bardzo spektakularna była ceremonia otwarcia.
[b]Po zdobyciu trzech złotych medali na igrzyskach w Pekinie brytyjska królowa nadała panu tytuł szlachecki. Czy to coś zmieniło w pana życiu?[/b]
Tak naprawdę nic się nie zmieniło. To po prostu wielki honor dla mnie i wielkie wyróżnienie dla sportu. Ale nie zmieniłem się z tego powodu. Koledzy nie mówią do mnie „sir”.